Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 stycznia 2026

Estetyka starożytna

 

W wietrznych falach twych wiotkich szat słyszę muzykę
Lotu, którego żadne nie prześcigną ptaki,
Czarująca bogini triumfu, o, Nike,
Co od wieków zdyszana lecisz z Samotraki!
Pośpiech potężnych skrzydeł twych powietrze chłoszcze,
Niosąc zwycięstwo, sław liście laurowe.
Nie pragnę ich. I temu jedynie zazdroszczę,
Dla którego w porywie swym straciłaś głowę.

Leopold Staff

 Nike z Samotraki. Zdjęcie skopiowałem z tej strony

Przeczytałem pierwszy tom „Historii estetyki” Władysława Tatarkiewicza. Właściwie nie powinienem pisać o przeczytaniu, ponieważ to dzieło towarzyszy mi od lat i nadal ten opasły tom będzie leżał w zasięgu ręki – podobnie jak wiele innych książek do których wracam.

Pisałem już na blogu o Historii estetyki, ale czuję potrzebę powrotu, a temat daleki jest od wyczerpania.

Władysław Tatarkiewicz był starożytnikiem, filozofem, etykiem, historykiem sztuki, prawnikiem, poliglotą. Zebrał wszystkie możliwe tytuły naukowe, wykładał na wielu uniwersytetach. Był wybitnym znawcą tak wielu dziedzin nauki, że tylko tytan pracy i intelektu mógł posiąść taki ogrom wiedzy. Profesor był tytanem.

Jego książka daje wyobrażenie o drogach słów i pojęć, o rodzeniu się i dojrzewaniu idei i definicji, o tworzeniu nowych dziedzin nauk humanistycznych, o zmianach w pojmowaniu sztuki, o jej roli w życiu człowieka i społeczeństw. Definicje, normy, oceny, podziały, które dla nas wydają się być naturalnymi, łatwymi do pojęcia, niemal odruchowymi, okazują się być skutkami wieków rozmyślań, dyskusji i przemian. Właśnie możliwość poznawania tych metamorfoz jest dla mnie wielką zaletą tego dzieła, obok, oczywiście, perełek myśli i wypowiedzi starożytnych mistrzów.

Zapraszam do lektury wybranych (spośród bardzo licznych jakże wartościowych) cytatów z dzieła Profesora.

Dla porządku zaznaczę, że pominąłem numerację stron oraz starogrecką pisownię wyrazów. Cytaty ujęte są w znaki >> <<. Wszystkie słowa poza tymi znakami są moje. Aby nie rozpisywać się zbytnio, dodałem linki do stron opisujących wymienianych ludzi lub tłumaczących znaczenie słów. Znakami (…) zaznaczyłem miejsca skrótów poczynionych przeze mnie. Pogrubienia liter są moje.

* * * *

Podążanie za znaczeniem słów

>>POJĘCIE PIĘKNA. Przede wszystkim wyraz „kalon”, którym posługiwali się Grecy i który tłumaczymy jako „piękno”, miał sens odmienny od tego, w jakim zwykło dziś się ten wyraz rozumieć. Oznaczał bowiem wszystko to, co się podoba, pociąga, budzi uznanie. Zakres jego był więc szerszy. Oznaczał wprawdzie i to, co się podoba oczom i uszom, co się podoba ze względu na swój kształt czy budowę, ale oznaczał także wiele innych rzeczy, które podobają się na inny sposób i dla innych względów, obejmował widoki i dźwięki, ale także cechy charakteru, w których dzisiejszy człowiek widzi wartości innego rodzaju i jeśli je nazywa „pięknymi”, to z świadomością, że wyrazu używa przenośnie. Świadectwem, jak Grecy pojmowali piękno, jest znane orzeczenie wyroczni delfickiej, że „najpiękniejsze jest to, co najsprawiedliwsze”. Z tego szerokiego i ogólnikowego pojęcia piękna, jakiego potocznie używali Grecy, wytworzyło się, ale dopiero z czasem, powoli i z trudem, węższe, bardziej określone pojęcie piękna estetycznego.<<

>>Wdzięk nazywa się po grecku charis, i tym samym imieniem Charyt Grecy nazywali Gracje. Czar i wdzięk: było to pojęcie ważne dla historii estetyki; z wszystkich używanych podówczas były może najbliższe temu, co dziś nazywa się pięknem.<<

>>Słownictwo greckie może wprowadzić w błąd, gdyż były w użyciu te same co dziś terminy, takie jak poezja, muzyka, architektura. Miały wszakże dla Greków inne znaczenie niż to, jakie uzyskały po wiekach. „Poiesis” – robić, oznaczała pierwotnie wszelką produkcję, a „poietes” – wszelkiego wytwórcę, a nie tylko twórcę wierszy; zwężenie znaczenia przyszło później. „Musike”, (czyli – dop. KG) pochodząca od muz, oznaczała wszelką czynność, której muzy patronują, nie tylko sztukę dźwięków; „musikos” nazywano każdego wykształconego człowieka. „Architekton” był naczelnym kierownikiem produkcji; „architektonike” oznaczała ogólnie „naczelną sztukę”. Dopiero z czasem terminy te – oznaczające „produkcję”, „wykształcenie”, „naczelną sztukę” – uległy zwężeniu i zaczęły oznaczać poezję, muzykę, architekturę.<<

* * * *

Estetyka Arystotelesa

>>Jego definicja piękna znajduje się w Retoryce. Tę dość zawiłą definicję można w uproszczonej formie przedstawić tak: Pięknem jest to, co samo przez się jest cenne, a zarazem dla nas przyjemne. Określił więc piękno dwiema właściwościami. Po pierwsze, jako to, co jest cenione samo przez się, a zatem nie dla pożytku, jaki daje; co wartość ma w sobie, a nie w skutkach. Po wtóre zaś, jako to, co zarazem dostarcza przyjemności, a zatem nie tylko posiada wartość, ale tą wartością przemawia do nas, ciesz nas, budzi radość czy podziw. (…) Myśl Arystotelesa można także przedstawić tak: każde piękno jest dobrem, ale nie każde dobro jest pięknem; każde piękno jest przyjemnością, ale nie każda przyjemność jest pięknem, pięknem jest tylko to, co jest zarazem dobrem i przyjemnością. Nic dziwnego, że miał je za rzecz cenną. Piękno łączy się z przyjemnością. Natomiast różni się od pożytku, bo wartość piękna tkwi w nim samym, a wartość pożytku w skutkach.<<

>>To, co Arystoteles mówił o pięknie, dotyczyło przeważnie – rzecz naturalna u Greka – piękna szeroko pojmowanego, nie tyko estetycznego. Dla piękna swoiście estetycznego nie miał oddzielnego terminu.<<

