Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obieg pieniądza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obieg pieniądza. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 lutego 2026

Od głodu, ognia i wojny...

 140126

Temat wpływu szybkiego wzrostu zamożności i bezpiecznego życia bez zagrożeń egzystencjalnych na ludzką psychikę i na struktury społeczne jest mi bliski, parokrotnie poruszany był tutaj. Dzisiaj wrócę do tematu, a wesprę się tymi słowami:

„Jeśli społeczeństwo wytwarza nadmiar szybciej niż potrafi stworzyć nowe role społeczne, nowe formy przynależności i nowe źródła sensu, wtedy upadek zaczyna się od wewnątrz.”

Kim był John Calhoun, autor tych słów, i czego one dotyczą? Oto cytat ze strony Ciekawostki historyczne:

>>Utopia jest rozumiana m.in. jako ideał społeczeństwa szczęśliwego. Dla większości z nas byłyby to świat, w którym nie ma głodu, wojen, służba zdrowia jest dla wszystkich ogólnodostępna, a wszelkie problemy życia codziennego zostały wyeliminowane. Warto sobie jednak zadać pytanie, w jaki sposób rzeczywiście wpłynęłoby na nas życie w świecie pozbawionym zmartwień i dylematów? Odpowiedź na nie postanowił znaleźć John Calhoun, tworząc mysią utopię.

Był on amerykańskim etologiem oraz badaczem-behawiorystą.<<

Zapraszam do lektury dalszej części tego artykułu, nie jest długi i dobrze wyjaśnia ideę i przebieg eksperymentu, tutaj napiszę tylko, że w tym i paru podobnych eksperymentach wszystkie gryzonie wymarły. Niżej wklejam ostatni akapit:

>>W wynikach tego eksperymentu John Calhoun widział analogię do współczesnego społeczeństwa. Według niego w momencie, gdy zanikają podstawowe problemy związane ze zdobywaniem pożywienia czy posiadaniem dachu nad głową, możemy zacząć być społecznie obojętni i przyjmować bierną postawę życiową. Pytanie jednak, na ile rzeczywiście wnioski płynące z tego eksperymentu możemy odnosić do naszego społeczeństwa? <<

Wrócę do myśli Calhouna, od której zacząłem: jeśli dobra tworzymy szybciej, niż możemy w pełni się dostosować do takiego stanu budując nowe wzorce zachowań jednostek i społeczeństw, nowe paradygmaty naszej etyki, moralności i sensu życia, rozkład od wewnątrz, a więc autodestrukcyjny, jest wysoce prawdopodobny, a może nawet nieunikniony.

>>Parlament Europejski właśnie zagłosował... PRZECIWKO poprawce stwierdzającej, że "Tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę" (…) 233 było przeciwko, 200 było za a 107 wstrzymało się od głosu. Czyli łącznie 340 europosłów nie potrafiło poprzeć tego oczywistego, biologicznego faktu.<<

Cytat z internetu.

* * *

Pieniądze i władza

„Za inflację tylko państwo jest odpowiedzialne. Inflacja bez udziału rządu czy wbrew niemu nie jest możliwa.”

Felix Somary

Dlaczego? Ponieważ z definicji inflacja jest nadmiarem ilości pieniędzy w stosunku do dostępnych dóbr. A więc wzrost cen nie jest samą inflacją, a jej skutkiem. Kto jest emitentem pieniędzy? Co prawda nie bezpośrednio rząd, a bank centralny, tak czy inaczej współpracujący z rządem, a więc władza, „oni”. Tworzenie i utrzymywanie inflacji jest zwykłym okradaniem ludzi. Skrytym, ale skutecznym sposobem na grabież majątku. Jak zwiemy tych, którzy kradną?

>>Rządy chcą się utrzymać przy władzy, a sposobem na to jest ciągłe rozdawanie cukierków. Sposób, w jaki rozdają cukierki, polega na ich ciągłym drukowaniu.<<

Usłyszane na kanale YT Wall Street Bullion. Dodam tutaj drugi sposób władz na utrzymanie stołków i rozwiązanie problemów przez nich stworzonych: wskazać na zewnętrznego winnego, wzbudzić poczucie zagrożenia i wokół niego zbudować poparcie społeczeństwa, a przynajmniej odwrócić jego uwagę – co właśnie obserwujemy.

„To czysta pycha. Są całkowicie zagubieni w swoim własnym urojonym świecie.” Peter D. Carlin o elicie europejskiej.

>>Przychodzi moment, kiedy elity kryjąc się za wielkimi moralnymi symbolami swojej cywilizacji, dla racjonalizowania swojej dysfunkcjonalności forsują rozwiązania sprzeczne z własnymi ideałami i wprost prowadzące do unicestwienia starego porządku.<< Ray Dalio

Tutaj  jest garść informacji o zadłużeniu Polski. Nie chcecie czytać? To nudne? Nie uciekniecie, ten problem wróci do was. Znajdziecie go w swoim odchudzonym portfelu, w rosnących cenach pieczywa i zwiększonym bezrobociu, a na koniec w rozróbach na naszych ulicach. Ale nie martwcie się, gdy włączycie telewizornię, usłyszycie proste wyjaśnienia i w nie uwierzycie. Znowu będzie spokojni.

„Złoto jest zabezpieczeniem przed wszelką ludzką głupotą.”

Z kanału ITM Trading na YT.

Jeśli rzetelnie prześledzić wszystkie ogniwa łańcucha przyczyn i skutków, dojdzie się do jednego wniosku: za ogromne i szybko rosnące zadłużenie naszej ojczyzny, za rosnące ceny w sklepach, za irracjonalne decyzje rządu, za wzrastającą liczbę wszelkich ograniczeń i kontroli, za iluzję demokracji, my sami jesteśmy odpowiedzialni, ponieważ głosujemy na tych, którzy obiecali łatwe rozwiązania i rozdawanie pieniędzy. Nie wiemy i nie chcemy wiedzieć, że „oni” tyle mają, ile nam wcześniej zabiorą, że rolą rządów nie powinno być wtrącanie się do wszystkiego. Jeśli nie okradną nas w podatkach i przeróżnych opłatach, to w celowo utrzymywanej inflacji, a więc w utracie wartości naszych dochodów i oszczędności.

Jesteśmy winni, i ani ignorancja, ani ślepota, nie tłumaczą nas, bo dostęp do informacji i wiedzy mamy łatwy.

>>Zeus to bowiem człeka wwiódł na rozumu drogę: Cierp i cierpieniem ucz się” – rzekł.<< Ajschylos, trylogia „Oresteja”, tragedia „Agamemnon”.

