Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeźba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeźba. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 stycznia 2026

Estetyka starożytna

 

W wietrznych falach twych wiotkich szat słyszę muzykę
Lotu, którego żadne nie prześcigną ptaki,
Czarująca bogini triumfu, o, Nike,
Co od wieków zdyszana lecisz z Samotraki!
Pośpiech potężnych skrzydeł twych powietrze chłoszcze,
Niosąc zwycięstwo, sław liście laurowe.
Nie pragnę ich. I temu jedynie zazdroszczę,
Dla którego w porywie swym straciłaś głowę.

Leopold Staff

 Nike z Samotraki. Zdjęcie skopiowałem z tej strony

Przeczytałem pierwszy tom „Historii estetyki” Władysława Tatarkiewicza. Właściwie nie powinienem pisać o przeczytaniu, ponieważ to dzieło towarzyszy mi od lat i nadal ten opasły tom będzie leżał w zasięgu ręki – podobnie jak wiele innych książek do których wracam.

Pisałem już na blogu o Historii estetyki, ale czuję potrzebę powrotu, a temat daleki jest od wyczerpania.

Władysław Tatarkiewicz był starożytnikiem, filozofem, etykiem, historykiem sztuki, prawnikiem, poliglotą. Zebrał wszystkie możliwe tytuły naukowe, wykładał na wielu uniwersytetach. Był wybitnym znawcą tak wielu dziedzin nauki, że tylko tytan pracy i intelektu mógł posiąść taki ogrom wiedzy. Profesor był tytanem.

Jego książka daje wyobrażenie o drogach słów i pojęć, o rodzeniu się i dojrzewaniu idei i definicji, o tworzeniu nowych dziedzin nauk humanistycznych, o zmianach w pojmowaniu sztuki, o jej roli w życiu człowieka i społeczeństw. Definicje, normy, oceny, podziały, które dla nas wydają się być naturalnymi, łatwymi do pojęcia, niemal odruchowymi, okazują się być skutkami wieków rozmyślań, dyskusji i przemian. Właśnie możliwość poznawania tych metamorfoz jest dla mnie wielką zaletą tego dzieła, obok, oczywiście, perełek myśli i wypowiedzi starożytnych mistrzów.

Zapraszam do lektury wybranych (spośród bardzo licznych jakże wartościowych) cytatów z dzieła Profesora.

Dla porządku zaznaczę, że pominąłem numerację stron oraz starogrecką pisownię wyrazów. Cytaty ujęte są w znaki >> <<. Wszystkie słowa poza tymi znakami są moje. Aby nie rozpisywać się zbytnio, dodałem linki do stron opisujących wymienianych ludzi lub tłumaczących znaczenie słów. Znakami (…) zaznaczyłem miejsca skrótów poczynionych przeze mnie. Pogrubienia liter są moje.

* * * *

Podążanie za znaczeniem słów

>>POJĘCIE PIĘKNA. Przede wszystkim wyraz „kalon”, którym posługiwali się Grecy i który tłumaczymy jako „piękno”, miał sens odmienny od tego, w jakim zwykło dziś się ten wyraz rozumieć. Oznaczał bowiem wszystko to, co się podoba, pociąga, budzi uznanie. Zakres jego był więc szerszy. Oznaczał wprawdzie i to, co się podoba oczom i uszom, co się podoba ze względu na swój kształt czy budowę, ale oznaczał także wiele innych rzeczy, które podobają się na inny sposób i dla innych względów, obejmował widoki i dźwięki, ale także cechy charakteru, w których dzisiejszy człowiek widzi wartości innego rodzaju i jeśli je nazywa „pięknymi”, to z świadomością, że wyrazu używa przenośnie. Świadectwem, jak Grecy pojmowali piękno, jest znane orzeczenie wyroczni delfickiej, że „najpiękniejsze jest to, co najsprawiedliwsze”. Z tego szerokiego i ogólnikowego pojęcia piękna, jakiego potocznie używali Grecy, wytworzyło się, ale dopiero z czasem, powoli i z trudem, węższe, bardziej określone pojęcie piękna estetycznego.<<

>>Wdzięk nazywa się po grecku charis, i tym samym imieniem Charyt Grecy nazywali Gracje. Czar i wdzięk: było to pojęcie ważne dla historii estetyki; z wszystkich używanych podówczas były może najbliższe temu, co dziś nazywa się pięknem.<<