>>Ale biograf greckich filozofów, Laertios Diogenes, zanotował takie jego powiedzenie: Jedynie ślepy może pytać, dlaczego staramy się obcować z tym, co piękne. Sens tego powiedzenia nie może być wątpliwy: skoro w pojęciu piękna leży, że jest dobrem i sprawia przyjemność, to jest naturalne, iż jest cenione, tłumaczyć tego nie trzeba.<<

>>Kontemplacja jest też, jak się zdaje, jedyną rzeczą, którą się miłuje dla niej samej; bo nic innego nie rodzi się z niej prócz samej kontemplacji, z czynności zaś praktycznych usiłujemy w mniejszym lub większym stopniu wysnuć jeszcze jakąś korzyść poza samą odnośną czynnością.<<

>>Podobizny rzeczy oglądamy z przyjemnością, dlatego że jednocześnie widzimy sztukę, która je stworzyła, np. sztukę malarską lub rzeźbiarską, ale czyż z większą przyjemnością nie będziemy oglądać samych rzeczy naturalnych, w których możemy dostrzec przyczyny?… We wszystkich tworach natury tkwi coś cudownego.<<

>>Jestem tego zdania, że muzykę należy uprawiać nie dla jednego, a dla wielu pożytecznych celów, bo dla i wykształcenia, i dla duchowego oczyszczenia… po trzecie zaś i dla wypełnienia czasu dopoczynku, dla odprężenia i wytchnienia po pracy<<

W innym miejscu Profesor tak opisuje pogląd Arystotelesa na muzykę, ale przecież i szerzej, na sztukę:

>>W przeciwieństwie do dawnych jednostronnych poglądów na muzykę, założeniem poglądu Arystotelesa było, iż ma ona więcej niż jeden cel: służy oczyszczaniu i leczeniu uczuć, doskonaleniu moralnemu, kształceniu umysłu, odpoczynkowi, potrzebom życiowym, zwykłej rozrywce i przyjemności, a wreszcie i nade wszystko – wczasom, a przez nie godnemu człowieka i uszczęśliwiającemu życiu.<<

Jak pisałem w poprzednim tekście, dla Greków owe wczasy znaczyły coś zupełnie innego niż dla nas.

U nich wyraz tłumaczony przez Profesora jako wczasy znaczył „rozrywkę w najszlachetniejszym słowa znaczeniu, łączącej przyjemność z pięknem moralnym, dającą szczęście”, a teraz nawet nie mamy słowa mającego podobne znaczenie.

Nie tylko tego; właśnie przyszło mi głowy drugie słowo stworzone przez Greków, które obecnie możemy jedynie opisem przetłumaczyć: kalokagatia – harmonijne połączenie estetyki, etyki i moralności, czyli piękna i dobra. Nie mamy, ponieważ teraz nikt nie łączy sztuki, przyjemności, piękna, moralności i szczęścia w jedną całość z dobrem.

Powtórzę tutaj raz jeszcze słowa Autora, ponieważ odnoszą się nie tylko do powyższego cytatu, ale i do naszych czasów, zwłaszcza ostatnich dziesięcioleci:

>>Ponieważ poprzestawali na małym, więc wielu było wśród nich ludzi wolnych od trosk materialnych, mogących – jeśli nie tworzyć sztukę, to cieszyć się nią.<<

* * * *

Posumowanie epoki helleńskiej czyli klasycznej, przed wielkimi przemianami związanymi z podbojami Aleksandra Wielkiego.

>>Archaiczna i klasyczna estetyka Greków była niepodobna do naszej, ale także do takiej, jakiej byśmy oczekiwali w zaraniu dziejów. Była pierwszą, przynajmniej w Europie, spisaną teorią sztuki, a nie była ani prosta ani taka, jaką późniejsi uważają za naturalną i pierwotną. Po pierwsze, zaledwie wspominała o pięknie. Gdy ówcześni Grecy mówili o nim, to prawie wyłącznie z sensie etycznym, nie estetycznym. Jest to tym szczególniejsze, że estetyka ta powstała w kraju i czasie, który tyle piękna stworzył. Wiązała sztukę z dobrem, prawdą i pożytkiem ściślej niż z pięknem. Pojęcia sztuk „pięknych” nie posiadała.<<

>>Po trzecie, klasyczna teoria sztuki nie łączyła jej z twórczością. Jest to tym szczególniejsze, że była teorią Greków, których zdolności twórcze były tak wielkie. Na czynnik twórczy w swej sztuce mało zwracali uwagi i mało go cenili. Pochodziło to stąd, że byli przekonani, że światem rządzą wieczyste prawa i że sztuka musi ich przestrzegać, nie zaś wymyślać prawa własne. Że jest ona odkrywaniem, a nie tworzeniem właściwych rzeczom form. Dlatego też nie cenili nowości w sztuce, choć tyle nowego do sztuki wnieśli. Sądzili, że to, co w niej i co w ogóle w życiu jest dobre i właściwe, to jest wieczne, jeśli więc sztuka stosuje formy nowe, odmienne, odrębne, to jest raczej sygnałem, że weszła na fałszywą drogę.<<

>>Dopiero wraz z przekształceniem się kultury helleńskiej z hellenistyczną przekonania klasycznej estetyki zaczęły ustępować miejsca nowym, zbliżać się do nowożytnych. Wtedy nastąpiło wysunięcie na pierwszy plan twórczości w sztuce i zrozumienie związku między sztuką a pięknem, a także wiele innych zmian: przesunięcie punktu ciężkości teorii sztuki z myśli na wyobraźnię, z wrażeń na idee, z reguł na zdolności osobiste artysty.<<

* * * *

O cechach sztuki hellenistycznej. Zamieszczam je dla pokazania zmian w postrzeganiu sztuki, estetyki, twórców, w stosunku do epoki klasycznej; jej znaczne podobieństwo, a często tożsamość, z naszymi obecnymi poglądami. Są to fragmenty rozdziału podsumowującego epokę hellenistyczną.