środa, 17 grudnia 2025

Pieniądze

 151225

Władza nie zmienia ludzi, ona ich obnaża.” Nie znam autora tych jakże trafnych słów.

Arystoteles: „Ceną ignorowania polityki jest rządzenie przez tych, którzy nie zasługują na władzę.”

>>Organizacja Narodów Zjednoczonych podaje, że 3,3 miliarda ludzi żyje w krajach, w których rządy wydają obecnie więcej na spłatę odsetek od długów niż na opiekę zdrowotną i edukację.<< Źródło: kanał World Affairs In Context na YT.

>>Gdyby ludzie wkładali w utrzymanie, oszczędzanie i zachowanie swoich pieniędzy tylko niewielką część wysiłku, który poświęcili ich zarabianiu, byliby w o wiele lepszej sytuacji.<<

Z kanału „Bullion Investors” na YT.

Siedzę przy biurku w pokoju taniego hotelu w Białymstoku. Przez okno widzę szarosiny, nieco zamglony ranek grudniowego dnia bez śladu słońca i bez nadziei na zobaczenie chociaż skrawka błękitu. Biurko z moimi drobiazgami i ciepły pokój wydaje się miłym schronieniem, jednak gdy później wyszedłem na dwór, rozejrzałem się i zobaczyłem dalsze drzewa i budynki coraz bardziej zasłaniane mgłą, poczułem tęsknotę za polami Roztocza. Jeszcze trzy tygodnie. Na początku stycznia pojadę zobaczyć drzewa i dal niknącą we mgle. To będzie moje katharsis po miesięcznej pracy.

Obok leży opasły tom Historii estetyki; o tej wysublimowanej dziedzinie łączącej naukę z twórczością będzie następny tekst, a teraz zajmę się funkcjonowaniem światowego systemu finansowego.

Cały świat jest bardzo zadłużony. Dług rządu USA wynosi blisko 39 tysięcy miliardów dolarów, całego świata sporo ponad 300 bilionów, a obecny rząd Polski zadłuża nas w tempie blisko miliarda złotych dziennie. Dziennie! Dlaczego tak jest? Skąd się bierze taka góra pieniędzy? Odpowiedzi są proste: pieniądze są po prostu tworzone według potrzeb polityków przez emitentów czyli przez banki centralne. Można tak robić, ponieważ są to pieniądze umowne czyli fiducjarne. Nie są poparte żadną konkretną wartością, jak na przykład złotem. Aby utrzymać się przy władzy, politycy obiecują nam dawać, załatwić problem, zbudować, zapewniać frukta ekonomiczne. Obiecują wiedząc, że w skarbcu państwa nie ma pieniędzy na spełnienie obietnic. Dlatego wypuszczają w obieg dodatkowe pieniądze, świeżutkie i nie poparte dostępnością dóbr, oraz pożyczają je na rynkach międzynarodowych i od swoich obywateli. A skąd owe rynki ma tyle pieniędzy? Też z drukarki. Obecnie nie ma kraju, w którym byłaby inna waluta, wszędzie są umowne, czysto papierowe. Zadłużone kraje mają tak ogromne długi, że nie ma szans na ich spłatę, a co gorsza, problemem staje się ich obsługa, czyli płacenie odsetek. USA płacą ponad bilion (tysiąc miliardów) dolarów odsetek rocznie, Polska blisko 100 miliardów złotych. Ile to jest? Dla porównania: dochody skarbu naszego państwa wynoszą około 630 miliardów, a koszt elektrowni atomowej, której nie możemy zbudować od pięćdziesięciu lat, szacowany jest na blisko 200 miliardów. Nieco mniej ma kosztować cały CPK, a budowa kilometra drogi ekspresowej kosztuje średnio około 40 mln. Inaczej mówiąc: za odsetki płacone od długu moglibyśmy co drugi rok oddawać do użytku nową elektrownię atomową albo wielki port komunikacyjny. Za roczne odsetki moglibyśmy zbudować 2500 km nowych dróg szybkiego ruchu. Na co poszła ta niewyobrażalna góra pieniędzy? W niewielkiej części na rozwój gospodarki, w większej na zbrojenia (nasze i cudze), rozdawnictwo i bzdety, czyli na utrzymanie się władzy na stołkach.

Nie mając możliwości spłaty długów, państwa obniżają ich wartość poprzez inflację. Tutaj uwaga: inflacja to nadmiar pieniędzy w stosunku do dostępnych dóbr, co skutkuje spadkiem wartości pieniędzy i wzrostem cen. Tak więc drożyzna w sklepach nie jest inflacją, a jej skutkiem. Specjalnie zmieniono definicję aby rozmyć odpowiedzialność, przerzucić ją na siły rynkowe. Jednak jedynym odpowiedzialnym za inflację jest bank centralny, ponieważ tylko on może tworzyć pieniądze i puszczać je w obieg.

Tylko państwo jest odpowiedzialne za inflację. Bez rządu, wbrew jego zamierzeniom, inflacja nie jest możliwa.”

Słowa Felixa Somary, ekonomisty tradycyjnej szkoły austriackiej, znanej w świecie finansów.

Nasza złotówka straciła 4/5 swojej wartości od czasu denominacji, czyli od 1995 roku. Za tysiąc złotych kupimy dzisiaj tyle, ile za 200 złotych 30 lat temu. Tak lub podobnie (a często dużo gorzej) jest wszędzie, w każdym kraju na całym świecie. Inflacja jest niemała, będzie większa i zostanie z nami, ponieważ nie ma innej możliwości utrzymania w całości zadłużonego systemu finansowego.

Dlatego coraz częściej mówi się o konieczności połączenia waluty ze złotem jako kotwicy uniemożliwiającej swobodny dodruk pieniędzy i ustawiczne zadłużanie się, ponieważ wtedy ilość pieniędzy tworzona przez bank centralny zależna jest od ilości posiadanego złota, którego (na szczęście) nie można stworzyć pod potrzeby kampanii wyborczych polityków. Właśnie dlatego idea pieniądza popartego złotem jest ostro krytykowana przez media zależne od władzy.

Alan Greenspan, były szef FED, banku centralnego USA, powiedział:

W obliczu braku standardu złota nie ma sposobu na ochronę oszczędności przed ich konfiskatą przez inflację.”