>>Słownictwo greckie może wprowadzić w błąd, gdyż były w użyciu te same co dziś terminy, takie jak poezja, muzyka, architektura. Miały wszakże dla Greków inne znaczenie niż to, jakie uzyskały po wiekach. „Poiesis” – robić, oznaczała pierwotnie wszelką produkcję, a „poietes” – wszelkiego wytwórcę, a nie tylko twórcę wierszy; zwężenie znaczenia przyszło później. „Musike”, (czyli – dop. KG) pochodząca od muz, oznaczała wszelką czynność, której muzy patronują, nie tylko sztukę dźwięków; „musikos” nazywano każdego wykształconego człowieka. „Architekton” był naczelnym kierownikiem produkcji; „architektonike” oznaczała ogólnie „naczelną sztukę”. Dopiero z czasem terminy te – oznaczające „produkcję”, „wykształcenie”, „naczelną sztukę” – uległy zwężeniu i zaczęły oznaczać poezję, muzykę, architekturę.<<

* * * *

Estetyka Arystotelesa

>>Jego definicja piękna znajduje się w Retoryce. Tę dość zawiłą definicję można w uproszczonej formie przedstawić tak: Pięknem jest to, co samo przez się jest cenne, a zarazem dla nas przyjemne. Określił więc piękno dwiema właściwościami. Po pierwsze, jako to, co jest cenione samo przez się, a zatem nie dla pożytku, jaki daje; co wartość ma w sobie, a nie w skutkach. Po wtóre zaś, jako to, co zarazem dostarcza przyjemności, a zatem nie tylko posiada wartość, ale tą wartością przemawia do nas, ciesz nas, budzi radość czy podziw. (…) Myśl Arystotelesa można także przedstawić tak: każde piękno jest dobrem, ale nie każde dobro jest pięknem; każde piękno jest przyjemnością, ale nie każda przyjemność jest pięknem, pięknem jest tylko to, co jest zarazem dobrem i przyjemnością. Nic dziwnego, że miał je za rzecz cenną. Piękno łączy się z przyjemnością. Natomiast różni się od pożytku, bo wartość piękna tkwi w nim samym, a wartość pożytku w skutkach.<<

>>To, co Arystoteles mówił o pięknie, dotyczyło przeważnie – rzecz naturalna u Greka – piękna szeroko pojmowanego, nie tyko estetycznego. Dla piękna swoiście estetycznego nie miał oddzielnego terminu.<<

>>Ale biograf greckich filozofów, Laertios Diogenes, zanotował takie jego powiedzenie: Jedynie ślepy może pytać, dlaczego staramy się obcować z tym, co piękne. Sens tego powiedzenia nie może być wątpliwy: skoro w pojęciu piękna leży, że jest dobrem i sprawia przyjemność, to jest naturalne, iż jest cenione, tłumaczyć tego nie trzeba.<<

>>Kontemplacja jest też, jak się zdaje, jedyną rzeczą, którą się miłuje dla niej samej; bo nic innego nie rodzi się z niej prócz samej kontemplacji, z czynności zaś praktycznych usiłujemy w mniejszym lub większym stopniu wysnuć jeszcze jakąś korzyść poza samą odnośną czynnością.<<

>>Podobizny rzeczy oglądamy z przyjemnością, dlatego że jednocześnie widzimy sztukę, która je stworzyła, np. sztukę malarską lub rzeźbiarską, ale czyż z większą przyjemnością nie będziemy oglądać samych rzeczy naturalnych, w których możemy dostrzec przyczyny?… We wszystkich tworach natury tkwi coś cudownego.<<

>>Jestem tego zdania, że muzykę należy uprawiać nie dla jednego, a dla wielu pożytecznych celów, bo dla i wykształcenia, i dla duchowego oczyszczenia… po trzecie zaś i dla wypełnienia czasu dopoczynku, dla odprężenia i wytchnienia po pracy<<

W innym miejscu Profesor tak opisuje pogląd Arystotelesa na muzykę, ale przecież i szerzej, na sztukę:

>>W przeciwieństwie do dawnych jednostronnych poglądów na muzykę, założeniem poglądu Arystotelesa było, iż ma ona więcej niż jeden cel: służy oczyszczaniu i leczeniu uczuć, doskonaleniu moralnemu, kształceniu umysłu, odpoczynkowi, potrzebom życiowym, zwykłej rozrywce i przyjemności, a wreszcie i nade wszystko – wczasom, a przez nie godnemu człowieka i uszczęśliwiającemu życiu.<<

Jak pisałem w poprzednim tekście, dla Greków owe wczasy znaczyły coś zupełnie innego niż dla nas.

U nich wyraz tłumaczony przez Profesora jako wczasy znaczył „rozrywkę w najszlachetniejszym słowa znaczeniu, łączącej przyjemność z pięknem moralnym, dającą szczęście”, a teraz nawet nie mamy słowa mającego podobne znaczenie.

