Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piękno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piękno. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 stycznia 2026

Estetyka starożytna

 

W wietrznych falach twych wiotkich szat słyszę muzykę
Lotu, którego żadne nie prześcigną ptaki,
Czarująca bogini triumfu, o, Nike,
Co od wieków zdyszana lecisz z Samotraki!
Pośpiech potężnych skrzydeł twych powietrze chłoszcze,
Niosąc zwycięstwo, sław liście laurowe.
Nie pragnę ich. I temu jedynie zazdroszczę,
Dla którego w porywie swym straciłaś głowę.

Leopold Staff

 Nike z Samotraki. Zdjęcie skopiowałem z tej strony

Przeczytałem pierwszy tom „Historii estetyki” Władysława Tatarkiewicza. Właściwie nie powinienem pisać o przeczytaniu, ponieważ to dzieło towarzyszy mi od lat i nadal ten opasły tom będzie leżał w zasięgu ręki – podobnie jak wiele innych książek do których wracam.

Pisałem już na blogu o Historii estetyki, ale czuję potrzebę powrotu, a temat daleki jest od wyczerpania.

Władysław Tatarkiewicz był starożytnikiem, filozofem, etykiem, historykiem sztuki, prawnikiem, poliglotą. Zebrał wszystkie możliwe tytuły naukowe, wykładał na wielu uniwersytetach. Był wybitnym znawcą tak wielu dziedzin nauki, że tylko tytan pracy i intelektu mógł posiąść taki ogrom wiedzy. Profesor był tytanem.

Jego książka daje wyobrażenie o drogach słów i pojęć, o rodzeniu się i dojrzewaniu idei i definicji, o tworzeniu nowych dziedzin nauk humanistycznych, o zmianach w pojmowaniu sztuki, o jej roli w życiu człowieka i społeczeństw. Definicje, normy, oceny, podziały, które dla nas wydają się być naturalnymi, łatwymi do pojęcia, niemal odruchowymi, okazują się być skutkami wieków rozmyślań, dyskusji i przemian. Właśnie możliwość poznawania tych metamorfoz jest dla mnie wielką zaletą tego dzieła, obok, oczywiście, perełek myśli i wypowiedzi starożytnych mistrzów.

Zapraszam do lektury wybranych (spośród bardzo licznych jakże wartościowych) cytatów z dzieła Profesora.

Dla porządku zaznaczę, że pominąłem numerację stron oraz starogrecką pisownię wyrazów. Cytaty ujęte są w znaki >> <<. Wszystkie słowa poza tymi znakami są moje. Aby nie rozpisywać się zbytnio, dodałem linki do stron opisujących wymienianych ludzi lub tłumaczących znaczenie słów. Znakami (…) zaznaczyłem miejsca skrótów poczynionych przeze mnie. Pogrubienia liter są moje.

* * * *

Podążanie za znaczeniem słów

>>POJĘCIE PIĘKNA. Przede wszystkim wyraz „kalon”, którym posługiwali się Grecy i który tłumaczymy jako „piękno”, miał sens odmienny od tego, w jakim zwykło dziś się ten wyraz rozumieć. Oznaczał bowiem wszystko to, co się podoba, pociąga, budzi uznanie. Zakres jego był więc szerszy. Oznaczał wprawdzie i to, co się podoba oczom i uszom, co się podoba ze względu na swój kształt czy budowę, ale oznaczał także wiele innych rzeczy, które podobają się na inny sposób i dla innych względów, obejmował widoki i dźwięki, ale także cechy charakteru, w których dzisiejszy człowiek widzi wartości innego rodzaju i jeśli je nazywa „pięknymi”, to z świadomością, że wyrazu używa przenośnie. Świadectwem, jak Grecy pojmowali piękno, jest znane orzeczenie wyroczni delfickiej, że „najpiękniejsze jest to, co najsprawiedliwsze”. Z tego szerokiego i ogólnikowego pojęcia piękna, jakiego potocznie używali Grecy, wytworzyło się, ale dopiero z czasem, powoli i z trudem, węższe, bardziej określone pojęcie piękna estetycznego.<<

>>Wdzięk nazywa się po grecku charis, i tym samym imieniem Charyt Grecy nazywali Gracje. Czar i wdzięk: było to pojęcie ważne dla historii estetyki; z wszystkich używanych podówczas były może najbliższe temu, co dziś nazywa się pięknem.<<