My nie mamy jedenastu lotniskowców atomowych jak USA, więc ten tworzony przez rząd ogromny dług będzie musiał być spłacony w taki czy inny sposób przez nasze dzieci i wnuki. Jeśli nie pieniędzmi, to naszą ziemią, fabrykami czy bogactwami naturalnymi. Tak czy inaczej ekonomicznym zubożeniem Polaków. Rząd każdego dnia zwiększa nasze zadłużenie o blisko miliard złotych, i właściwie nikogo to nie obchodzi! Z telewizorni leje się papka, ludzie zajmują się pierdołami i nadal głosują na tych, którzy obiecują coś im dać!

Może dość, bo znowu podnosi mi się ciśnienie.

Zapraszam do lektury cytatów z ostatnio wysłuchanych wykładów na temat finansów i pieniądza.

* * *

>>W prawdziwie wolnym społeczeństwie jednostki podejmują decyzje w oparciu o zaufanie. Wierzą, że pieniądze zarobione ciężką pracą z czasem zachowają swoją wartość; wierzą, że gdy zaczną oszczędzać z myślą o przyszłości, ich oszczędności zachowają realne znaczenie; że ich inwestycje będą odzwierciedlać rzeczywisty wzrost gospodarczy, a nie będą pod wpływem niewidzialnej ręki niewybieralnych technokratów działających za zamkniętymi drzwiami. Ale gdy to zaufanie zostanie naruszone, gdy władza centralna zacznie manipulować stopami procentowymi, drukować pieniądze z powietrza i zalewać rynki pieniędzmi fiducjarnymi, wszystko zaczyna się deformować. Ceny przestają odzwierciedlać rzeczywistość. Rynki przestają nagradzać odpowiedzialne zachowania i nagle ludzie, którzy grają według starych zasad, ci, którzy oszczędzają i inwestują ostrożnie, żyjąc zgodnie ze swoimi możliwościami finansowymi, zostają ukarani zamiast być chronieni. (…) Kiedy waluta traci siłę nabywczą, nie można po prostu trzymać gotówki i oszczędzać tak, jak to robiono kiedyś. Jesteś zmuszony do inwestowania na giełdzie, w nieruchomości lub inne aktywa spekulacyjne po prostu po to, aby nadążyć za inflacją. To cicha pułapka, która zmusza ludzi do pogoni za zyskami, aby tylko przetrwać. Gdybyśmy mieli uczciwe pieniądze, czyli takie, których nie można drukować w nieskończoność, naturalnym stanem rzeczy byłaby deflacja. Ceny stopniowo spadałyby w miarę wzrostu innowacyjności i efektywności. Wyobraź sobie, że dziś możesz zaoszczędzić pieniądze wiedząc, że za dwa lata będziesz mógł kupić za nie więcej, a nie mniej. Oto siła solidnych pieniędzy. Nagradzają cierpliwość i rozwagę. Jednak w obecnym systemie fiducjarnym jest to niemożliwe, ponieważ ciągła inflacja jest wbudowana w jego konstrukcję. Inflacja jest najcichszą i najniebezpieczniejszą formą opodatkowania, jaką kiedykolwiek stworzono. Okrada każdego, kto posiada pieniądze bez uchwalania jakiekolwiek głosowania czy prawa. Po cichu podkopuje siłę nabywczą, dewaluuje oszczędności i transferuje bogactwo od klasy robotniczej do elity posiadającej aktywa. Co najgorsze, większość ludzi nawet nie zauważa, że to się dzieje. Mają wrażenie, że życie staje się coraz droższe, mimo że pracują ciężej nuż kiedykolwiek. To nie tylko problem finansów, ale i wolności. Jeśli nie możesz oszczędzać, nie możesz planować, a wtedy tracisz niezależność, a kiedy znika niezależność, wolność znika zaraz za nią. W ten sposób system tworzy zależność nie tylko od pieniędzy, ale i od państwa, od kredytu i struktur korporacyjnych, które czerpią korzyści z chaosu i niestabilności. Kiedy mówimy o zależności, nie chodzi tylko o ekonomię, ale też o kontrolę. Kiedy ludzi tracą możliwość polegania na własnych oszczędnościach lub wartości swojej pracy, powoli zaczynają polegać na instytucjach, które mogą manipulować tymi wartościami. Rządy o tym wiedzą, a historia dowodzi, że jest to jedno z najpotężniejszych narzędzi, jakie kiedykolwiek wykorzystano, aby utrzymać ludzi w zależności. (…) Ludzie zaczynają polegać na kartach kredytowych, świadczeniach rządowych lub dotacjach, aby przetrwać w systemie stale dewaluującym ich pieniądze. Nie chodzi o to, że ludzie są leniwi lub nie chcą pracować. To dlatego, że system został zaprojektowany tak, aby oszczędzanie straciło sens, a wydawanie stało się koniecznością.<<

Cytat z kanału „Gold rush reporter” na YT.

* * * 

>> W świecie złota inflacja by nie istniała. Można trzymać uncję złota przez lata i później kupić za nią więcej, nie mniej. Oszczędzający nie potrzebowaliby odsetek aby nadążyć. Ich majątek utrzymywałby się naturalnie na stałym poziomie. Prawdziwy postęp, innowacje technologiczne, produktywność i wydajność, sprawiłby, że towary z czasem stałyby się tańsze. Obecny system odwrócił tę logikę, zmuszając ludzi do szybszego biegania każdego roku tylko po to, by utrzymać się w miejscu. (…) zostaliśmy zmuszeni do odejścia od oszczędzania na rzecz spekulacji. Ludzie muszą wchodzić na giełdę lub działać w jakiś inny, bardziej ryzykowny sposób. Jeśli masz solidne pieniądze, ja nazywam je uczciwymi pieniędzmi, i dlatego nie możesz zwiększyć podaży waluty, deflacja jest naturalną koleją rzeczy. Wszystko, co powinieneś mieć, to złoto pod materacem, a kiedy wyjmiesz je i wydasz dwa lata później, będzie warte więcej. Jutro kupisz za nie więcej rzeczy niż dzisiaj. <<

Cytat z kanału The Metal Mindset na YT.

* * *

>>Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że najlepsi i najbystrzejsi ludzie nie wchodzą do rządu. Tak naprawdę to najbiedniejsi i najgorsi ludzie. To typ ludzi, którym zależy na kontrolowaniu innych ludzi. Zależy im na władzy i nabijaniu własnych kieszeni. To właśnie oni podejmują decyzje. Są bardzo niebezpieczni. (…) Banki centralne i rządy są wrogami przeciętnego człowieka.<<

Cytat z kanału „Life Worth Living” na YT.