Nie tylko tego; właśnie przyszło mi głowy drugie słowo stworzone przez Greków, które obecnie możemy jedynie opisem przetłumaczyć: kalokagatia – harmonijne połączenie estetyki, etyki i moralności, czyli piękna i dobra. Nie mamy, ponieważ teraz nikt nie łączy sztuki, przyjemności, piękna, moralności i szczęścia w jedną całość z dobrem.

Powtórzę tutaj raz jeszcze słowa Autora, ponieważ odnoszą się nie tylko do powyższego cytatu, ale i do naszych czasów, zwłaszcza ostatnich dziesięcioleci:

>>Ponieważ poprzestawali na małym, więc wielu było wśród nich ludzi wolnych od trosk materialnych, mogących – jeśli nie tworzyć sztukę, to cieszyć się nią.<<

* * * *

Posumowanie epoki helleńskiej czyli klasycznej, przed wielkimi przemianami związanymi z podbojami Aleksandra Wielkiego.

>>Archaiczna i klasyczna estetyka Greków była niepodobna do naszej, ale także do takiej, jakiej byśmy oczekiwali w zaraniu dziejów. Była pierwszą, przynajmniej w Europie, spisaną teorią sztuki, a nie była ani prosta ani taka, jaką późniejsi uważają za naturalną i pierwotną. Po pierwsze, zaledwie wspominała o pięknie. Gdy ówcześni Grecy mówili o nim, to prawie wyłącznie z sensie etycznym, nie estetycznym. Jest to tym szczególniejsze, że estetyka ta powstała w kraju i czasie, który tyle piękna stworzył. Wiązała sztukę z dobrem, prawdą i pożytkiem ściślej niż z pięknem. Pojęcia sztuk „pięknych” nie posiadała.<<

>>Po trzecie, klasyczna teoria sztuki nie łączyła jej z twórczością. Jest to tym szczególniejsze, że była teorią Greków, których zdolności twórcze były tak wielkie. Na czynnik twórczy w swej sztuce mało zwracali uwagi i mało go cenili. Pochodziło to stąd, że byli przekonani, że światem rządzą wieczyste prawa i że sztuka musi ich przestrzegać, nie zaś wymyślać prawa własne. Że jest ona odkrywaniem, a nie tworzeniem właściwych rzeczom form. Dlatego też nie cenili nowości w sztuce, choć tyle nowego do sztuki wnieśli. Sądzili, że to, co w niej i co w ogóle w życiu jest dobre i właściwe, to jest wieczne, jeśli więc sztuka stosuje formy nowe, odmienne, odrębne, to jest raczej sygnałem, że weszła na fałszywą drogę.<<

>>Dopiero wraz z przekształceniem się kultury helleńskiej z hellenistyczną przekonania klasycznej estetyki zaczęły ustępować miejsca nowym, zbliżać się do nowożytnych. Wtedy nastąpiło wysunięcie na pierwszy plan twórczości w sztuce i zrozumienie związku między sztuką a pięknem, a także wiele innych zmian: przesunięcie punktu ciężkości teorii sztuki z myśli na wyobraźnię, z wrażeń na idee, z reguł na zdolności osobiste artysty.<<

* * * *

O cechach sztuki hellenistycznej. Zamieszczam je dla pokazania zmian w postrzeganiu sztuki, estetyki, twórców, w stosunku do epoki klasycznej; jej znaczne podobieństwo, a często tożsamość, z naszymi obecnymi poglądami. Są to fragmenty rozdziału podsumowującego epokę hellenistyczną.

>>NOWY POGLĄD NA ARTYSTĘ

A. Istotą pracy artysty jest wyobraźnia. Dla malarza i rzeźbiarza nie jest mniej ważna niż dla poety. Filostrat pisał, że wyobraźnia jest mądrzejsza od naśladowania, bo przedstawia to, czego nie widziała, a naśladowanie wyłącznie widziane. Myśl maluje i rzeźbi lepiej od rzemieślniczego kunsztu. Pochwała wyobraźni nie była bynajmniej wezwaniem, aby sztuka odbiegała od prawdy; przeciwnie, wyobraźnia, swobodnie dobierając i zespalając motywy, tym skuteczniej może oddać prawdę. (…)

B. Istotna dla artysty jest myśl, wiedza, mądrość. Bo może i powinien przedstawiać nie tylko powierzchnię rzeczy, ale ich cechy najgłębsze. Dion pisał, że dobry rzeźbiarz w posągu bóstwa oddaje całą bóstwa energię i moc. A Filostrat – że Fidiasz, zanim wyrzeźbił Zeusa „wraz z niebem i gwiazdami”, musiał oddawać się kontemplacji świata, tyle w tym posągu jest zrozumienia dla natury świata; takie pojmowanie artysty zbliżało go do filozofa.