>>NOWY POGLĄD NA ARTYSTĘ

A. Istotą pracy artysty jest wyobraźnia. Dla malarza i rzeźbiarza nie jest mniej ważna niż dla poety. Filostrat pisał, że wyobraźnia jest mądrzejsza od naśladowania, bo przedstawia to, czego nie widziała, a naśladowanie wyłącznie widziane. Myśl maluje i rzeźbi lepiej od rzemieślniczego kunsztu. Pochwała wyobraźni nie była bynajmniej wezwaniem, aby sztuka odbiegała od prawdy; przeciwnie, wyobraźnia, swobodnie dobierając i zespalając motywy, tym skuteczniej może oddać prawdę. (…)

B. Istotna dla artysty jest myśl, wiedza, mądrość. Bo może i powinien przedstawiać nie tylko powierzchnię rzeczy, ale ich cechy najgłębsze. Dion pisał, że dobry rzeźbiarz w posągu bóstwa oddaje całą bóstwa energię i moc. A Filostrat – że Fidiasz, zanim wyrzeźbił Zeusa „wraz z niebem i gwiazdami”, musiał oddawać się kontemplacji świata, tyle w tym posągu jest zrozumienia dla natury świata; takie pojmowanie artysty zbliżało go do filozofa.

C. Istotna jest dla artysty idea. Tworzy on według idei, jaką ma w umyśle. „W formach i figurach jest cos doskonałego, a ideę tej doskonałości mamy w umyśle” – pisał Cyceron. Fidiasz (…) stworzył Zeusa nie wedle natury, lecz wedle idei, jaką miał w sobie. (…)

Termin i pierwotna koncepcja idei były platońskie, ale pisarze hellenistyczni zachowali tylko termin, a przekształcili koncepcję. Dla Platona idea była bytem istniejącym poza człowiekiem i światem, bytem wiecznym i niezmiennym, niedostępnym zmysłom, ale ujmowanym przez pojęcia. Dla Cycerona zaś (...) z transcendentalnej idei stała się wyobrażeniem w umyśle artysty. (…)

D. Jakkolwiek doniosła jest dla artysty znajomość reguł sztuki, to jednak reguły same nie wystarczą, potrzebne są mu ponadto osobiste zdolności. I to nieprzeciętne. Pojęcie, jakie hellenizm miał o wielkich artystach, zbliżało się już do tego, co czasy nowe nazwały – geniuszem. (…)

Ale nawet geniusz nie wystarczał hellenistycznym pisarzom do wytłumaczenia wielkiej sztuki: potrzebne artyście jest też natchnienie. Tworzy on w „entuzjazmie”, w stanie natchnienia. (…) Dale wielu z tych, co pisali teraz o sztuce, natchnienie nie było (jak kiedyś dla Demokryta) stanem przyrodzonym, lecz nadprzyrodzonym, wyrazem interwencji bogów. (…)

E. W rzeczach sztuki tylko artysta jest prawodawcą. W wielkich artystach, w szczególności w Fidiaszu, widziano nie tylko twórcę własnego dzieła, lecz także prawodawcę (legum lator), który wpływa na przyszłe dzieła i poglądy, na następne pokolenia. Bogów znamy w takiej postaci, jaką im nadali malarze i rzeźbiarze, powiada Cyceron.

NOWY POGLĄD NA DZIEŁO SZTUKI

A. W nowym rozumieniu dzieło sztuki było tworem duchowym, a nie czysto ręcznym. Wenus Knidyjska, jak pisał Lukian, była tylko kamieniem, zanim myśl artysty zrobiła z niego boginię. (…) Dlatego sztuka jest czymś więcej niż przyjemnością i ozdobą życia, bo dowodem ludzkiej godności, argumentum humanitaris. To jej, jak dowodził Dion, Grecy zawdzięczali swą wyższość nad barbarzyńcami.

B. Dzieło sztuki jest tworem indywidualnym, nie produktem rutyny. Dlatego zdolne jest zarówno przedstawiać, jak i wyrażać indywidualne przeżycia. Kwintylian twierdził, że malarstwo zdolne jest wnikać w najbardziej osobiste uczucia, niekiedy nawet przewyższa pod tym względem poezję.

C. Dzieło sztuki jest tworem wolnym. Nie jest związane z naśladowaniem rzeczywistości, jest autonomiczne w stosunku do niej. Nie jest kopią przyrody, ale jej rywalem, jak wywodził Kallistrat. Lukian pisał o poezji, że ma „wolność nieograniczoną i posiada jedno tylko prawo: wyobraźnię poety”; o plastyce powiedziałby to samo. Także Horacy powiada, że malarze mają równe z poetami prawo do wolności.

D. Dzieło sztuki poprzez rzeczy widzialne przestawia niewidzialne, duchowe. Dion Chryzostom: sztuka przedstawia ciało tak, że w nim rozpoznajemy ducha.

E. Te wielkie dzieła nie tylko cieszą oczy, ale każą pracować myśli. Potrzebny jest wobec nich widz, co „trwając w kontemplacji, będzie się starał wzrok zastąpić myślą”. Ale też na to, aby je podziwiać, trzeba kontemplacji, wczasów, ciszy. (…) W przeciwieństwie do tych dawniejszych autorów, którzy sądzili, że sztuka działa uspokajająco, kiełzna namiętności, w czasach hellenistycznych przeważa pogląd, że jej działanie jest gwałtowne, podniecające, porywające. Dion sądził, że istotne jest w nich „wzruszenie”. O przeżywaniu działa sztuki, jak mówił Dionizjos, stanowi nie rozumienie, lecz uczucie i irracjonalne, zmysłowe wrażenie.<<


poniedziałek, 7 lipca 2025

O gospodarce i pieniądzach. O tym, co się dzieje wokół nas

 070725

Ray Dalio  jest przedsiębiorcą, miliarderem, ekonomistą, filozofem biznesu, filantropem, pisarzem. Jest jednym z najbardziej znanych na świecie ludzi biznesu i ekonomii. Głos Dalio waży, jest słuchany, cytowany i pamiętany.

Niżej cytuję fragmenty jego wypowiedzi opublikowane w internecie, a dotyczące obecnego stanu światowej gospodarki i finansów. W sposób przekonywający i prosty mówi o zagrożeniach i ich przyczynach obecnego tragicznego stanu, wskazuje na skutki i możliwe drogi naprawy. Nie są to sprawy dotyczące li tylko inwestorów i finansistów, wprost przeciwnie: na wszelkich poważnych zawirowaniach giełdowych tracą przede wszystkim zwykli ludzie. Płacą drożyzną, bezrobociem, inflacją, utratą wartości oszczędności. Autor wyjaśnia przyczyny i zagrożenia, ale i wskazuje sposoby ochrony naszych dóbr w obecnym okresie niepokojów i przemian, dlatego gorąco polecam lekturę jego tekstów.

