Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą las. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 października 2026

Grzybobranie

 230926

Jeśli napiszę, że słońce wypięknia świat i rozpogadza nasze wnętrze, będzie to banał, ale przecież jakże prawdziwy. Słońce wydobywa urodę ze zwykłych, niezauważanych drobiazgów mijanych w naszej codziennej krzątaninie; czyż nie tworzy z liści przebarwiających się jesienią impresjonistyczne dzieła? Jednocześnie pomaga nam pozbyć się tłamszących nas myśli, budzi optymizm i naszą wrażliwość na piękno. Teraz widziane i zapamiętywane obrazy rozsłonecznionego świata stają się w grudniowe dni marzeniem.

Źle mi w domu kiedy świeci słońce. Będąc pod dachem, w sztucznym środowisku, mam wrażenie tracenia cennego czasu, odczuwam niecierpliwość wobec wszystkiego, co uniemożliwia mi wyjście na dwór, pod drzewa lub na pola, a spokój odzyskuję dopiero po zachodzie słońca lub w chmurne dni. W czasie najdłuższych dni czynię sobie zarzuty zbyt późnego wyjazdu i wczesnego powrotu z włóczęgi, wszak już bądź jeszcze świeci słońce, a fakt wielogodzinnego przebywania pod gołym niebem niewiele pomaga. Nieco przewrotnie i zaskakująco powiem, że słońce ma wiele wspólnego z pieniędzmi i prawdziwkami: nigdy ich za dużo.

Dzisiaj miałem okazję obserwować stopniową przemianę krajobrazów w miarę rozpogadzania się nieba – od ciemnych chmur rankiem, po rozsłoneczniony błękit popołudniowego nieba. Podobną przemianę czułem w sobie – jak zwykle.

Była i druga przemiana: tempa przybywania grzybów, ale może po kolei.

Pojechałem kawał drogi, pod Brzeziny w środkowej części Roztocza, bo… bo chciałem. Tam są wyjątkowo ładne i liczne polne drogi, a drugim powodem były grzyby. W tamtejszych laskach sosnowych nazbierałem kiedyś dużo prawdziwków, teraz potrzebowałem grzybów dla mamy. Otóż moja rodzicielka, zapalona grzybiarka i znawczyni grzybów, nie może już pójść do lasu, więc prosiła mnie o przywiezienie jej świeżych grzybów aby mogła je obejrzeć, powąchać i dotknąć. Prawdziwków zebrałem jak na lekarstwo, ale za to w maślakach mogłem przebierać.  

Polne zielone dróżki były, czekały na mnie, kilka odwiedziłem, grzyby miałem, więc przyszła kolei na drugi punkt dzisiejszej trasy. Pomysł podsunął mi Janek, dowiadując się o hodowli konika polskiego i o pomnikowym dębie w pobliskich lasach. Pojechałem, nie było daleko, samochód zostawiłem na parkingu, przy granicy Roztoczańskiego Parku Narodowego i poszedłem szerokim duktem do osady odległej o dwa kilometry. Ta odległość miała znaczenie, o której wtedy jeszcze nie wiedziałem.

 Znalazłem piękne zielone pastwiska, ale bez koników, a kiedy wszedłem na jedno z nieogrodzonych, skuszony bajecznie kolorowym widokiem łąk, znalazłem mnóstwo młodych, jędrnych maślaków. 

 Łubiankę miałem zajętą i zostawioną w samochodzie, wziąłem więc torbę noszoną w plecaku nie wiadomo po co ale zawsze, i w ciągu może dziesięciu minut napełniłem ją grzybami.  
Co dalej? Jak z nią iść? Zszedłem do przydrożnego rowu i torbę zostawiłem w suchym przepuście. Tak odciążony poszedłem dalej, ku pięknej alei wyjątkowo wysokich drzew opisanych na wielu tablicach. Nie miałem dużo czasu, więc obiecałem sobie wrócić tam by spokojnie pozadzierać głowę na niebotyczne korony.  

 Dąb Florian okazał się być martwy. 

Jego pień, ogołocony z konarów, stał, a przy nim leżał odłamany naturalnie, sądząc po śladach, największy konar. Jest wielkości dużego drzewa i robi niemałe wrażenie. Mimo chaszczy obszedłem go dookoła, napstrykałem wiele zdjęć, ale żadne nie było udane. Jedno z nielicznych fotek jako tako nadających się do publikacji jest z moim plecakiem postawionym przy pniu dla pokazania wielkości drzewa.

Wracając, zabrałem torbę z grzybami i raz jeszcze zajrzałem na łąkę. Skutkiem było napełnienie drugiej torby (po kanapkach) w jakieś 20 minut. Mając dwie ręce zajęte i plecak na grzbiecie, ruszyłem wspomnianym dwukilometrowym duktem w drogę powrotną. Wąski plastik uchwytów toreb wżynał mi się boleśnie w zgięcia palców, a na dokładkę nie potrafiłem nakazać sobie nie patrzenia na ziemię. W rezultacie doładowałem torby jeszcze kilkunastoma maślakami, a kiedy w końcu dotarłem do samochodu (jestem przekonany, że droga powrotna była znacznie dłuższa), nie mogłem wyprostować palców.