C. Istotna jest dla artysty idea. Tworzy on według idei, jaką ma w umyśle. „W formach i figurach jest cos doskonałego, a ideę tej doskonałości mamy w umyśle” – pisał Cyceron. Fidiasz (…) stworzył Zeusa nie wedle natury, lecz wedle idei, jaką miał w sobie. (…)

Termin i pierwotna koncepcja idei były platońskie, ale pisarze hellenistyczni zachowali tylko termin, a przekształcili koncepcję. Dla Platona idea była bytem istniejącym poza człowiekiem i światem, bytem wiecznym i niezmiennym, niedostępnym zmysłom, ale ujmowanym przez pojęcia. Dla Cycerona zaś (...) z transcendentalnej idei stała się wyobrażeniem w umyśle artysty. (…)

D. Jakkolwiek doniosła jest dla artysty znajomość reguł sztuki, to jednak reguły same nie wystarczą, potrzebne są mu ponadto osobiste zdolności. I to nieprzeciętne. Pojęcie, jakie hellenizm miał o wielkich artystach, zbliżało się już do tego, co czasy nowe nazwały – geniuszem. (…)

Ale nawet geniusz nie wystarczał hellenistycznym pisarzom do wytłumaczenia wielkiej sztuki: potrzebne artyście jest też natchnienie. Tworzy on w „entuzjazmie”, w stanie natchnienia. (…) Dale wielu z tych, co pisali teraz o sztuce, natchnienie nie było (jak kiedyś dla Demokryta) stanem przyrodzonym, lecz nadprzyrodzonym, wyrazem interwencji bogów. (…)

E. W rzeczach sztuki tylko artysta jest prawodawcą. W wielkich artystach, w szczególności w Fidiaszu, widziano nie tylko twórcę własnego dzieła, lecz także prawodawcę (legum lator), który wpływa na przyszłe dzieła i poglądy, na następne pokolenia. Bogów znamy w takiej postaci, jaką im nadali malarze i rzeźbiarze, powiada Cyceron.

NOWY POGLĄD NA DZIEŁO SZTUKI

A. W nowym rozumieniu dzieło sztuki było tworem duchowym, a nie czysto ręcznym. Wenus Knidyjska, jak pisał Lukian, była tylko kamieniem, zanim myśl artysty zrobiła z niego boginię. (…) Dlatego sztuka jest czymś więcej niż przyjemnością i ozdobą życia, bo dowodem ludzkiej godności, argumentum humanitaris. To jej, jak dowodził Dion, Grecy zawdzięczali swą wyższość nad barbarzyńcami.

B. Dzieło sztuki jest tworem indywidualnym, nie produktem rutyny. Dlatego zdolne jest zarówno przedstawiać, jak i wyrażać indywidualne przeżycia. Kwintylian twierdził, że malarstwo zdolne jest wnikać w najbardziej osobiste uczucia, niekiedy nawet przewyższa pod tym względem poezję.

C. Dzieło sztuki jest tworem wolnym. Nie jest związane z naśladowaniem rzeczywistości, jest autonomiczne w stosunku do niej. Nie jest kopią przyrody, ale jej rywalem, jak wywodził Kallistrat. Lukian pisał o poezji, że ma „wolność nieograniczoną i posiada jedno tylko prawo: wyobraźnię poety”; o plastyce powiedziałby to samo. Także Horacy powiada, że malarze mają równe z poetami prawo do wolności.

D. Dzieło sztuki poprzez rzeczy widzialne przestawia niewidzialne, duchowe. Dion Chryzostom: sztuka przedstawia ciało tak, że w nim rozpoznajemy ducha.

E. Te wielkie dzieła nie tylko cieszą oczy, ale każą pracować myśli. Potrzebny jest wobec nich widz, co „trwając w kontemplacji, będzie się starał wzrok zastąpić myślą”. Ale też na to, aby je podziwiać, trzeba kontemplacji, wczasów, ciszy. (…) W przeciwieństwie do tych dawniejszych autorów, którzy sądzili, że sztuka działa uspokajająco, kiełzna namiętności, w czasach hellenistycznych przeważa pogląd, że jej działanie jest gwałtowne, podniecające, porywające. Dion sądził, że istotne jest w nich „wzruszenie”. O przeżywaniu działa sztuki, jak mówił Dionizjos, stanowi nie rozumienie, lecz uczucie i irracjonalne, zmysłowe wrażenie.<<


piątek, 28 lipca 2023

Na Przedgórzu Sudeckim

 040723

Plan na dzisiaj opracował Janek, a pierwszym jego punktem była Góra Krzyżowa w Strzegomiu. To miasteczko żyje z dobywania i obróbki granitu. Nigdzie indziej nie widziałem tak dużej ilości zakładów kamieniarskich produkujących nie tylko nagrobki, ale i wszelkiego rodzaju płyty i kostki do budowy domów, dróg czy ogrodzeń. Wokół działa kilka dużych kamieniołomów, liczne są też nieczynne już wyrobiska, a są wśród nich malownicze i duże.