* * *

>>Musimy sięgnąć dna naszego systemu finansowego i wtedy wrócić do rzeczywistości, w której nie możemy tworzyć pieniędzy z niczego. System monetarny musi się opierać na prawdzie, uczciwości i zaufaniu, a każdy musi mieć równe szanse. Myślę, że gdy uda się nam to odbudować, wrócimy silniejsi, potężniejsi i lepsi niż kiedykolwiek. Mamy wystarczająco dużo zasobów, by każdy żył w dostatku. Niestety, sytuacja jest taka, że 10% społeczeństwa może posiadać 90% światowego bogactwa. Kiedykolwiek zdarzają się takie sytuacje, to naprawdę są zaczynem rewolucji. Nie musi być ona fizyczna, może być intelektualna – i mam nadzieję, że taką będzie.<<

Z kanału Miles Franklin Media na YT.

* * *

Autor tego wykładu w przystępny sposób wyjaśnia, w jaki sposób najbogatsi stają się jeszcze bardziej bogaci kosztem ludzi niezamożnych, czyli o sposobie działania systemu finansowego opartego na pieniądzach umownych, nie popartych niczym materialnym, czyli o pieniądzach fiducjarnych.

* * *

Gdzieś przeczytałem stwierdzenie, które nieco mnie zaskoczyło i początkowo nie do końca je rozumiałem:

Aby ludzkości nie trapiły wojny, należy pozbyć się pięćdziesięciu najbogatszych bankierów.”

Ten film rzuca światło na powyższe stwierdzenie, wyjaśniając związek między kryzysami w systemie finansowym a wojnami.

Pasują tutaj słowa Thomasa Jeffersona: „Szczerze wierzę, że instytucje bankowe są groźniejsze niż armie, i że wydawanie pod pozorem finansowania rozwoju pieniędzy, które mają być spłacane przez przyszłe pokolenia, jest niczym innym jak oszukiwaniem przyszłości na wielką skalę.”

* * *

Na koniec poczynię ważne zastrzeżenie: nie można bezkrytycznie ufać informacjom zasłyszanym w internecie. Konieczna jest ostrożność, szukanie wiadomości w innych źródłach i ich porównywanie. Należy pogłębiać swoją wiedzę by móc wyciągać samodzielne wnioski.

poniedziałek, 14 lipca 2025

Skały i len

 270625

Rok temu byłem z Jankiem w czeskich Górach Stołowych, a poznawszy niewielką ich część, obiecaliśmy sobie wrócić. Dzisiaj przyjechaliśmy do Skalnego Miasta Adrspach. Parking jest płatny, za wejście do parku płaci się około 40 zł, a bramkę otwierają o ósmej. Jak się okazało, byliśmy dzisiaj pierwszymi zwiedzającymi. Tak wczesną godzinę polecam wszystkim, ponieważ później jest znacznie więcej turystów, zwłaszcza w weekendy.

Tuż za bramką otwiera się widok na jeziorko Piskovna, czyli Piaskownia. Niewielkie, malownicze, z pięknym kolorem wody i wielkimi rybami; wokół biegnie szlak, a prowadzi przez niektóre ze skał wznoszących się bezpośrednio nad wodą. Piękne miejsce.



 Klasyczna trasa przez Skalne Miasto wiedzie zielonym szlakiem i ma długość około 4 kilometry, a podawany czas przejścia wynosi 2,5 godziny. Jeśli jednak chce się spokojnie obejrzeć skały i zrobić zdjęcia, dodać trzeba przynajmniej godzinę. 

 Jak na miasto przystało, wchodzi się przez kamienny portal, ale na tym szczególe wszelkie podobieństwa do ludzkich budowli się kończą, a zaczyna świat kamieni przeniesiony do nas wprost z baśni. Taka myśl na pewno nie jest oryginalna, ale pojawia się i trwa nieodparcie, jeśli tylko wzrok trzymamy wyżej, na kamiennych olbrzymach. Wrażenie nieco rozwiewa się po opuszczeniu oczu i zobaczeniu starannie wykonanych drewnianych kładek, po których wiedzie znaczna część szlaku. Ale czy mieszkańcy baśniowego świata nie używają drewnianych dróżek?...

 Skały pode mną, skały obok i nade mną, a bywało też, że czarne skały widziałem zamiast nieba.



 Były spiętrzone, stłoczone, wyrywające się ku górze, podpierające się wzajemnie i rozpychające; szare, niemal białe, czarne, beżowe, miejscami zielonkawe lub ceglaste. Skały wąskie i strzeliste niczym groty włóczni Karkonosza, ale i masywne, niekształtne, przytłoczone swoją masą jak teściowa Liczyrzepy. Są skały o kształtach tak dziwnych i tak różnorodnych, że dziwić może pomysłowość Natury. Między stłoczonymi pionowymi olbrzymami przechodzi się tylko dzięki wielkiej pracy twórców ścieżki, a na jej końcu czeka ślepa ściana. Pomyłka? Przecież nie. Atrakcja, spod której trzeba wrócić? Dopiero po dojściu do samej ściany, od której ciągnie wilgocią i chłodem, widać wąską szczelinę przejścia. Szedłem szorując ramionami i plecakiem o skały, a wyszedłem na niewielki placyk, właściwie skalną studnię. Skały nie napierały już na mnie, odsunęły się na odległość dziesięciu kroków dając mi ulgę i możliwość odetchnięcia. Nad głową zamiast czarnych kamieni lub oślepiającego jasnością zygzaka, w który skały zmieniają tu niebo, widziałem normalny błękitny przestwór, chociaż ograniczony wierzchołkami skał. Po chwili minąłem skalny załom i znowu wszedłem w wąskie przejście między olbrzymami które, miałem wrażenie chwilami graniczące z pewnością, już się pochylają i zaraz runą na mnie. Idąc tak wyrównanym dnem lub, co częściej, drewnianą kładką, nie musiałem cały czas patrzeć pod nogi. Zaglądałem w mijane szczeliny, w ślepe zaułki kończące się wysokimi ścianami, ale i mijałem wąskie, dzikie, ale możliwe do pójścia w głąb przerwy w zwartych ścianach. Zatrzymywałem się przy niektórych i wzrokiem szukałem drogi wśród skalnego rumowiska i zwalonych drzew. Kusiły mnie. Co jest dalej? Może nikt jeszcze nie widział skał tam stojących? Może gdzieś tam jest jaskinia, a w niej…? A może ukrywają się tam zwierzęta które przeżyły ostatnie zlodowacenie? Ktoś wpadł na mój plecak, trzeba było iść dalej i przestać fantazjować.