* * *

>>Okres dobrobytu prowadzi od samozadowolenia, a to z kolei do nierówności, gdyż następuje koncentracja władzy i bogactwa, a przez to do populizmu z lewej, z prawej albo z obu stron. Gdy rozpada się środek, władzę przejmuje polaryzacja. Jedno społeczeństwo rozpada się na obozy, które nie potrafią znaleźć wspólnego języka. Systemy demokratyczne ulegają paraliżowi. Kulturalną dyskusję zastępuje wrogość, a tkanka społeczna zaczyna się rozpadać. Jesteśmy już na tym etapie. Debaty polityczne stały się gorące, fakty już się nie liczą, ludzie żyją w informacyjnych bańkach wzmacnianych algorytmami i ideologiami. Kiedy dwie grupy ludzi nie mogą już ustalić co jest prawdą, rządzenie staje się praktycznie niemożliwe. To nie jest dysfunkcja, to załamanie systemu. Jednocześnie coraz głośniej mówi się o potrzebie radykalnych zmian, i chociaż są one konieczne, a nawet niezbędne, radykalizm po obu stronach może się stać niebezpieczny, jeśli nie będzie oparty na praktycznych zasadach reform. Ruchy stają się tłumami. Frustracja przeradza się w zniszczenie. Zamiast naprawiać system, ryzykujemy jego spaleniem. (…) Społeczeństwa nie rozpadają się gdy są atakowane z zewnątrz. Ulegają rozpadowi, gdy gniją od środka.<<

Źródło

* * *

>>Osiągnęliśmy punkt, w którym uzależnienie od zadłużenia jest normą. Pomysł życia ponad stan polegający na finansowaniu deficytów, konsumpcji i obietnic politycznych pożyczonymi pieniędzmi, nie jest postrzegany jako ryzykowny. Uważa się to za standardową procedurę operacyjną. Politycy obiecują więcej, niż realnie można spełnić, a wyborcy nagradzają ich za to. Oczekuję się, że banki centralne pokryją różnicę, a każdy, kto proponuje dyscyplinę fiskalną lub reformy strukturalne, jest traktowany jako toksyczny politycznie. (…) Potrzebna jest zatem zmiana sposobu myślenia. Zaczyna się od uczciwości. Od uznania prawdziwej skali wyzwania zamiast maskowania problemów kreatywną księgowością i myśleniem życzeniowym. Oznacza to mówienie ludziom trudnych prawd.<<

Źródło

* * *

>>Stopy procentowe pozostają historycznie niskie od ponad dekady nie po to, by stymulować wzrost gospodarczy, ale by utrzymać na powierzchni nadmiernie zadłużony system. Gdy nawet niewielkie podwyżki stóp procentowych grożą załamaniem się całych segmentów gospodarki, jest to oznaką kruchości. Oznacza to, że podstawowy system nie jest już odporny. Wymaga ciągłej interwencji, podobnie jak pacjent podłączony do aparatury podtrzymującej życie. Jednocześnie rządy borykają się z deficytami strukturalnymi mającymi na celu utrzymanie podstawowych usług i spójności społecznej. Wydają więcej niż zbierają nie ze względu na strategię, ale z konieczności, by uniknąć niepokojów politycznych. Z czasem prowadzi to do presji inflacyjnej, dewaluacji waluty i ostatecznie do utraty zaufania do samej polityki fiskalnej. Gdy zaufanie ulega erozji, problem przestaje być wyłącznie ekonomiczny, staje się egzystencjalny. (…) Najniebezpieczniejszym jednak elementem nie jest jednak sam upadek, a zaprzeczanie. Kiedy przywódcy, media i instytucje w dalszym ciągu będą propagować narrację, że wszystko jest w porządku, że podstawy są silne a problemy mają charakter przejściowy, okno na konstruktywne reformy się zamknie. Zmiana jest najskuteczniejsza, gdy jest dobrowolna i aktywna, a nie gdy jest wymuszona przez kryzys.<<

Źródło

* * *

>>(Coraz częściej) dług nie jest wykorzystywany do inwestowania w przyszłość, lecz do zaspokajania teraźniejszości. Politycy zaciągają pożyczki aby uniknąć niepopularnych decyzji. Finansują programy nie dlatego, że są skuteczne, ale dlatego, że finansując kupią głosy wyborców, a tym samym tworzą zobowiązania, z którymi będzie musiał się uporać ktoś inny, zazwyczaj młodsze, mniej wpływowe pokolenie. Tego rodzaju zachowanie jest samonapędzające. Gdy nagradzane są krótkoterminowe zyski, a ignoruje się długoterminowe konsekwencje, każda zachęta skłania do dalszego postępowania w ten sam sposób. Łatwiej jest obiecać niż wykonać, łatwiej stymulować niż reformować. Cykl polityczny skraca się do następnych wyborów. Rozmowa społeczna staje się reaktywna, a głębsze problemy strukturalne, takie jak nieefektywność, nierówność i spadająca produktywność, odsuwane są na plan dalszy. Tymczasem zadłużenie rośnie nie dlatego, że musi, ale dlatego, że to najłatwiejsza droga. Cięcie wydatków jest trudne, podnoszenie podatków niepopularne. Reforma uprawnień jest politycznie niebezpieczna. Rozwiązaniem staje się raczej pożyczanie.<<

Źródło

* * *

>>Na przestrzeni dziejów rządy wciąż podejmowały próby rozwiązania problemu zadłużenia poprzez emitowanie jeszcze większej ilości długu. Na początku to działa, ale później przestaje. Kiedy rząd ma deficyt, to znaczy gdy więcej wydaje niż dostaje z podatków, różnicę musi pożyczyć. Czyni to poprzez emisję obligacji. Inwestorzy kupują te obligacje, a w zamian rząd płaci im odsetki. W ten sposób narasta dług, ale jest pewien haczyk. Wraz ze wzrostem długu, rosną też koszty jego obsługi. W pewnym momencie znaczna część przychodów podatkowych przeznacza jest wyłącznie na spłatę odsetek. Stawia to decydentów w trudnej sytuacji. Nie mogą za bardzo podnieść podatków nie szkodząc wzrostowi gospodarczemu, ale i nie mogą ciąć wydatków nie drażniąc wyborców ani nie powodując spowolnienia gospodarczego. Wybierają więc najwygodniejszą politycznie opcję i pożyczają więcej. Ta spirala pożyczania staje się samonapędzająca. Na wczesnym etapie rynki są skłonne do udzielania pożyczek, stopy procentowe są niskie, popyt na obligacje jest duży. Wszystko wydaje się możliwe do opanowania. Jednak w miarę wzrostu zadłużenia, zaufanie zaczyna słabnąć. Inwestorzy zaczynają zadawać trudne pytania: czy ten dług naprawdę da się spłacić? (…) W pewnym momencie system osiąga swoje granice. (...) Nie można podnieść stóp procentowych nie powodując załamania gospodarki, ale nie można też drukować pieniędzy nie niszcząc waluty. To jest moment odwrócenia cyklu. Zaufanie spada, inwestorzy uciekają do aktywów trwałych, rosną napięcia społeczne, a rządy są zmuszone do ogłoszenia restrukturyzacji lub ogłoszenia upadłości.<<

Źródło

* * *

Słowa D. Eisenhowera: 

„Każda wyprodukowana broń, każdy zwodowany okręt wojenny, każda wystrzelona rakieta, oznaczają w ostatecznym rozrachunku kradzież tym, którzy są głodni i nie mają na jedzenie. Tym, którym jest zimno i którzy są nadzy. Świat w opałach nie wydaje pieniędzy jako takich. Wydaje rezultaty potu swojej pracy, geniuszu naukowców, nadzieje swoich dzieci. Nie jest to w żadnym wypadku styl życia w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Pod chmurami wojny ludzkość wisi na żelaznym krzyżu.”