Samochód zaparkowałem pod blokiem mieszkalnym, ponieważ wejście na górę zaczyna się na brzegu miasta. W lesie na zboczach rosną wyjątkowo wysokie lipy, trochę grabów, sporo dębów i klonów. Piękny, niezachwaszczony, jasny las, ale dobrych zdjęć nie pokażę bo nie mam. Byłbym zapomniał: rośnie też sporo klonów polnych, których nie widuje się zbyt często u nas.


 

Poznaliśmy nieczynny kamieniołom na tej górze: kręta ścieżynka wiedzie skrajem przepaści na wysunięty cypel skalny, z którego widać pionowe, poszarpane ściany kopalni, ale i można nią zejść na dno wyrobiska. Ładne miejsce, w którym widać jak przyroda zabliźnia rany zadane przez człowieka.



 

 Ze szczytu góry rozpościera się rozległy widok, widać też domy i ulice miasta. 



 

Na postumencie krzyża stojącego na szczycie (znowu krzyż!) wykuty jest napis upamiętniający bitwę odbytą niedaleko między Prusami a Austrią o Śląsk w roku 1745. Są słowa o pojednaniu śmiercią i poczuciu dobrze spełnionego obowiązku.


 

Zirytowałem się przeczytawszy te bzdury. Jaki, do cholery, obowiązek spełnili Prusacy czy Austriacy? Że wyrżnęli tych z naprzeciwka lub sami dali się wyrżnąć?? Zginęło wtedy kilkanaście tysięcy ludzi. Po co? W imię czego? Czy nie dla władzy i panowania? Nieodparcie nasuwa się skojarzenie z obecną wojną w Ukrainie. Ludzie zawsze mordowali się wzajemnie – i robią tak nadal.

Jest jeszcze napis upamiętniający wydarzenie kościelne, wypełniony pompatycznymi tytułami: Jego Świątobliwość, Jego Ekscelencja. Sumując: lasy są ładne, góra też, ale byłaby ładniejsza bez krzyża i tych napisów.

* * *

Skoro byliśmy w Strzegomiu, trudno było ominąć Gross Rosen, miejsce byłego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego. Majdanek, obóz w moim rodzinnym Lublinie, zachował się niemal cały, tutaj po drewnianych barakach zostały tylko podmurówki, są jednak na terenie obozu miejsca czyniące wstrząsające wrażenie, jak skarpa z uschniętym drzewem i tablicami pamiątkowymi.




>>(…) Przy nieustannym wrzasku i biciu kopaliśmy ziemię i kuliśmy skałę, a musiało odbywać się to w ciągłym ruchu i biegu, bez odrobiny wytchnienia, bez chwili odpoczynku. (…) padaliśmy, ryliśmy skałę, ładowaliśmy taczki i biegiem, biegiem woziliśmy je na wskazane nam miejsca, wracaliśmy do swoich stanowisk z powrotem i znowu ładowaliśmy, kuliśmy granit, pokrwawieni, zaszczuci...<<

A obok stoi pan życia i śmierci tych ludzi, trzymając w ręku bicz a przy nodze wilczura, i wrzeszczy: schneller, schneller!!

Należę do pokolenia ludzi interesujących się wojną i znających ją z opowiadań naocznych świadków, także rodziców. Dla mnie takie słowa jak Gestapo, SS, hande hoch czy Gross Rosen miały i mają inną wymowę niż dla pokolenia ludzi młodych, urodzonych pół wieku po wojnie. Jest w nich groza wojny i śmierci.

>>Nieodłącznym i bardzo uciążliwym towarzyszem normalnego więźnia nie otrzymującego paczek z zewnątrz był ustawiczny ssący trzewia głód.<<

Napis na tablicy mauzoleum:

>>Mauzoleum więźniów ze wszystkich krajów Europy pomordowanych przez hitlerowskich barbarzyńców wzniosło państwo polskie w 1953 roku<<

Dokładnie tak: pomordowanych przez barbarzyńców! Kiedyś wysłuchałem fragmentu dyskusji dziennikarzy, było coś o moralności Niemców. Jeden z rozmówców powiedział mocne, ale przecież do głębi prawdziwe słowa: „Pomnik moralności Niemców jest w Treblince.