>>Słownictwo greckie może wprowadzić w błąd, gdyż były w użyciu te same co dziś terminy, takie jak poezja, muzyka, architektura. Miały wszakże dla Greków inne znaczenie niż to, jakie uzyskały po wiekach. „Poiesis” – robić, oznaczała pierwotnie wszelką produkcję, a „poietes” – wszelkiego wytwórcę, a nie tylko twórcę wierszy; zwężenie znaczenia przyszło później. „Musike”, (czyli – dop. KG) pochodząca od muz, oznaczała wszelką czynność, której muzy patronują, nie tylko sztukę dźwięków; „musikos” nazywano każdego wykształconego człowieka. „Architekton” był naczelnym kierownikiem produkcji; „architektonike” oznaczała ogólnie „naczelną sztukę”. Dopiero z czasem terminy te – oznaczające „produkcję”, „wykształcenie”, „naczelną sztukę” – uległy zwężeniu i zaczęły oznaczać poezję, muzykę, architekturę.<<

* * * *

Estetyka Arystotelesa

>>Jego definicja piękna znajduje się w Retoryce. Tę dość zawiłą definicję można w uproszczonej formie przedstawić tak: Pięknem jest to, co samo przez się jest cenne, a zarazem dla nas przyjemne. Określił więc piękno dwiema właściwościami. Po pierwsze, jako to, co jest cenione samo przez się, a zatem nie dla pożytku, jaki daje; co wartość ma w sobie, a nie w skutkach. Po wtóre zaś, jako to, co zarazem dostarcza przyjemności, a zatem nie tylko posiada wartość, ale tą wartością przemawia do nas, ciesz nas, budzi radość czy podziw. (…) Myśl Arystotelesa można także przedstawić tak: każde piękno jest dobrem, ale nie każde dobro jest pięknem; każde piękno jest przyjemnością, ale nie każda przyjemność jest pięknem, pięknem jest tylko to, co jest zarazem dobrem i przyjemnością. Nic dziwnego, że miał je za rzecz cenną. Piękno łączy się z przyjemnością. Natomiast różni się od pożytku, bo wartość piękna tkwi w nim samym, a wartość pożytku w skutkach.<<

>>To, co Arystoteles mówił o pięknie, dotyczyło przeważnie – rzecz naturalna u Greka – piękna szeroko pojmowanego, nie tyko estetycznego. Dla piękna swoiście estetycznego nie miał oddzielnego terminu.<<

>>Ale biograf greckich filozofów, Laertios Diogenes, zanotował takie jego powiedzenie: Jedynie ślepy może pytać, dlaczego staramy się obcować z tym, co piękne. Sens tego powiedzenia nie może być wątpliwy: skoro w pojęciu piękna leży, że jest dobrem i sprawia przyjemność, to jest naturalne, iż jest cenione, tłumaczyć tego nie trzeba.<<

>>Kontemplacja jest też, jak się zdaje, jedyną rzeczą, którą się miłuje dla niej samej; bo nic innego nie rodzi się z niej prócz samej kontemplacji, z czynności zaś praktycznych usiłujemy w mniejszym lub większym stopniu wysnuć jeszcze jakąś korzyść poza samą odnośną czynnością.<<

>>Podobizny rzeczy oglądamy z przyjemnością, dlatego że jednocześnie widzimy sztukę, która je stworzyła, np. sztukę malarską lub rzeźbiarską, ale czyż z większą przyjemnością nie będziemy oglądać samych rzeczy naturalnych, w których możemy dostrzec przyczyny?… We wszystkich tworach natury tkwi coś cudownego.<<

>>Jestem tego zdania, że muzykę należy uprawiać nie dla jednego, a dla wielu pożytecznych celów, bo dla i wykształcenia, i dla duchowego oczyszczenia… po trzecie zaś i dla wypełnienia czasu dopoczynku, dla odprężenia i wytchnienia po pracy<<

W innym miejscu Profesor tak opisuje pogląd Arystotelesa na muzykę, ale przecież i szerzej, na sztukę:

>>W przeciwieństwie do dawnych jednostronnych poglądów na muzykę, założeniem poglądu Arystotelesa było, iż ma ona więcej niż jeden cel: służy oczyszczaniu i leczeniu uczuć, doskonaleniu moralnemu, kształceniu umysłu, odpoczynkowi, potrzebom życiowym, zwykłej rozrywce i przyjemności, a wreszcie i nade wszystko – wczasom, a przez nie godnemu człowieka i uszczęśliwiającemu życiu.<<

Jak pisałem w poprzednim tekście, dla Greków owe wczasy znaczyły coś zupełnie innego niż dla nas.