 Warto było przejść dodatkowych paręset metrów żółtym szlakiem by zobaczyć Wielki Wodospad. Szczerze mówią taki wielki to on nie jest, ale wrażenie czyni wielkie. Woda spływa po niemal pionowej ścianie w ciasnej, ciemnej i głębokiej studni skalnej, a dochodzi się do niej przez dużą jaskinię. Właśnie połączenie ciemności jaskini, dzikich kształtów jej ścian i sklepienia, w załomach których wzrok się gubi, sczerniałych mokrych skał z przelewającą się po nich wodą i zamykającym obraz od góry skrawkiem jasnego błękitu nieba, czyni to miejsce wyjątkowym.

Po czterech godzinach poczułem zmęczenie. Nie fizyczne, szlak jest wygodny, a spotykanych tu i ówdzie schodów nie ma na tyle dużo, by się zmęczyć. Chodziło o umysł, o wyczerpanie jego zdolności percepcji. Byłem przytłoczony nadmiarem bodźców, dlatego z ulgą, której jednak i żal końca towarzyszył (sprzeczności są naszą cechą), doszedłem do jeziora po zrobieniu pętli zielonym szlakiem i zobaczeniu miliona skał. Przesadzam? Może, ale na pewno niewiele.

Wiele skał ma swoje nazwy. Na ogół związek między nazwą a kształtem jest wyraźny, bywa nawet zabawny dzięki skojarzeniom, ale niektórych nie rozpoznałem.

Na fotografiach niżej przedstawiam kilka z nich.

 Od lewej: Dzban, Indianin, Kochankowie.

 Na tym zdjęciu od lewej: Rękawica, Starosta, Ząb Karkonosza. Hmm, to jego ząb? Albo był wielkim chłopiskiem, albo miał genetyczny przerost zębów.


 Głowa Cukru


 Żółw


 Wracając, zatrzymaliśmy się w Chełmsku Śląskim. Biedne, pustoszejące miasteczko, które miastem już nie jest. W dawnym zespole drewnianych domów tkaczy, znanym jako Dwunastu Apostołów, mieliśmy okazję rozmawiać z opiekunką muzeum tam urządzonego. 

 



Opowiadała o historii tego miejsca, o pracy tkaczy, o procesach przetwarzania włókien lnu na nici i następnie na tkaniny. W pewnej chwili usłyszałem, zaskoczony, o Turobinie. Wszak to znane mi miasteczko na Roztoczu! Okazało się, że grupa ludzi próbuje przywrócić zwyczaj tkania lnianych płócien w technologii jak najbardziej zbliżonej do dawnej, a ten wymóg dotyczy także upraw lnu. Współpracują w plantatorami z okolic Turobina, gdzie len faktycznie nadal się uprawia i nie raz miałem okazję podziwiać jego błękitne kwitnienie.

Oby się im wiodło! Mają na to szanse, wszak coraz bardziej ludzie cenią naturalne produkty, nie tylko spożywcze. Len nas, dawnych Polaków, ubierał i po części żywił. Ubiór zrobiony z lnu nie ma w sobie ani krztyny chemii, jest trwały i dobrze się go nosi, a olej lniany przewyższa walorami ten rzepakowy. Len jeszcze przed II Wojną był powszechnie uprawiany w Polsce. Jeszcze moi dziadkowie siali len, a mama jako dorastająca dziewczyna pomagała matce w pracach przy nim. Pamiętam drewniany kołowrotek w domu babci. Kiedyś nawet próbowałem prząść nić, poinstruowany przez babcię, ale okazało się to trudniejsze niż obsługa smartfona.

Warto wiedzieć, że w czasach Piastów tkanina lniana była u nas powszechnie akceptowanym… pieniądzem. Tak, pieniądzem. Kawałek tkaniny miał określoną wartość i służył, jak wtedy mówiono, jako płacidło. W związku z tym faktem dwie uwagi. Pierwsza: ówcześni Słowianie posługiwali się środkiem wymiany będącym jednocześnie towarem jak najbardziej użytkowym, w przeciwieństwie do monet ze srebra czy złota, czy tym bardziej papierowych banknotów. Druga: są językoznawcy, którzy wywodzą nasze słowo „płacić” od płótna, którym przez wieki płacono. Jeśli tak faktycznie było, zadziwić może długowieczność słów i przemiana ich znaczenia.

Obrazki ze szlaku

 Kiedy patrzyłem na ryby w jeziorze, pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się nabrać chęci na… zjedzenie takiej ryby.  W tej mojej reakcji było coś barbarzyńskiego, co budzi głęboki sprzeciw, ale jednocześnie był pierwiastek pierwotności i naturalności. Zderzenie naszego cywilizacyjnego wydelikatnienia z cechą natury, o której wolimy nie wiedzieć: wzajemnego bezwzględnego zjadania się żywych organizmów.





 Rozpaczliwie sterczące korzenie drzew.


 Drewniane rzeźby.

 Zakaz wchodzenia na bosaka? Czyżby aż tak troszczyli się o dobrostan turystów? :-)

 Figura Nepomucena z 1720 roku. Stoi na rynku Chełmska Śląskiego.

Trasa: Skalne Miasto Adrspach w czeskich Górach Stołowych. Przejście pętli o długości ok. 6 km wyznaczoną zielonym szlakiem i częściowe obejście jeziora Piskovna trwało pięć godzin. Przyczyna wiadoma: ogromna ilość skał przyciągających wzrok i zatrzymujących krok.

Trzy godziny w Chełmsku Śląskim.

















poniedziałek, 7 lipca 2025

O gospodarce i pieniądzach. O tym, co się dzieje wokół nas

 070725

Ray Dalio  jest przedsiębiorcą, miliarderem, ekonomistą, filozofem biznesu, filantropem, pisarzem. Jest jednym z najbardziej znanych na świecie ludzi biznesu i ekonomii. Głos Dalio waży, jest słuchany, cytowany i pamiętany.

Niżej cytuję fragmenty jego wypowiedzi opublikowane w internecie, a dotyczące obecnego stanu światowej gospodarki i finansów. W sposób przekonywający i prosty mówi o zagrożeniach i ich przyczynach obecnego tragicznego stanu, wskazuje na skutki i możliwe drogi naprawy. Nie są to sprawy dotyczące li tylko inwestorów i finansistów, wprost przeciwnie: na wszelkich poważnych zawirowaniach giełdowych tracą przede wszystkim zwykli ludzie. Płacą drożyzną, bezrobociem, inflacją, utratą wartości oszczędności. Autor wyjaśnia przyczyny i zagrożenia, ale i wskazuje sposoby ochrony naszych dóbr w obecnym okresie niepokojów i przemian, dlatego gorąco polecam lekturę jego tekstów.