Takim pomnikiem jest też Gross Rosen, są tysiące innych miejsc kaźni rozsianych po całej Europie.

>>Na tej ziemi spoczywają umęczone ciała 40 tys niewinnych ofiar ludzkiego zaślepienia i nienawiści. Nad tą ziemią unosi się i trwa niemy krzyk.

Bracie, czemuś mi to uczynił!

„Nikomu złem za zło nie odpłacajcie”. Rz. 12, 17<<

Też uważam, że nie powinno się złem płacić za zło, ale czy rozdeptanie karalucha lub stonki jest złem? Czy można taki czyn uznać za przejaw nienawiści?

„Ku pamięci moich towarzyszy niedoli zamordowanych w czasie marszu śmierci…”

„Tutaj zmarli belgijscy niewolnicy z Aarschot”

„Pamięci zamęczonych w KL Gross Rosen więźniów Żydów”

„…którzy zostali tu na zawsze”

„...pracowali, cierpieli i ginęli…”


 Kamieniołom przy obozie. Patrząc na to malownicze miejsce łatwo zapomnieć o tym, że przez kilka lat pracowało tam w morderczych warunkach tysiące więźniów. Byli potłuczeni, poranieni, głodni, skrajnie wymęczeni, a poganiano ich wrzaskiem, biczami i grozą szubienicy. Oto wstrząsająca w swojej wymowie płaskorzeźba w holu budynku muzeum.


O miejscu straceń.

>>W tym miejscu odbywały się też często egzekucje przez podanie trucizny. „Wszystkie ofiary musiały rozebrać się w baraku w pobliżu krematorium. (…) W następnym pomieszczeniu skazańcy musieli kłaść się na pryczę, gdzie lekarz obozowy dawał im zastrzyk cyjanku w serce. Więźniowie umierali w ciągu kilku sekund.”<<

Czy wiecie, że w obecnym czasie, ledwie tysiąc kilometrów od nas, jeńcy wojenni tak okrutnie byli katowani z ruskich kaźniach, że prosili o śmierć?…


Stojąc na placu apelowym obozu widać pola i malownicze Wzgórza Strzegomskie. Chciałoby się pójść tam i iść jeszcze dalej, dalej...

Co mogli czuć ludzie tutaj więzieni i torturowani patrząc na te wzgórza? 

Słowa ujęte w znaki >><< lub w cudzysłowy są przepisane przeze mnie z fotokopii dokumentów eksponowanych w muzeum lub z kamiennych tablic.




 






Dopisek z dnia 20 listopada 2025

Dostałem list od Janka. Prosił mnie o opublikowanie zdjęcia które dołączył do listu i ... może lepiej zacytuję fragment jego listu:

"Tak Ciebie zobaczyłem po wyjściu z pomieszczeń opisujących historię obozu Gross-Rosen
Napisz, że to jest moje spostrzeżenie naszych odczuć w tym miejscu."

 Zdjęcie zamieszczam niżej.


 

piątek, 10 marca 2023

Na nieznanym pogórzu

 060223

Na szlaku wszystko jest proste aż do oczywistości: nie trzeba borykać się z życiowymi problemami ani z bolączkami zwykłych dni, po prostu idzie się i patrzy.

Szedłem i patrzyłem.

Pod Złotoryją szosa, którą najczęściej jeżdżę w swoje góry, przekracza linię kolejową. Kiedyś przejeżdżając tamtędy zobaczyłem rozcięte torami wzgórze i grupę brzóz. Z upływem lat zdarzało mi się widzieć to miejsce, gdy przejeżdżałem tamtędy za dnia, i coraz częściej czułem chęć jego bliższego poznania.

 Jeśli powiecie, że nie ma w tym widoku nic szczególnego, że jest tuzinkowy, to zgodzę się z wami, ale... zaprotestuję. Dla mnie jest to miejsce, za którym oglądałem się wiele razy, znajomym z widzenia, dzisiaj poznanym osobiście. Ma dwie cechy z listy walorów ładnych miejsc: uskok na zboczu wzgórza i brzozy na nim. Zwykle to polna droga ginie na zakręcie, budząc odruchową u mnie chęć zobaczenia jej dalej, tutaj są tory, ale ich wymowa jest podobna. Więc poznam to miejsce, ale gdzie iść później?