„Gdy wszystko inne zawiedzie, zabiorą cię na wojnę.”

Dodatek o pieniądzach

Kanał Gold Core TV na YT.

>>Srebro było środkiem handlu, to była waluta ludu. Ale co sprawiło, że stało się pieniądzem? Cóż, gdybyśmy mieli zaprojektować pieniądze od podstaw, jakie cechy one musiałyby mieć? Wymagana jest trwałość, podzielność, przenośność, rozpoznawalność, rzadkość i stabilność. Bez względu na to, jaką formę pieniądza wybierzemy, musi być bezpieczny, fizycznie stabilny, stosunkowo rzadki, łatwy do zweryfikowania i trudny do podrobienia. Powinien również nadawać się do bicia i przechowywania. (…) Srebro oferowało idealny kompromis. Było go na tyle dużo, że krążyło w obiegu jako pieniądz, a jednocześnie na tyle mało, że zachowywało wartość. Trwałe, praktyczne i piękne.<<

Źródło

* * *

Cytaty z kanału Finance Daily:

>>Metale szlachetne są poza systemem, to aktywa na okaziciela. Nie potrzebują banku, nie potrzebują hasła ani prądu. Są one pieniędzmi wolności w najprawdziwszym znaczeniu tego słowa. (...) Chodzi o posiadanie czegoś realnego, namacalnego i znajdującego się poza cyfrową matrycą. W świecie, w którym chcą umieścić Twoją tożsamość w blockchainie, śledzić Twój ślad węglowy, powiązać Twoją ocenę kredytową z zachowaniem społecznym i ograniczyć Twoje pieniądze na podstawie przestrzegania przepisów, srebro staje się kołem ratunkowym. (…) Symbolizuje decentralizację, odporność i niezawisłość. Nie potrzebujesz zezwolenia aby je posiadać, nie potrzebujesz hasła, nie musisz ufać osobie trzeciej. Właśnie takich pieniędzy będziemy potrzebowali w nadchodzącym dziesięcioleciu. (…) Srebro to nadzieja, to środkowy palec pokazany skorumpowanemu systemowi. (…) Bez względu na szybkość rozwoju sztucznej inteligencji i zdigitalizowania naszej gospodarki, srebrnej monety nie da się zdigitalizować, nie da się jej wydrukować w technologii 3D z niczego. (…) W miarę jak zbliżamy się do cyfrowej dystopii, w której nadzór jest walutą a prywatność jest zakazana, srebro staje się nie tylko zabezpieczeniem przed inflacją, ale staje się także zabezpieczeniem przed kontrolą. Nie można kliknąć przycisku i sprawić, że zniknie. Jest Twoje, w Twoim posiadaniu. W świecie zbudowanym na iluzjach jest to rewolucja.<<

Źródło

* * *

Cytat z kanału Silver Apocalypse

>>Atrakcyjność metali szlachetnych wynika również z ich prostoty. Nie występuje ryzyko kontrahenta, nie ma potrzeby ufać bankowi, cyfrowej platformie ani rządowi. Złoto jest złotem, srebro srebrem. Ich wartość jest doceniana niezależnie od granic, kultur i czasów. Można je przekazywać z pokolenia na pokolenie (…) Ta stałość jest w jaskrawym kontraście do walut fiducjarnych, które w każdej chwili mogą zostać opodatkowane, przejęte lub zdewaluowane. W tym sensie złoto i srebro nie są wyłącznie aktywami finansowymi. Są symbolami suwerenności jednostki i oporu wobec scentralizowanej kontroli.<<

Źródło

środa, 21 maja 2025

Wolność, piękno i szczęście

 210525

Obok mnie, na parapecie okna, leżą aktualnie czytane książki: tom Geografii świata wydawnictwa Kurpisz, Antykruchość Taleba, zbiór opowiadań Lema i Historia estetyki Władysława Tatarkiewicza, tom o dokonaniach starożytności. Kiedy mam dość słuchania lub czytania via internet o rynkach finansowych i zmianach społecznych, a czasami i o polityce, sięgam po jedną z tych książek. Każda z nich jest inna: geografia naładowana jest fachowymi nazwami, Antykruchość wymaga najwyższej uwagi, analizowania treści filozoficznych, zastanawiania się nad twierdzeniami autora, opowiadania Lema są lekką rozrywką, a w dziele Tatarkiewicza znajduję perełki wysublimowanej logiki, rozsądku i... piękna.

Zapraszam do lektury fragmentów jego Historii estetyki. Cytaty ujęte są znakami >> <<, a wykropkowanie (…) wskazuje miejsca dokonanych przeze mnie skrótów. Pogrubienia są dodane przeze mnie.

* * *

O wolności

>>Jeden z traktatów estetycznych, jakie się zachowały ze starożytności, pochodzący z I wieku naszej ery traktat Pseudo-Longinosa „O wzniosłości”, stawia w ostatnim rozdziale szczególne pytanie: dlaczego jego epoka nie wydała wielkich ludzi? (…)

Psudo-Longinos daje temu dwojakie wyjaśnienie. Po pierwsze, jak pisze powołując się na bezimiennego filozofa: nie ma wielkich ludzi, bo nie ma wolności życia. „My, ludzie dzisiejszej epoki, jesteśmy od dzieciństwa wychowankami despotyzmu… i nie pijemy z najpiękniejszego i najwydatniejszego źródła… z wolności. Każdy despotyzm, choćby był najsprawiedliwszy, jest jakby klatką i powszechnym więzieniem”. Drugie wyjaśnienie autor daje od siebie: nie ma wielkich ludzi, bo nie ma wolności wewnętrznej. Ludzie są opanowani namiętnościami i żądzami, przede wszystkim żądzą bogactwa, chciwością. „Chciwość, na którą wszyscy w swym nienasyceniu chorujemy, i żądza użycia robią z nas niewolników.”<<