* * *

>>Okres dobrobytu prowadzi od samozadowolenia, a to z kolei do nierówności, gdyż następuje koncentracja władzy i bogactwa, a przez to do populizmu z lewej, z prawej albo z obu stron. Gdy rozpada się środek, władzę przejmuje polaryzacja. Jedno społeczeństwo rozpada się na obozy, które nie potrafią znaleźć wspólnego języka. Systemy demokratyczne ulegają paraliżowi. Kulturalną dyskusję zastępuje wrogość, a tkanka społeczna zaczyna się rozpadać. Jesteśmy już na tym etapie. Debaty polityczne stały się gorące, fakty już się nie liczą, ludzie żyją w informacyjnych bańkach wzmacnianych algorytmami i ideologiami. Kiedy dwie grupy ludzi nie mogą już ustalić co jest prawdą, rządzenie staje się praktycznie niemożliwe. To nie jest dysfunkcja, to załamanie systemu. Jednocześnie coraz głośniej mówi się o potrzebie radykalnych zmian, i chociaż są one konieczne, a nawet niezbędne, radykalizm po obu stronach może się stać niebezpieczny, jeśli nie będzie oparty na praktycznych zasadach reform. Ruchy stają się tłumami. Frustracja przeradza się w zniszczenie. Zamiast naprawiać system, ryzykujemy jego spaleniem. (…) Społeczeństwa nie rozpadają się gdy są atakowane z zewnątrz. Ulegają rozpadowi, gdy gniją od środka.<<

Źródło

* * *

>>Osiągnęliśmy punkt, w którym uzależnienie od zadłużenia jest normą. Pomysł życia ponad stan polegający na finansowaniu deficytów, konsumpcji i obietnic politycznych pożyczonymi pieniędzmi, nie jest postrzegany jako ryzykowny. Uważa się to za standardową procedurę operacyjną. Politycy obiecują więcej, niż realnie można spełnić, a wyborcy nagradzają ich za to. Oczekuję się, że banki centralne pokryją różnicę, a każdy, kto proponuje dyscyplinę fiskalną lub reformy strukturalne, jest traktowany jako toksyczny politycznie. (…) Potrzebna jest zatem zmiana sposobu myślenia. Zaczyna się od uczciwości. Od uznania prawdziwej skali wyzwania zamiast maskowania problemów kreatywną księgowością i myśleniem życzeniowym. Oznacza to mówienie ludziom trudnych prawd.<<

Źródło

* * *

>>Stopy procentowe pozostają historycznie niskie od ponad dekady nie po to, by stymulować wzrost gospodarczy, ale by utrzymać na powierzchni nadmiernie zadłużony system. Gdy nawet niewielkie podwyżki stóp procentowych grożą załamaniem się całych segmentów gospodarki, jest to oznaką kruchości. Oznacza to, że podstawowy system nie jest już odporny. Wymaga ciągłej interwencji, podobnie jak pacjent podłączony do aparatury podtrzymującej życie. Jednocześnie rządy borykają się z deficytami strukturalnymi mającymi na celu utrzymanie podstawowych usług i spójności społecznej. Wydają więcej niż zbierają nie ze względu na strategię, ale z konieczności, by uniknąć niepokojów politycznych. Z czasem prowadzi to do presji inflacyjnej, dewaluacji waluty i ostatecznie do utraty zaufania do samej polityki fiskalnej. Gdy zaufanie ulega erozji, problem przestaje być wyłącznie ekonomiczny, staje się egzystencjalny. (…) Najniebezpieczniejszym jednak elementem nie jest jednak sam upadek, a zaprzeczanie. Kiedy przywódcy, media i instytucje w dalszym ciągu będą propagować narrację, że wszystko jest w porządku, że podstawy są silne a problemy mają charakter przejściowy, okno na konstruktywne reformy się zamknie. Zmiana jest najskuteczniejsza, gdy jest dobrowolna i aktywna, a nie gdy jest wymuszona przez kryzys.<<

Źródło

* * *

>>(Coraz częściej) dług nie jest wykorzystywany do inwestowania w przyszłość, lecz do zaspokajania teraźniejszości. Politycy zaciągają pożyczki aby uniknąć niepopularnych decyzji. Finansują programy nie dlatego, że są skuteczne, ale dlatego, że finansując kupią głosy wyborców, a tym samym tworzą zobowiązania, z którymi będzie musiał się uporać ktoś inny, zazwyczaj młodsze, mniej wpływowe pokolenie. Tego rodzaju zachowanie jest samonapędzające. Gdy nagradzane są krótkoterminowe zyski, a ignoruje się długoterminowe konsekwencje, każda zachęta skłania do dalszego postępowania w ten sam sposób. Łatwiej jest obiecać niż wykonać, łatwiej stymulować niż reformować. Cykl polityczny skraca się do następnych wyborów. Rozmowa społeczna staje się reaktywna, a głębsze problemy strukturalne, takie jak nieefektywność, nierówność i spadająca produktywność, odsuwane są na plan dalszy. Tymczasem zadłużenie rośnie nie dlatego, że musi, ale dlatego, że to najłatwiejsza droga. Cięcie wydatków jest trudne, podnoszenie podatków niepopularne. Reforma uprawnień jest politycznie niebezpieczna. Rozwiązaniem staje się raczej pożyczanie.<<

Źródło

* * *

>>Na przestrzeni dziejów rządy wciąż podejmowały próby rozwiązania problemu zadłużenia poprzez emitowanie jeszcze większej ilości długu. Na początku to działa, ale później przestaje. Kiedy rząd ma deficyt, to znaczy gdy więcej wydaje niż dostaje z podatków, różnicę musi pożyczyć. Czyni to poprzez emisję obligacji. Inwestorzy kupują te obligacje, a w zamian rząd płaci im odsetki. W ten sposób narasta dług, ale jest pewien haczyk. Wraz ze wzrostem długu, rosną też koszty jego obsługi. W pewnym momencie znaczna część przychodów podatkowych przeznacza jest wyłącznie na spłatę odsetek. Stawia to decydentów w trudnej sytuacji. Nie mogą za bardzo podnieść podatków nie szkodząc wzrostowi gospodarczemu, ale i nie mogą ciąć wydatków nie drażniąc wyborców ani nie powodując spowolnienia gospodarczego. Wybierają więc najwygodniejszą politycznie opcję i pożyczają więcej. Ta spirala pożyczania staje się samonapędzająca. Na wczesnym etapie rynki są skłonne do udzielania pożyczek, stopy procentowe są niskie, popyt na obligacje jest duży. Wszystko wydaje się możliwe do opanowania. Jednak w miarę wzrostu zadłużenia, zaufanie zaczyna słabnąć. Inwestorzy zaczynają zadawać trudne pytania: czy ten dług naprawdę da się spłacić? (…) W pewnym momencie system osiąga swoje granice. (...) Nie można podnieść stóp procentowych nie powodując załamania gospodarki, ale nie można też drukować pieniędzy nie niszcząc waluty. To jest moment odwrócenia cyklu. Zaufanie spada, inwestorzy uciekają do aktywów trwałych, rosną napięcia społeczne, a rządy są zmuszone do ogłoszenia restrukturyzacji lub ogłoszenia upadłości.<<