U nich wyraz tłumaczony przez Profesora jako wczasy znaczył „rozrywkę w najszlachetniejszym słowa znaczeniu, łączącej przyjemność z pięknem moralnym, dającą szczęście”, a teraz nawet nie mamy słowa mającego podobne znaczenie.

Nie tylko tego; właśnie przyszło mi głowy drugie słowo stworzone przez Greków, które obecnie możemy jedynie opisem przetłumaczyć: kalokagatia – harmonijne połączenie estetyki, etyki i moralności, czyli piękna i dobra. Nie mamy, ponieważ teraz nikt nie łączy sztuki, przyjemności, piękna, moralności i szczęścia w jedną całość z dobrem.

Powtórzę tutaj raz jeszcze słowa Autora, ponieważ odnoszą się nie tylko do powyższego cytatu, ale i do naszych czasów, zwłaszcza ostatnich dziesięcioleci:

>>Ponieważ poprzestawali na małym, więc wielu było wśród nich ludzi wolnych od trosk materialnych, mogących – jeśli nie tworzyć sztukę, to cieszyć się nią.<<

* * * *

Posumowanie epoki helleńskiej czyli klasycznej, przed wielkimi przemianami związanymi z podbojami Aleksandra Wielkiego.

>>Archaiczna i klasyczna estetyka Greków była niepodobna do naszej, ale także do takiej, jakiej byśmy oczekiwali w zaraniu dziejów. Była pierwszą, przynajmniej w Europie, spisaną teorią sztuki, a nie była ani prosta ani taka, jaką późniejsi uważają za naturalną i pierwotną. Po pierwsze, zaledwie wspominała o pięknie. Gdy ówcześni Grecy mówili o nim, to prawie wyłącznie z sensie etycznym, nie estetycznym. Jest to tym szczególniejsze, że estetyka ta powstała w kraju i czasie, który tyle piękna stworzył. Wiązała sztukę z dobrem, prawdą i pożytkiem ściślej niż z pięknem. Pojęcia sztuk „pięknych” nie posiadała.<<

>>Po trzecie, klasyczna teoria sztuki nie łączyła jej z twórczością. Jest to tym szczególniejsze, że była teorią Greków, których zdolności twórcze były tak wielkie. Na czynnik twórczy w swej sztuce mało zwracali uwagi i mało go cenili. Pochodziło to stąd, że byli przekonani, że światem rządzą wieczyste prawa i że sztuka musi ich przestrzegać, nie zaś wymyślać prawa własne. Że jest ona odkrywaniem, a nie tworzeniem właściwych rzeczom form. Dlatego też nie cenili nowości w sztuce, choć tyle nowego do sztuki wnieśli. Sądzili, że to, co w niej i co w ogóle w życiu jest dobre i właściwe, to jest wieczne, jeśli więc sztuka stosuje formy nowe, odmienne, odrębne, to jest raczej sygnałem, że weszła na fałszywą drogę.<<

>>Dopiero wraz z przekształceniem się kultury helleńskiej z hellenistyczną przekonania klasycznej estetyki zaczęły ustępować miejsca nowym, zbliżać się do nowożytnych. Wtedy nastąpiło wysunięcie na pierwszy plan twórczości w sztuce i zrozumienie związku między sztuką a pięknem, a także wiele innych zmian: przesunięcie punktu ciężkości teorii sztuki z myśli na wyobraźnię, z wrażeń na idee, z reguł na zdolności osobiste artysty.<<

* * * *

O cechach sztuki hellenistycznej. Zamieszczam je dla pokazania zmian w postrzeganiu sztuki, estetyki, twórców, w stosunku do epoki klasycznej; jej znaczne podobieństwo, a często tożsamość, z naszymi obecnymi poglądami. Są to fragmenty rozdziału podsumowującego epokę hellenistyczną.