Pojechałem do mamy, pokazałem grzyby, a później przejęła je siostra, wyraźnie z nich zadowolona, więc zaproponowałem wzięcie ode mnie pozostałych. Warto było zobaczyć jej minę, kiedy przyniosłem z samochodu dwie duże torby. Cztery godziny później, już nocą, odebrałem zdjęcie od siostry: ugotowała obrane maślaki i zrobiła wianuszki z podgrzybków i prawdziwków. Na drugi dzień przyrządziła je w zalewie octowej, maślaki zmieściły się w słoikach o łącznej pojemności ośmiu litrów.

Po dwóch dniach wyjechałem w Sudety, i już pierwszego dnia wędrówek widziałem na łąkach tak wiele kań, że mógłbym kilka wielkich koszy napełnić, a musiałem je zostawić, odczuwając przy tym silną stratę.

Obrazki ze szlaku

 Stary kamieniołom opoki, roztoczańskiej skały, z której kiedyś wiele domów pobudowano.

 Maślaki sitarze. Ten rodzaj maślaka brzydko się starzeje, a szkoda, bo rosną wszędzie i w ilości nie do policzenia. Niewiele ich zebrałem i tylko małe.



Osada Florianka.

Trasa standardowa pod Brzezinami, w pobliżu Górecka, w środkowej części Roztocza. Druga trasa: między Góreckiem Starym a Florianką.

Statystyka: przedreptałem zapatrzony głównie pod nogi 14, 5 km w czasie 10,5 godziny.














piątek, 11 września 2026

Góry Świętokrzyskie, cz. III

 Wapienie są skałami osadowymi, to znaczy utworzonymi z osadów zalegających dno morza, konkretnie ze skorupek różnych morskich żyjątek. Ilekroć widzę góry utworzone z wapieni, wielkie kopalnie z których wydobyto ogromne ilości tego minerału, doznaję zadziwienia: przez ileż milionów lat skorupy ślimaków czy małż musiały opadać na dno morza, by po upływie kolejnych tysięcy tysiącleci zamieniły się w skały? Jakich sił musiała użyć Ziemia, by ogromne połacie morskiego dna wypchnąć w górę czyniąc z nich wyżyny i góry?

Góra Zelejowa utworzona jest z takich skał. Dołem i górą obszedłem tam stary kamieniołom, szedłem ścieżką biegnącą brzegiem urwiska, mijałem dzikie, poszarpane skały – jakbym w wielkich górach był skalistych, a nie na górce możliwej do przejścia w godzinę. 

 



Kamienista ścieżka.

 

Kamieniołom.

Kamienista ścieżka była dla mnie miejscami trudna, używałem czterech kończyn tam, gdzie 10 lat temu wystarczyłyby mi dwie. Po obu stronach są zarośla ukrywające dziury i zapadliska, efekty krasowienia; nie odważyłem się zejść z wydeptanej ścieżki. Jednocześnie z dołu dobiegał głośny, nieustający szum setek samochodów pędzących pobliską drogą szybkiego ruchu – dziwny kontrast światów i wrażeń. Doszedłem do stromego zejścia na dno głębokiej studni i nie czując się na siłach – zawróciłem. Kilka godzin później dotarłem tam idąc z przeciwnej strony.  

Zobaczyłem ładną przewieszoną skałę, zapewne dlatego nazwana jest Wielką Przewiechą, chociaż wielką jest tylko w skali tych niskich gór.

Nieopodal Zelejowej wznosi się druga ciekawa góra – Żakowa. Na jej zboczu jest ogólnie dostępna jaskinia Piekło. 

 



Jak twierdząc autorzy tablic informacyjnych, z tego właśnie powodu jaskinia nie ma szaty naciekowej, czyli, inaczej mówiąc, stalaktyty zostały wyłamane i zabrane na pamiątkę. Dowiedziałem się też, że jaskinia ma ponad 50 metrów długości, ale okazało się, że aby dojść do końca, trzeba by na czworaka przeciskać się przez wąskie gardło. Latarki miałem włączone, ale te mokre kamienie… Zawróciłem. Jest tam ładna formacja: komin czy też okno, czyli dziura w ścianie jaskini prowadząca aż na powierzchnię. Wokół jaskini wiele jest zapadlisk, niektóre są strome i głębokie, takie, z których nie wyszłoby się bez pomocy. Te dziury zrobiły na mnie spore wrażenie. Wydają się wejściami do obcego, strasznego, czarnego świata podziemi, a są to po prostu ślady dawnego górnictwa, chyba też krasowienia, czyli rozpuszczania wapieni przez wodę. Mapa pokazywała drugą jaskinię z pobliżu, Czyściec. Oczywiście poszedłem odszukać ją, ale nie udało mi się znaleźć. Nie ma jej tam, gdzie jest zaznaczona na mapie, albo oślepłem i dlatego nie widziałem. 