Źródło

* * *

Słowa D. Eisenhowera: 

„Każda wyprodukowana broń, każdy zwodowany okręt wojenny, każda wystrzelona rakieta, oznaczają w ostatecznym rozrachunku kradzież tym, którzy są głodni i nie mają na jedzenie. Tym, którym jest zimno i którzy są nadzy. Świat w opałach nie wydaje pieniędzy jako takich. Wydaje rezultaty potu swojej pracy, geniuszu naukowców, nadzieje swoich dzieci. Nie jest to w żadnym wypadku styl życia w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Pod chmurami wojny ludzkość wisi na żelaznym krzyżu.”

„Gdy wszystko inne zawiedzie, zabiorą cię na wojnę.”

Dodatek o pieniądzach

Kanał Gold Core TV na YT.

>>Srebro było środkiem handlu, to była waluta ludu. Ale co sprawiło, że stało się pieniądzem? Cóż, gdybyśmy mieli zaprojektować pieniądze od podstaw, jakie cechy one musiałyby mieć? Wymagana jest trwałość, podzielność, przenośność, rozpoznawalność, rzadkość i stabilność. Bez względu na to, jaką formę pieniądza wybierzemy, musi być bezpieczny, fizycznie stabilny, stosunkowo rzadki, łatwy do zweryfikowania i trudny do podrobienia. Powinien również nadawać się do bicia i przechowywania. (…) Srebro oferowało idealny kompromis. Było go na tyle dużo, że krążyło w obiegu jako pieniądz, a jednocześnie na tyle mało, że zachowywało wartość. Trwałe, praktyczne i piękne.<<

Źródło

* * *

Cytaty z kanału Finance Daily:

>>Metale szlachetne są poza systemem, to aktywa na okaziciela. Nie potrzebują banku, nie potrzebują hasła ani prądu. Są one pieniędzmi wolności w najprawdziwszym znaczeniu tego słowa. (...) Chodzi o posiadanie czegoś realnego, namacalnego i znajdującego się poza cyfrową matrycą. W świecie, w którym chcą umieścić Twoją tożsamość w blockchainie, śledzić Twój ślad węglowy, powiązać Twoją ocenę kredytową z zachowaniem społecznym i ograniczyć Twoje pieniądze na podstawie przestrzegania przepisów, srebro staje się kołem ratunkowym. (…) Symbolizuje decentralizację, odporność i niezawisłość. Nie potrzebujesz zezwolenia aby je posiadać, nie potrzebujesz hasła, nie musisz ufać osobie trzeciej. Właśnie takich pieniędzy będziemy potrzebowali w nadchodzącym dziesięcioleciu. (…) Srebro to nadzieja, to środkowy palec pokazany skorumpowanemu systemowi. (…) Bez względu na szybkość rozwoju sztucznej inteligencji i zdigitalizowania naszej gospodarki, srebrnej monety nie da się zdigitalizować, nie da się jej wydrukować w technologii 3D z niczego. (…) W miarę jak zbliżamy się do cyfrowej dystopii, w której nadzór jest walutą a prywatność jest zakazana, srebro staje się nie tylko zabezpieczeniem przed inflacją, ale staje się także zabezpieczeniem przed kontrolą. Nie można kliknąć przycisku i sprawić, że zniknie. Jest Twoje, w Twoim posiadaniu. W świecie zbudowanym na iluzjach jest to rewolucja.<<

Źródło

* * *

Cytat z kanału Silver Apocalypse

>>Atrakcyjność metali szlachetnych wynika również z ich prostoty. Nie występuje ryzyko kontrahenta, nie ma potrzeby ufać bankowi, cyfrowej platformie ani rządowi. Złoto jest złotem, srebro srebrem. Ich wartość jest doceniana niezależnie od granic, kultur i czasów. Można je przekazywać z pokolenia na pokolenie (…) Ta stałość jest w jaskrawym kontraście do walut fiducjarnych, które w każdej chwili mogą zostać opodatkowane, przejęte lub zdewaluowane. W tym sensie złoto i srebro nie są wyłącznie aktywami finansowymi. Są symbolami suwerenności jednostki i oporu wobec scentralizowanej kontroli.<<

Źródło

piątek, 23 maja 2025

O pieniądzach i o nas

 230525

Pewna rodzina ma dochody na poziomie 60-63 tysiące złotych rocznie, ale że wydaje więcej chcąc utrzymać standard życia, zapożyczają się każdego roku coraz bardziej. Mając już około 150 tysięcy długu, w tym roku pożyczą ponad 30, a może i 40 tysięcy. Ich dług sięgnie dwustu tysięcy złotych, a same odsetki od niego mogą przekroczyć 10 tysięcy, a więc kilkanaście procent ich dochodów. Nie myślą o spłacie, a nawet gdyby, to nie mają takiej możliwości wydając tak dużo. Na co tyle wydają? Czy na swój wymarzony dom? A może na kształcenie dzieci w renomowanych uczelniach? Nie, wydają na nowe meble, samochody, na wycieczki i pensję pomocy domowej. No i na rosnące każdego roku odsetki od swojego długu.

Co można pomyśleć o takiej rodzinie?

 


Źródło 

Kwoty nie są przypadkowe, są tylko 10 milionów razy pomniejszone, jako że piszę o naszym państwie. Nasz dług przekroczy w tym roku 2000 miliardów złotych, odsetki sięgną 100 miliardów, a przychody wyniosą 600 albo nieco więcej miliardów. Tylko w tym roku zadłużymy się… nie, to „nasi” politycy nas zadłużą na ponad 300, a może nawet 400 miliardów! Jeden miliard złotych dziennie! Jest w Polsce około 25 milionów płatników podatku, a więc na każdego, czyli także na mnie, emeryta z przeciętną emeryturą, wypada 80 000 zł długu, od którego każdy z tej grupy płaci 4 000 zł rocznie odsetek. Bardzo niewielka część tych ogromnych pieniędzy jest mądrze inwestowana. Zdecydowana większość przeznaczana jest na cele socjalne, czyli jest rozdawana, a mówiąc wprost: przejadana. Część jest wydawana na wątpliwej jakości inwestycje motywowane ideologicznie, a pewna ilość po prostu marnotrawiona lub wprost rozkradana.