Przeglądając mapę, ze zdumieniem uświadomiłem sobie omijanie okolicy w swoich wędrówkach. Nie wiem, dlaczego. Chyba traktowałem Złotoryję jako bramę do swoich gór, a wiadomo, że zwiedzanie zaczyna się po przekroczeniu bramy. Dzisiaj zaparkowałem na parkingu opodal i postanowiłem poznać sąsiedztwo owej bramy. W rezultacie zdarzyło się coś, czemu jeszcze miesiąc temu nie dałbym wiary: niemal cała dzisiejsza trasa wiodła nieznanymi mi drogami, a ja pochopnie sądziłem, że takie jej wyznaczenie nie jest już możliwe.

Wiał dość silny wiatr, kilka razy niosąc drobny suchy śnieg, słońce tylko na chwilę się pokazało, ale nie zmokłem i nie zmarzłem. W porównaniu do następnych dni, wyjątkowo mokrych i ciemnych, aura mi sprzyjała, chociaż cały dzień szedłem z zapiętym pod szyją kapturem. Pogodę początku dnia dobrze oddają te zdjęcia; zwracam uwagę na utrwalone w locie płatki śniegu. Zauważyliście, jak odmiennie reagujemy na śnieg w grudniu i marcu? Śnieg na początku zimy może nawet cieszyć, temu marcowemu znacznie trudniej wprowadzić nas w dobry nastrój. Pani Zima mogłaby już sobie pójść, wszak pora na powitanie uroczej Panny Wiosny.


 


Górą dnia była dzisiaj Wilcza Góra. Widziałem ją wielokrotnie, z różnej odległości i stron. Z wielu miejsc ściana kopalnianego wyrobiska wydaje się skośna, raczej nie urwista, ale wtedy widzimy krawędź zbocza; czarna, bazaltowa przepaść o głębokości kilkudziesięciu pięter jest niemal dokładnie pionowa, co widać na jednym ze zdjęć. W różnych miejscach trasy na horyzoncie pojawiały się dwie inne góry pogórza: Ostrzyca i Grodziec, ale ledwie się wychylały nad horyzont, a Wilcza Góra (czyli Wilkołak) górowała.


 Poznałem kilka miejsc wyjątkowo ładnych.

Polna droga skryła się między drzewami lasu i niewiele dalej ostro zanurkowała opadając dnem omszałego wąwozu. Właśnie tak: zbocza wąwozu były zielone od mchów. Na dole zobaczyłem przed sobą pokaźną ścianę wzgórza najeżonego skałami, a po lewej wąskie i długie pole ograniczone z obu stron sporymi zboczami; byłem w długim a wąskim uskoku. Paręset metrów dalej zielone pole wspinało się na zbocze, zostawiając za sobą wysepki z dużymi drzewami nierozpoznanych z tej odległości gatunków; za nimi bielała brzezina. Miałem rezerwę czasu i sił, więc poszedłem tam, wiedziony ciekawością. Załamanie równych linii pól, uskoki na polach i łąkach, samotne drzewa albo ich kępy, szczyty wzgórków obiecujących rozległe widoki, oczywiście polna droga niknąca na zakręcie lub na styku z niebem – to dla mnie cechy miejsc najładniejszych, i takie widziałem przed sobą, idąc brzegiem pola. Rozpoznałem trzy duże dęby, później jeszcze jeden i następny, aż w końcu naliczyłem ich siedem. Siedem okazałych dębów. Czynią wrażenie rosochatą rozrosłą koroną, omszałymi konarami i wysokością. Przede mną zielona płaszczyzna pola opadała niżej drzew i biegła ku ścianie lasu, za mną dotykała nieba, zachęcając do dalszej wędrówki. Zawróciłem jednak, zostawiając na inny dzień dokładniejsze poznanie okolicy. Mam kolejne miejsce, do którego będę wracał.




 Przechodząc przez Jerzmanice nie mogłem ominąć Kruczych Skał. Ich otoczenie jest nieciekawe, skoro wznoszą się na tyłach nieczynnego i niszczejącego dworca kolejowego, ale same skały są bardzo ładne. To równa, pionowa ściana piaskowca o wysokości kilkunastu i długości st
u metrów, zakończona kilkoma oryginalnymi, fantazyjnymi grupami skalnymi; mają one swoje nazwy, ale… zapomniałem. Największe wrażenie robi równość ściany, mimo że nie powstała w drodze naturalnych procesów; kiedyś był tutaj kamieniołom.







 Zwracają uwagę bardzo długie i równe linie pęknięć. Patrząc na nie wspomniałem Mykeny, miasto w Grecji budowane w drugim tysiącleciu p.n.e.; jego mury są z tak wielkich bloków skalnych, że uważano je za dzieło cyklopów. Może te mityczne istoty i do nas trafiły?...