 

W pobliżu jaskini Piekło stoją takie drewniane rzeźby.

Niewiele dalej jest zespół skał Stokówka. Malownicza ścieżka prowadzi dnem wąwozu, przez skalną bramę, między piętrzącymi się z obu stron poszarpanymi, kolorowymi skałami. Jest też piękna ścieżka prowadząca górą, brzegiem urwiska. Uznałem tamte miejsca za najładniejsze i najbardziej „górskie” z wszystkich widzianych w tych górach. Chciałbym tam wrócić.

Na paru zdjęciach widać drzewo rosnące na dnie skalnej bramy; kiedy je zobaczyłem, od razu pomyślałem o Sudetach. W Rudawach rośnie buk między podobnymi skałami.
Na górnej ścieżce.

 

Widziałem tam takie białe kamienie. Wystawały z ziemi niczym kości rozgrzebanych grobów.



Kopalnię Miedzianka planowałem zobaczyć na całej sporej jej długości wykorzystując drogę gruntową biegnącą tuż przy kopalni. Okazało się, że jest tylko na mapie, a wobec gęstwiny nawłoci i trzcinnika oraz ukrytych wśród zarośli kamieni, zawróciłem, jednak z kilku miejsc mogłem zajrzeć na dno kopalni.

Obserwowałem załadunek wielkich, trzydziestotonowych, czteroosiowych ciężarówek podjeżdżających pod ładowarkę stojącą na dnie ogromnego wyrobiska. Uderzała dysproporcja wymiarów: te maszyny wyglądały jak mrówki (z tych małych) na grzbiecie największego słonia, a przecież takimi mrówkami wywieziono miliony ton skał tworząc tę monstrualną dziurę w ziemi.

Drugie zdjęcie jest znacznie powiększone.

* * *

Wyszedłem z lasu, spojrzałem w bok i to, co zobaczyłem, zatrzymało mnie: rosła tam samotna brzoza na polu. Poczułem ciepełko wokół serducha i coś, co bliskie jest tęsknocie. Nie od razu uświadomiłem sobie, że idąc tamtejszymi dróżkami szukałem podobieństwa do roztoczańskich widoków.

 

Tym zdjęciom nadałem wiele mówiącą (o mnie) nazwę zbiorczą: „Jak na Roztoczu".

 
Któregoś dnia trafiłem na zagajnik brzozowy. Trudno mi było odejść, tak bardzo mi się podobał. Uznałem to miejsce za idealne na postawienie małego domku między brzozami.

Obrazki ze szlaku 

Kilka zdjęć fragmentów posesji przylegających do ulicy. Dawniej na tym pasie ziemi zwykle rosły kwiaty, jeszcze dawniej i na wsi – bzy, teraz rzadko widuję kwiaty. Owszem, niektóre pomysły na zagospodarowanie dają całkiem ładne efekty, chociaż intencją właścicieli jest, aby nic tam nie rosło albo niewiele. Pomysły na zagospodarowanie są mniej lub bardziej drogie, wymyślne lub nie, ale większość ma jedną cechę wspólną: wygodę, brak konieczności częstej pielęgnacji. W rezultacie brakuje mi tego pasa kwiatów, który kiedyś bywał chlubą i wizytówką właścicielki.

 Swojski widok. Nasi tu byli.

 Ładne miejsce, nieprawdaż?

 A teraz, pokazane z innej pozycji?

 Kolejne śmieci. Wiem, co to jest: pozostałości po zestawach sztucznych ogni strzelających seriami.

Właściciele tych śmieci dobrze się bawili, wydali dużo pieniędzy, trudno więc wymagać od nich, by jeszcze sprzątali po sobie. W końcu płacą podatki, niech więc ktoś po nich posprząta.

 Pomysłowa tablica namawiająca do nieśmiecenia. Czy skuteczna? Wątpię.

 W wielu miejscach tych niskich i gęsto zaludnionych gór nie ma zasięgu sieci telefonicznych. Podobnie jest w całej Polsce. W mojej okolicy są wsie pod Lublinem (na równinie, nie w górach!), gdzie aby zadzwonić, trzeba wyjść na stodołę, bo tylko tam telefon „łapie” sygnał, a jednocześnie właściciele tych dziurawych sieci chwalą się nowym systemem G8 czy nawet G9, straciłem już rachubę, a zapowiadają, że następny poziom sięgnie Księżyca i przeniesie nas do krainy wiecznej szczęśliwości. Chyba nie chcą wiedzieć o całych wsiach bez zasięgu, a znam i takie. Na świętokrzyskim szlaku widziałem mobilną, na kołach, tymczasową stację GSM, a obok fundamenty pod stacjonarną wieżę antenową. Jest więc sposób na słaby zasięg, więc brakuje tylko zainteresowania.

 
Ścieżka w gęstych, splątanych i kolczastych zaroślach jeżynowo-tarninowych. Nie do przejścia na przełaj.

Widziałem tam mnóstwo owoców tarniny. Niektóre krzewy z pewnej odległości nie tyle były zielone, co szarogranatowe.

 
Piękny bukowy las.