>>NOWY POGLĄD NA ARTYSTĘ

A. Istotą pracy artysty jest wyobraźnia. Dla malarza i rzeźbiarza nie jest mniej ważna niż dla poety. Filostrat pisał, że wyobraźnia jest mądrzejsza od naśladowania, bo przedstawia to, czego nie widziała, a naśladowanie wyłącznie widziane. Myśl maluje i rzeźbi lepiej od rzemieślniczego kunsztu. Pochwała wyobraźni nie była bynajmniej wezwaniem, aby sztuka odbiegała od prawdy; przeciwnie, wyobraźnia, swobodnie dobierając i zespalając motywy, tym skuteczniej może oddać prawdę. (…)

B. Istotna dla artysty jest myśl, wiedza, mądrość. Bo może i powinien przedstawiać nie tylko powierzchnię rzeczy, ale ich cechy najgłębsze. Dion pisał, że dobry rzeźbiarz w posągu bóstwa oddaje całą bóstwa energię i moc. A Filostrat – że Fidiasz, zanim wyrzeźbił Zeusa „wraz z niebem i gwiazdami”, musiał oddawać się kontemplacji świata, tyle w tym posągu jest zrozumienia dla natury świata; takie pojmowanie artysty zbliżało go do filozofa.

C. Istotna jest dla artysty idea. Tworzy on według idei, jaką ma w umyśle. „W formach i figurach jest cos doskonałego, a ideę tej doskonałości mamy w umyśle” – pisał Cyceron. Fidiasz (…) stworzył Zeusa nie wedle natury, lecz wedle idei, jaką miał w sobie. (…)

Termin i pierwotna koncepcja idei były platońskie, ale pisarze hellenistyczni zachowali tylko termin, a przekształcili koncepcję. Dla Platona idea była bytem istniejącym poza człowiekiem i światem, bytem wiecznym i niezmiennym, niedostępnym zmysłom, ale ujmowanym przez pojęcia. Dla Cycerona zaś (...) z transcendentalnej idei stała się wyobrażeniem w umyśle artysty. (…)

D. Jakkolwiek doniosła jest dla artysty znajomość reguł sztuki, to jednak reguły same nie wystarczą, potrzebne są mu ponadto osobiste zdolności. I to nieprzeciętne. Pojęcie, jakie hellenizm miał o wielkich artystach, zbliżało się już do tego, co czasy nowe nazwały – geniuszem. (…)

Ale nawet geniusz nie wystarczał hellenistycznym pisarzom do wytłumaczenia wielkiej sztuki: potrzebne artyście jest też natchnienie. Tworzy on w „entuzjazmie”, w stanie natchnienia. (…) Dale wielu z tych, co pisali teraz o sztuce, natchnienie nie było (jak kiedyś dla Demokryta) stanem przyrodzonym, lecz nadprzyrodzonym, wyrazem interwencji bogów. (…)

E. W rzeczach sztuki tylko artysta jest prawodawcą. W wielkich artystach, w szczególności w Fidiaszu, widziano nie tylko twórcę własnego dzieła, lecz także prawodawcę (legum lator), który wpływa na przyszłe dzieła i poglądy, na następne pokolenia. Bogów znamy w takiej postaci, jaką im nadali malarze i rzeźbiarze, powiada Cyceron.

NOWY POGLĄD NA DZIEŁO SZTUKI

A. W nowym rozumieniu dzieło sztuki było tworem duchowym, a nie czysto ręcznym. Wenus Knidyjska, jak pisał Lukian, była tylko kamieniem, zanim myśl artysty zrobiła z niego boginię. (…) Dlatego sztuka jest czymś więcej niż przyjemnością i ozdobą życia, bo dowodem ludzkiej godności, argumentum humanitaris. To jej, jak dowodził Dion, Grecy zawdzięczali swą wyższość nad barbarzyńcami.

B. Dzieło sztuki jest tworem indywidualnym, nie produktem rutyny. Dlatego zdolne jest zarówno przedstawiać, jak i wyrażać indywidualne przeżycia. Kwintylian twierdził, że malarstwo zdolne jest wnikać w najbardziej osobiste uczucia, niekiedy nawet przewyższa pod tym względem poezję.

C. Dzieło sztuki jest tworem wolnym. Nie jest związane z naśladowaniem rzeczywistości, jest autonomiczne w stosunku do niej. Nie jest kopią przyrody, ale jej rywalem, jak wywodził Kallistrat. Lukian pisał o poezji, że ma „wolność nieograniczoną i posiada jedno tylko prawo: wyobraźnię poety”; o plastyce powiedziałby to samo. Także Horacy powiada, że malarze mają równe z poetami prawo do wolności.