>>„Ja jednakże mam to przekonanie, że w żadnym rodzaju nie ma rzeczy tak pięknej, iżby od niej nie była piękniejsza inna, która dla tamtej byłaby wzorem, jak oblicze dla wizerunku. Wzoru tego nie można postrzec wzrokiem ani słuchem, ani żadnym innym zmysłem, lecz obejmujemy go jedynie myślą i umysłem. A chociaż wśród posągów nie ma doskonalszego nad posąg Fidiasza, a wśród obrazów nad te, które wymieniłem, to jednak możemy myśleć o doskonalszym. Kiedy ów rzeźbiarz tworzył kształt Jowisza lub Minerwy, to na pewno nie patrzył na nikogo, do kogo by swe dzieło upodabniał, lecz w umyśle jego mieścił się pewien znakomity wzór piękna, na który patrząc i w którym zatopiony, naśladując go kierował swą sztuką i ręką. Tedy w kształtach i figurach jest coś doskonałego, do czego jako ujmowanego myślą wzoru odnosimy to, co podpada pod oczy… Platon, ten najpoważniejszy pisarz i nauczyciel nie tylko myślenia, ale także mówienia, nazywał te formy ideami i mówił, że są odwieczne i wieczne, w umyśle i rozumie zawarte.”<< (słowa Cycerona cytowane przez Tatarkiewicza)

>>Byłoby też błędem wyobrażać sobie życie Ateńczyków jako bogate, zasobne, wygodne. Tukidydes przekazał słowa Peryklesa: „Kochamy piękno z umiarem, kochamy mądrość bez popadania w słabość”. Mieli małe wymagania osobiste; wspaniałe były tylko budowle publiczne, nie prywatne. Nie popisywali się bogactwem i nie ukrywali ubóstwa. Ponieważ poprzestawali na małym, więc wielu było wśród nich ludzi wolnych od trosk materialnych, mogących – jeśli nie tworzyć sztukę, to cieszyć się nią.<<

O ustalaniu znaczenia pojęć i słów

>>Czym poezja różni się od tego, co nie jest poezją? Czym poemat różni się od traktatu naukowego, choć są pisane podobnymi wyrazami? Na pytanie to poprzednio odpowiedział Gorgiasz, że różnica leży w metrycznej formie poezji. Ale Arystoteles widział, że traktatu naukowego forma metryczna nie uczyni poezją. (…)

Jeszcze dla Platona poezja nie była sztuką, bo sztuka była rzeczą umiejętności, a poezja „boskiego szału”. Arystoteles natomiast nie dawał wiary „boskim szałom”, nie uznawał ich nawet w poezji. Sądził, że i ona „jest rzeczą raczej przyrodzonych zdolności, nie szału”. Dobra poezja powstaje na tej samej drodze, co każda dobra sztuka: przez zdolności, umiejętności, ćwiczenie. Podlega ogólnym regułom nie mniej niż inne sztuki. A przez to może być przedmiotem nauki: nauka ta jest zwana poetyką. <<

Oczywiście zastanawiano się też nad celem sztuki

>>Grecy w tym punkcie nie byli zgodni: pitagorejczycy sądzili, że sztuka działa katartycznie (oczyszczająco – wyj. KG), sofiści, że hedonistycznie (daje przyjemność – wyj. KG), Platon, że może i powinna działać moralnie, Arystoteles zaś, jak częstokroć czynił, w każdym z tych rozwiązań dopatrzył się częściowej prawdy. Sztuka nie tylko powoduje oczyszczenie uczuć. Daje też przyjemność i rozrywkę. Przyczynia się do udoskonalenia moralnego. Budzi wzruszenie: „Celem poezji – pisał – jest, aby poeta uczynił bardziej wzruszającym to, co przedstawia”. A działanie jej sięga jeszcze dalej i głębiej.

Sztuka przyczynia się mianowicie, według Arystotelesa, do spełnienia najwyższego celu człowieka: do szczęścia. Przyczynia się poprzez to, co nazywał „schole”; w polskim języku najbliższy temu wyrazowi są – „wczasy”. Arystoteles miał na myśli życie, w którym człowiek jest wolny od przyziemnych trosk, od męczącej konieczności życia i może poświęcić się temu, co jest naprawdę godne człowieka, co nie jest li tylko środkiem, lecz może być uważane za cel istnienia. Wczasów nie wypełni pospolita rozrywka, natomiast może to uczynić "diagoge" – rozrywka szlachetna, łącząca przyjemność z pięknem moralnym. Do niej należą czynności uczonego: filozofia i nauki czyste nie stanowią konieczności życiowej, należą do wczasów, są rozrywką w najszlachetniejszym słowa znaczeniu. A to samo dotyczy sztuki: ona również jest zdolna i godna wypełnić wczasy. A przez to dać tę wszechstronnie zadowalającą postać życia, którą nazywamy szczęściem.<<

* * *

Minęło ponad 2300 lat od śmierci Arystotelesa. W tym czasie dokonaliśmy olbrzymiego skoku technologicznego, ale i jednocześnie oddaliliśmy się tak znacznie od ideałów starożytnych myślicieli, że nawet nie mamy słów o takim znaczeniu, jak greckie diagoge, a wczasy… Wczasy ze starożytnego piedestału stoczyły się na zatłoczone plaże i bary z pieczonymi kurczakami.

Jeszcze ten krótki cytat, słowa profesora Tatarkiewicza o rozumieniu powinności polityków przez Arystotelesa. Pokazują już nawet nie obecne oddalenie od wzorców wypracowanych wtedy, a dosłownie przepaść.

>>(…) prawidłami polityki były dlań prawidła moralne.<<


sobota, 11 maja 2024

Wielkość i wolność

 110524

Od kiedy nabrałem bladego pojęcia o dokonaniach starożytnych Greków, a wśród nich zwłaszcza Ateńczyków, w dziedzinie sztuk i nauki, nie przestaję się dziwić, jak wiele dokonał ten mały i biedny naród. Grecy stworzyli dzieła do dzisiaj poruszające i wspaniałe, jak chociażby rzeźbę Nike z Samotraki; rozwinęli albo stworzyli od podstaw wiele dziedzin nauki, że wspomnę tylko historię, wcześniej nieistniejącą w obecnej formie i rozumieniu, a to wszystko w kraju wielkości naszego województwa, kraju, w którym posiadanie konia było oznaką zamożności. Jakim cudem?