Dokąd my zmierzamy? Jak to się skończy dla Polski i Polaków?...

Tyle wstępu wystarczy, nie chcę zanudzać szczegółami technicznymi, zaznaczę tylko, że jedynie mocarstwa mogą sobie pozwolić na niespłacanie swoich długów. My nie mamy jedenastu atomowych lotniskowców jak USA, więc spłacić długi będziemy musieli. Jeśli nie pieniędzmi, to naszą ziemią i fabrykami, biedą i zależnością od innych.

Niżej zamieszczam fragmenty wykładów Raya Dalio na temat obecnego stanu światowych finansów. Autor jest znanym na świecie ekonomistą, inwestorem, miliarderem, ale i pisarzem, filozofem oraz wnikliwym socjologiem. Krótko mówiąc: jest postacią wybitną.

Zapraszam do lektury. Cytaty ujęte są znakami >> <<, a wykropkowanie (…) wskazuje miejsca dokonanych przeze mnie skrótów. Poniżej cytatów zamieszczam linki do pełnych wypowiedzi R. Dalio.

* * *

>>Prawdziwe ryzyko pojawia się, gdy polityka bardziej zaczyna polegać na opóźnianiu niż na dyscyplinie. Kiedy deficyty rosną nie z powodu strategicznych inwestycji, ale z powodu paraliżu politycznego. Gdy pożyczanie trwa nie po to, aby budować przyszłość, lecz po to, aby unikać teraźniejszości. Powoli społeczeństwo i rynki zaczynają zadawać pytanie, którego żaden rząd nie chce słyszeć: jak długo to może trwać? Na początku odpowiedzi są uspokajające, ekonomiści wskazują na stosunek długu do PKB, banki centralne podkreślają znaczenie narzędzi zwiększających płynność finansową, a politycy obiecują reformy. Ale żadna z tych rzeczy nie ma znaczenia, jeśli za słowami nie idą czyny. (…) Ryzyko jest tym poważniejsze, że narasta powoli, na oczach wszystkich. W dobrych czasach zaciąganie pożyczek wydaje się możliwe do opanowania. Odsetki od kredytów są niskie, a wzrost gospodarczy wydaje się silny, jednak pod spodem rośnie obciążenie długiem, a deficyt strukturalny się pogłębia. (…) W momencie gdy rząd nie jest zdolny do podejmowania trudnych decyzji, zaczyna się spirala upadku. (…) Uniknięcie tego nie wymaga perfekcji. Wymaga uczciwości. Uczciwej oceny sytuacji w systemie, uczciwej komunikacji na temat koniecznych poświęceń oraz uczciwego przywództwa, które działa w długoterminowym interesie kraju, a nie o doraźne korzyści.<<

Źródło

* * *

>>System finansowy w którym żyjemy dzisiaj, opiera się na coraz bardziej kruchych fundamentach. Oparty nie tylko na produktywności i innowacyjności, ale także na stale rosnącym poziomie zadłużenia. Liczby są porażające, ale ich konsekwencje wykraczają daleko po kwestię rozmiarów. Nie chodzi tylko o to, że mamy dużo długów, problem w tym, że tempo wzrostu zadłużania znacznie przewyższa tempo wzrostu dochodów niezbędnych do jego obsługi. Ta nierównowaga jest obecnie tak duża, tak systemowa, że zagraża całej strukturze, od której jesteśmy zależni. Dług ze swej natury może być produktywny lub destrukcyjny. Jeśli jest wykorzystywany odpowiedzialnie, gdy pożyczony kapitał jest inwestowany w sposób tworzący dochód większy niż koszt pożyczki, może być potężnym narzędziem wzrostu. Jednak gdy dług służy finansowaniu konsumpcji, realizacji obietnic politycznych i poprzednich zobowiązań bez tworzenia warunków pod przyszłe dochody, staje się obciążeniem. Co więcej, kiedy pożyczanie staje się domyślną reakcją na każdy problem, przestaje być narzędziem, staje się pułapką. (…) Kiedy poziom zadłużenia rośnie, wzrastają również płatności odsetek. Ostatecznie coraz większa część dochodów budżetowych jest przeznaczana nie na inwestycje w przyszłość, lecz na spłatę przeszłości. (…) Obecnie zaufanie jest towarem deficytowym. Ludzie na całym świecie stracili zaufanie do instytucji, liderów, a nawet do samej przyszłości. To jest niebezpieczne. Tworzy próżnię, która zostaje wypełniona strachem, populizmem i uproszczonymi rozwiązaniami złożonych problemów.<<

Źródło

* * *

>>Współczesna gospodarka w coraz większym stopniu oddziela tworzenie bogactwa od jego dystrybucji. W przeszłości na wzroście produktywności korzystała zazwyczaj duża część społeczeństwa, obecnie zyski te w szczególności przypadają właścicielom kapitału, czyli tym, którzy posiadają aktywa finansowe, nieruchomości i akcje. W rezultacie coraz większa część bogactwa znajduje się w rękach małej grupy osób, podczas gdy większość z trudem nadąża za resztą społeczeństwa, polegając coraz bardziej na zadłużeniu. (…) Najpierw następuje okres budowy, innowacji i ekspansji, w którym możliwości są powszechnie dostępne, a zaufanie do systemu rośnie. Jednak z biegiem czasu, w miarę jak sukces się kumuluje, rodzi się nadmiar, rośnie zadłużenie, nierówności się pogłębiają, a w końcu nierównowaga staje się nie do utrzymania. Obecnie znajdujemy się w końcowej fazie tego cyklu.<<

Źródło

* * * * * *

>>Nie ma sposobu na uniknięcie ostatecznego załamania się boomu spowodowanego ekspansją kredytową. Alternatywą jest tylko to, czy kryzys powinien nastąpić wcześniej, jako wynik dobrowolnego zaniechania dalszej ekspansji kredytowej, czy później, jako ostateczna i całkowita katastrofa danego systemu walutowego.<<

Ludwig von Mises, ekonomista i filozof.

>>Dług, zgodnie z definicją, przyciąga przyszłą konsumpcję do teraźniejszości. Pozwala ludziom wydać więcej teraz, ale wymaga od nich wydania mniej w przyszłości.<<

Ray Dalio