D. Dzieło sztuki poprzez rzeczy widzialne przestawia niewidzialne, duchowe. Dion Chryzostom: sztuka przedstawia ciało tak, że w nim rozpoznajemy ducha.

E. Te wielkie dzieła nie tylko cieszą oczy, ale każą pracować myśli. Potrzebny jest wobec nich widz, co „trwając w kontemplacji, będzie się starał wzrok zastąpić myślą”. Ale też na to, aby je podziwiać, trzeba kontemplacji, wczasów, ciszy. (…) W przeciwieństwie do tych dawniejszych autorów, którzy sądzili, że sztuka działa uspokajająco, kiełzna namiętności, w czasach hellenistycznych przeważa pogląd, że jej działanie jest gwałtowne, podniecające, porywające. Dion sądził, że istotne jest w nich „wzruszenie”. O przeżywaniu działa sztuki, jak mówił Dionizjos, stanowi nie rozumienie, lecz uczucie i irracjonalne, zmysłowe wrażenie.<<


niedziela, 5 października 2025

Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina

 051025

Drugiego października rozpoczął się XIX Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina.

Jego organizatorem jest Narodowy Instytut Fryderyka Chopina; tutaj jest oficjalna strona konkursu.

Wydarzenie bez precedensu z kilku powodów. Jest jednym z najstarszych konkursów muzycznych, jego repertuar składa się wyłącznie z muzyki Chopina i ma największą renomę w świecie muzycznym. Wiele krajów ma swoje marki światowej sławy, my, Polacy, mamy tylko jedną: właśnie ten konkurs.

Sam fakt zakwalifikowania pianisty do konkursu świadczy o jego wysokich umiejętnościach artystycznych, a wygrana otwiera wrota najsławniejszych sal koncertowych na świecie; jest początkiem wielkiej kariery muzycznej. Powinniśmy pamiętać o tym fakcie i być dumni z pozycji naszego konkursu.

Piękno muzyki Chopina i mistrzowski artyzm, najwyższe z możliwych wysublimowanie ludzkich umiejętności – oto cechy, które mnie pociągają, a nawet fascynują, w tym konkursie. Jest i druga strona, z biegiem lat odczuwana coraz silniej: to świadomość przebywania w skrajnej odległości od brudów tego świata, od polityki, wojen i mamony. Słuchanie uczestników konkursu umożliwia wyobrażenie sobie, jak mógłby wyglądać świat bez naszych złych cech i bez polityków. Świat piękna i w piękno zasłuchany, a przy tym niepozbawiony cech klasycznie ludzkich – współzawodnictwa i dążenia do zwycięstwa.

Celem sztuki jest stworzenie muzyki, obrazu, rzeźby czy poezji tak, aby zawrzeć w nich swój świat: jego emocje, uczucia, pojmowanie piękna, ale w taki sposób, aby to wszystko mogło być odebrane i przeżyte przez odbiorcę. Tyle jest światów, ilu jest ludzi, a bywają one tak odmienne, że są nieprzetłumaczalne, nieprzyswajalne przez innych. Sztuka to umożliwia, czego dowodem jest duża ilość Azjatów wśród uczestników konkursu.

Połowa, a może nawet większość, z ponad osiemdziesięciorga pianistów jest narodowości chińskiej. Fakt ten nie tylko świadczy o uniwersalnym języku sztuki, ale i potwierdza fakt przesuwania się centrum cywilizacji na Wschód. To jednak, co tutaj ważniejsze i co potwierdza ponadnarodową i ponadkulturową wartość muzyki Chopina, to fakt, że ci młodzi ludzie, wychowani w krajach o odmiennej kulturze i historii, rozumieją tę muzykę. Ona do nich przemawia, a tym samym ma zdolność jednoczenia Zachodu ze Wschodem ponad wszystkimi podziałami.

Na kanale TVP Kultura transmisje są na żywo, codziennie od godziny 10 do 22. Serdecznie namawiam.

>>(...) umysł ludzki reaguje najmocniej i najgłębiej właśnie na piękno. W istocie, wszystko, co tu usiłowałem powiedzieć, można zwięźle wyrazić w dwóch łacińskich aforyzmach:

Simplex sigillum veri – Prostota to znak prawdy.