Ta zagadka intrygowała i starożytnych. Oto zachowane wyjaśnienie liczące dwa tysiące lat, czyli z czasów świetności Rzymu, gdy Grecja była już tylko małą prowincją imperium. Ograniczony znakami >> << cytat (i tytuł) jest z książki „Estetyka starożytna” W. Tatarkiewicza.

>>Jeden z traktatów estetycznych, jakie się zachowały ze starożytności, pochodzący z I wieku naszej ery traktat Pseudo-Longinosa „O wzniosłości” stawia w ostatnim rozdziale szczególne pytanie: dlaczego jego epoka nie wydała wielkich ludzi? (…)

Psudo-Longinos daje temu dwojakie wyjaśnienie. Po pierwsze, jak pisze powołując się na bezimiennego filozofa: nie ma wielkich ludzi, bo nie ma wolności życia. „My, ludzie dzisiejszej epoki, jesteśmy od dzieciństwa wychowankami despotyzmu… i nie pijemy z najpiękniejszego i najwydatniejszego źródła… z wolności. Każdy despotyzm, choćby był najsprawiedliwszy, jest jakby klatką i powszechnym więzieniem”. Drugie wyjaśnienie autor daje od siebie: nie ma wielkich ludzi, bo nie ma wolności wewnętrznej. Ludzie są opanowani namiętnościami i żądzami, przede wszystkim żądzą bogactwa, chciwością. „Chciwość, na którą wszyscy w swym nienasyceniu chorujemy, i żądza użycia robią z nas niewolników.” <<

Dlaczego obecnie tak żałośnie mało, biorąc pod uwagę liczebność społeczeństw, jest wybitnych ludzi? Nadal aktualnej odpowiedzi udzielił przed dwudziestoma wiekami nieznany filozof umownie zwany Psudo-Longinosem.

Wiersz Leopolda Staffa o Nike z Samotraki:

W wietrznych falach twych wiotkich szat słyszę muzykę
Lotu, którego żadne nie prześcigną ptaki,
Czarująca bogini triumfu, o, Nike,
Co od wieków zdyszana lecisz z Samotraki!
Pośpiech potężnych skrzydeł twych powietrze chłoszcze,
Niosąc zwycięstwo, sław liście laurowe.
Nie pragnę ich. I temu jedynie zazdroszczę,
Dla którego w porywie swym straciłaś głowę.

A tutaj świetny tekst o tym rzeźbiarskim arcydziele.




Słowa Cycerona cytowane przez profesora Tatarkiewicza:

Ja jednakże mam to przekonanie, że w żadnym rodzaju nie ma rzeczy tak pięknej, iżby od niej nie była piękniejsza inna, która dla tamtej byłaby wzorem, jak oblicze dla wizerunku. Wzoru tego nie można postrzec wzrokiem ani słuchem, ani żadnym innym zmysłem, lecz obejmujemy go jedynie myślą i umysłem. A chociaż wśród posągów nie ma doskonalszego nad posąg Fidiasza, a wśród obrazów nad te, które wymieniłem, to jednak możemy myśleć o doskonalszym. Kiedy ów rzeźbiarz tworzył kształt Jowisza lub Minerwy, to na pewno nie patrzył na nikogo, do kogo by swe dzieło upodabniał, lecz w umyśle jego mieścił się pewien znakomity wzór piękna, na który patrząc i w którym zatopiony, naśladując go kierował swą sztuką i ręką. Tedy w kształtach i figurach jest coś doskonałego, do czego jako ujmowanego myślą wzoru odnosimy to, co podpada pod oczy… Platon, ten najpoważniejszy pisarz i nauczyciel nie tylko myślenia, ale także mówienia, nazywał te formy ideami i mówił, że są odwieczne i wieczne, w umyśle i rozumie zawarte.”

wtorek, 7 maja 2024

Wiosna i piękno

 030524

Mam wrażenie tracenia dnia gdy siedzę przy biurku a przez okno widzę słońce i błękit nieba. Przez cztery dni wstrzymywały mnie obowiązki, piątego dnia wreszcie pojechałem na swoje kolejne rendez-vous z wiosną.

 Dzień dobry, wiosno! Dzień dobry dniu!

Odwiedziłem jedną z moich przyjaciółek, brzozę rosnącą samotnie pod szczytem sporego wzgórza. Widać ją z daleka, a i ona patrzy w rozległą i urokliwą dal. Już kilka razy uznawałem różne miejsca jako najpiękniejsze na Roztoczu, chyba nie potrafię wskazać jednego zwycięscy, niech więc wiele miejsc, jak najwięcej, będzie najpiękniejszych.


 


Roztoczańskie doły są z reguły zarośnięte lasami, a i zwykłymi chaszczami też, zdarzają się jednak wyjątki, jak Kalinowy Dół z polami na zboczach.

Pozwolę sobie na jeszcze jeden powrót do nazewnictwa. Co jest dołem, to wiemy, natomiast słowo „wąwóz” jest powszechnie stosowaną (przeze mnie i nie tylko) nazwą zbiorczą różnych formacji geologicznych. 

Na rysunku zamieściłem przekrój (kolejno od góry) wąwozu, jaru, parowu i doliny. Mają one jedną cechę wspólną, mianowicie są formą wydłużoną, w przeciwieństwie do dołu. Oczywiście jest mnóstwo form pośrednich, kłopotliwych w precyzyjnym zakwalifikowaniu, więc nam, amatorom, trudno dociec co jest czym, ale i nie ma takiej konieczności. Wracając do tematu: Kalinowy Dół ma kształt doliny, a o jego (jej) urodzie niech świadczą te zdjęcia.




 Na mapie ponownie znalazłem zalesione miejsce nazwane Kamienny Dół, i oczywiście poszedłem zobaczyć kamienie tego dołu. Nie znalazłem żadnych, ale widziałem jedne z najładniejszych parowów roztoczańskich. Samo wejście robi niemałe wrażenie: na dworze gorąco i bardzo jasno, a już kilka kroków za pierwszymi drzewami czuje się miły chłód, wilgoć i głęboki cień, miejscami nawet półmrok. Gdy po chwili oczy się przyzwyczają, gdy poczuję na sobie orzeźwiający chłód, zobaczę szare i gładkie pnie buków, a wysoko nad głową zwarte i zielone sklepienie, często mam poczucie wejścia w sferę sacrum – jakbym w wielkiej nawie bazyliki się znalazł i patrzył na oszałamiające bogactwo zdobień.






 Trudno opisać zapach tych miejsc; jesienią przypomina aromat opadłych liści i grzybów, teraz… nie wiem, co. Po prostu zielony zapach gęstego lasu liściastego. Dodam jeszcze uwagę: ten mikroklimat nie jest skutkiem wyłącznie zacienienia; same drzewa aktywnie go tworzą i utrzymują ponieważ jest dla nich korzystny.