Odwiedziłem Wilczą Jamę, niewielką jaskinię na stromym, skalistym zboczu Wilkołaka. Ma głębokość kilku metrów, wygodne wejście (aczkolwiek ze skalnym progiem do pokonania) i płaskie dno. Wymarzone miejsce na nocleg w deszczową noc. Sądząc po wydeptanych ścieżkach w jej pobliżu, nic nie straciła ze swojej dawnej popularności, czemu nie dziwię się, skoro z parkingu dojdzie się tam dosłownie w parę minut, i nie tylko sama Jama może się podobać, ładne jest też jej otoczenie.

 

 

W drodze powrotnej zobaczyłem na stacji paliw napis: „Jeżdżę dla czystszego powietrza”. Zabawnie nieporadne hasło. Jest na dystrybutorze Ad Blue, substancji stosowanej do redukcji tlenków azotu w spalinach pojazdów z silnikami wysokoprężnymi. Jeżdżące samochody jednak bynajmniej nie poprawiają czystości powietrza, nawet jeśli kierowcy stosują Ad Blue, a wymowa hasła jest jednoznaczna: jeżdżenie poprawia czystość. Proponowałbym zmianę napisu na taki: „Jestem dla czystszego powietrza”. Będzie poprawnie i z godnie z faktami.

Obrazki ze szlaku

 Oto niczym niewyróżniająca się kępa brzóz. Przechodziłem obok niej idąc brzegiem pola, a byłem z dala od dróg i domów. Lubię takie ustronne miejsca, lubię brzozy, zapewne dlatego usiadłem przy nich robiąc przerwę na posiłek.

 Zwały kruszywa przy kopalni bynajmniej nie wyglądają ładnie. W moich oczach ich widok jest ponury, bywa nawet przygnębiający, ale trzeba pamiętać, że właśnie tak pokruszone skały są podstawowym materiałem budowlanym dróg. Jeśli chcemy mieć dobre drogi, muszą istnieć kopalnie, a w nich wielkie maszyny kruszące skałę i obok takie składowiska. Jako plus można wskazać brak trujących zanieczyszczeń charakterystycznych dla składowisk śmieci. Tutaj leżą po prostu skalne okruchy.

 

Domy w Krzeniowie, na zboczu pokaźnej góry Czerwony Kamień. Widoków i odosobnienia pozazdrościć. Dojazdu po śnieżycy raczej nie.

 Mnóstwo stokrotek na podwórzu.


 
Splątany klon i wielopienny grab.

Będąc nieco wyżej na zboczu wzgórza, zobaczyłem kilka wyjątkowo wysokich drzew; wiedziałem, że pójdę do nich. Na zdjęciu jedna z lip tam rosnących.


 

Między przydrożnymi krzewami przycupnęła Ostrzyca, a na drugim zdjęciu widać górę obok gruszy. Na obu fotografiach jest wyraźnie niższa od drzew. Lubię takie zabawy perspektywy.


 Jedna droga, dwa oblicza i dwa wrażenia.


 Rozlewiska i lasy nad strumieniami bywają podobne do lasów namorzynowych albo dżungli. Takie miejsca czynią na mnie wrażenie dzikością, mimo ich niewielkiej zwykle wielkości lub sąsiedztwa ludzkich sadyb.

 Głowy nie dam, tylko raz oglądałem glediczję trójcierniową, wydaje mi się jednak, że dzisiaj zobaczyłem to rzadkie u nas drzewo po raz drugi. Strąki długości ćwierci metra są dość charakterystyczne, oczywiście oprócz tytułowych cierni – długich i bardzo ostrych.


 Płaskorzeźba na skale stojącej w Jerzmanicach Zdroju. Widziałem tylko jedną, chociaż w internecie piszą w liczbie mnogiej. Jej wiek szacowany jest na około 500 lat i ma przedstawiać byłego właściciela wsi.


 W oddali dwie charakterystyczne góry Pogórza Kaczawskiego, Grodziec i Ostrzyca.

 Przydrożna figura ufundowana przez górników. Jak na mój niewyrobiony gust, jest ładna.


 Na skale przy Wilczej Jamie już się zieleni mały krzewik. Pierwsze liście tej wiosny!

Trasa: kręciłem się w pobliżu Sępowa, Biegoszowa, Krzeniowa i Jerzmanic. Są to wioski pod Złotoryją.

Statystyka: przeszedłem 23 km w czasie 7,5 godziny, a dodatkowy czas przerw to blisko dwie godziny. Samochód zaparkowałem na południowym obrzeżu Złotoryi, przy szlaku na Wilkołaka.