Dno tych dzisiaj poznanych dołów vel parowów vel wąwozów jest dość równe i niezakrzaczone, więc idzie się wygodnie, można podnieść głowę i podziwiać różnorodność kształtów ścian i rosnące tam buki ze splątanymi koronami. Oddycha się lżej niż na polach, powietrze wciąga się do płuc swobodnie i z przyjemnością. Widnokrąg jest zawsze blisko, nierzadko w odległości ledwie kilkunastu kroków, i nigdy nie wiadomo, co się zobaczy za zakrętem. Ta niewiedza budzi ciekawość tym większą, im wygodniej się idzie. Oczywiście jak zawsze w takich miejscach od głównego wąwozu odchodzą boczne. Akurat w tych dołach były krótkie i pnące się ku górze, z jasnymi plamami sugerującymi otwarte przestrzenie, ale niemało jest na Roztoczu zdebrz, w których od głównego wąwozu odchodzą długie boczne, a te dalej dzielą się na kolejne splątane doły tworzące istne labirynty. Parę razy już tak miałem, że drapałem się po stromym zboczu w nadziei wyjścia na otwartą przestrzeń, na szczycie okazywało się, że stoję na wąskiej grzędzie, a za nią jest kolejny wąwóz.

Po raz pierwszy w tym roku widziałem jaskółkę, parokrotnie słyszałem wilgę. Pierwsza ptaszyna jest mistrzynią lotu, druga najpiękniejszy ma głos. Sylwetka i lot jaskółki są wdziękiem i radością, uosobieniem słonecznych przestrzeni; głos wilgi przywołuje obrazy ciepłych letnich dni, zapachów lasu i nagrzanej ziemi zmoczonej deszczem.


Udało mi się zrobić dość wyraźne zdjęcie kępie gwiazdnic wielkokwiatowych. Zwracam uwagę na kwiaty tej rośliny od wielu lat, są w moich oczach najpiękniejsze spośród polnych kwiatów. Oczywiście do chwili, w której inne kwiaty pól uznam za ładniejsze, niech mi wybaczą moją niestałość w ocenach. Niżej wklejam moje pierwsze (opisane) spotkanie z gwiazdnicami sprzed, sprawdziłem, siedemnastu lat.

* * *

Nie miałem pojęcia o nazwie tych kwiatów, były z tych bezimiennych, maleńkich kwiatków, jakich dziesiątki gatunków rośnie wszędzie, i jeśli tylko zechce się je zauważyć, odwdzięczą się szczodrze pokazując nam królewską urodę swojego kwitnienia. Te miały po pięć białych płatków, a każdy z nich był głęboko nacięty, jakby to były dwa bliźniaki przytulone do siebie; wzdłuż płatków biegł ciemniejszy deseń – szybkie a pewne muśnięcie pędzlem artysty. Cudny łuk wychylenia na zewnątrz tworzył kształt głębokiego kielicha o idealnych proporcjach, a z jego dna wyrastała piętrowa, misterna konstrukcja wąsików zakończonych maleńkimi kuleczkami. Rozejrzałem się i zobaczyłem wokół siebie setki takich kwiatów.

Zerwałem jeden i obracając w palcach podziwiałem jego kształt, a pamięć podsuwała wspomnienia wielu innych, równie wdzięcznych kształtów. Po co to piękno? Poczułem w sobie coś podobnego do bezradności. Kwiat oglądany z boku prezentował ten swój idealny łuk rozchylonego kielicha jakby się otwierał na spojrzenia... Ależ tak! Kielichowy kształt kwiatu jest jego chwaleniem się i wołaniem: spójrz na mnie, zobacz, jaki jestem piękny!

Dla kogo Natura jest tak rozrzutna? Dla ludzi? Dla owadów? Czy w swoim działaniu Natura kieruje się zmysłem estetycznym? Czy swoją estetykę dzielimy w jakiejś mierze z owadami?

Już sam fakt istnienia zapachów jest intrygujący, ale w połączeniu z kolorami zadziwia.

Zapach i kolor kwiatów mają przyciągnąć zapylające je owady – wiadomo, ale czyż nie jest dziwne podobieństwo, niemal identyczność, reagowania owadów i nas, ludzi? To, co pachnie pszczołom, pachnie i nam! A kształty? Kwiaty mają piękne kształty. Dlaczego?

* * *

Do dzisiaj nie wiem, dlaczego kwiaty mają piękne kształty, ale na szczęście ta niewiedza nie przeszkadza w ich podziwianiu.

Poczytuję dzieło trudne, ale pełne ciekawych a nawet odkrywczych myśli i spostrzeżeń, mianowicie Historię estetyki Władysława Tatarkiewicza.

Skoro tematem tego wielkiego dzieła jest estetyka, to i o pięknie jest w nim wiele. Zapewne kiedyś wybiorę więcej cytatów i opublikuję tutaj, teraz tylko dwie myśli Cycerona, znanego Rzymianina, który nie tylko mówcą był, ale i filozofem zajmującym się pięknem.

„Przemyślności natury nie dorówna żadna sztuka, żadna ręka, żaden wykonawca, gdy będzie chciał ją naśladować.”

„Sprawy piękna łatwiej jest zrozumieć niż wytłumaczyć.”

Tę myśl ująłbym nieco inaczej: piękno łatwiej jest dostrzec i przeżyć niż zrozumieć, a tym bardziej wytłumaczyć.


Obrazki ze szlaku

 Dzisiaj zaczęło się dla mnie kwitnienie głogów. Na zdjęciu pierwsze widziane w tym roku kwiaty głogu.


 W jednym z wąwozów widziałem potężną topolę. Próbowałem tak ją sfotografować, aby widać było rozmiary jej pnia, ale przy skrajnie dużych różnicach oświetlenia, a takie tam są, trudno o dobrą fotografię. Dla porównania postawiłem kije, mają wysokość 110 cm.

 Czereśnie nadal się spieszą. Spore są już zielone kulki ich owoców. W przyszłym miesiącu zacznę czereśniowe uczty!

 Zielonozłoty stwór na kwiecie jarzębu.




 Polne drogi, moja miłość. Krótkie jest moje nasycenie nimi, długa tęsknota.

Trasa: drogi i bezdroża na południe od Otrocza i Tokar na zachodnim Roztoczu.

Statystyka: prawie 19 kilometrów przeszedłem w czasie 6,5 godziny, a na szlaku byłem 11,5 godziny. Łączna wysokość podejść wyniosła 650 metrów.