Pulchritudo splendor veritatis – Piękno splendorem prawdy.<<

Cytat z „Prawdy i piękna” autorstwa B. S. Prabhupady

 Ciekawostka dotycząca nut.

Otóż uczestnik konkursu musi znać na pamięć cały swój program. Szacunkowy jego czas, o ile pianista zakwalifikuje się do finału, to około 2,5 godziny grania. Jeśli przyjąć średnie tempo na poziomie 5 uderzeń w klawisze na sekundę (taką informację znalazłem w internecie), czyli 300 na minutę, okaże się, że cały program zawiera kilkadziesiąt tysięcy nut. Pianista nie tylko musi je pamiętać, co wbrew pozorom wydaje się najłatwiejsze, ale i dobrze, czyli z artyzmem, zagrać. Dziesięć palców, kilka dźwięków na sekundę, a uderzyć w klawisz można na bardzo wiele sposobów...

Kiedyś, może dwadzieścia lat temu, kupiłem książkę z monetą poświęconą Chopinowi, wydaną przez... Mennicę Polską. Niżej zamieszczam tekst z tej książki piórem Ireny Poniatowskiej. Szczególnej uwadze polecam ostatni akapit.

>>Fryderyk przyszedł na świat w mazowieckiej wsi – Żelazowej Woli. Według tradycji rodzinnej, jak i deklaracji członkowskiej złożonej przez samego Chopina dla Polskiego Towarzystwa Literackiego w Paryżu w 1833 roku, data jego urodzin to dzień 1 marca 1810 roku, według aktu chrztu w kościele w Brochowie zaś – 22 lutego 1830 roku. Matką artysty była zubożała szlachcianka, rezydentka na dworze hrabiów Skarbków w Żelazowej Woli – Justyna Krzyżanowska, ojcem zaś Francuz Mikołaj Chopin, pochodzący z Marainville (Lotaryngia), który przybył do Polski wraz z rodziną Weydlichów.

Od najmłodszych lat Fryderyk przejawiał zdolności w wielu kierunkach. Był znakomitym rysownikiem, karykaturzystą, aktorem, świetnie władał piórem, o czym świadczy m.in. “Kurier Szafarski”, korespondencja przesyłana w 1824 roku do domu z wakacji w formie parodii “Kuriera Warszawskiego”. Najsilniej jednak pokochał muzykę, w której arkana najpierw wprowadzała go matka i siostra Ludwika, następnie nauczyciel Wojciech Żywny, a w Szkole Głównej Muzyki – profesor Józef Elsner. W wieku 7 lat miał już za swoim koncie pierwszy wydany drukiem utwór, Polonez g-moll. Nazwany polskim Mozartem, już od wczesnych lat koncertował w salonach arystokratycznych i mieszczańskich, w czasie wakacji zaś, spędzanych w różnych regionach, poznawał folklor polski. Ukończył studia w wieku 19 lat z oceną Elsnera “szczególna zdatność, geniusz muzyczny”.

W okresie warszawskim Chopin zaczerpnął to wszystko, co najlepsze, najbardziej cenne z myśli literackiej, patriotycznej i muzycznej doby sentymentalizmu i budzącego się romantyzmu. Jako profesjonalny artysta debiutował w Wiedniu w 1829 roku. Komponował polonezy, mazurki, następnie utwory na fortepian z orkiestrą, m.in.: Wariacje B-dur op.2 na temat z Don Juana Mozarta, Fantazję na tematy polskie A-dur, dwa koncerty: f-moll i e-moll, Rondo a la Krakowiak F-dur, Trio g-moll. Kompozycje tego okresu charakteryzuje wpływ stylu brillant i nawiązania do elementów ludowych. Przejawiają już one niezwykły geniusz muzyczny artysty i twórczą indywidualność. Przełom stylistyczny odzwierciedlają m.in. etiudy, których dwa cykle wydane w latach 30. XIX wieku zostały przyjęte jako arcydzieła gatunku.

Chopin opuścił kraj przed wybuchem Powstania Listopadowego. Polska stała się dla niego krystalicznym wspomnieniem młodości, przyjaźni, ciepła domu rodzinnego. Tak pisał z Wiednia w czasie pierwszych, samotnych świąt Bożego Narodzenia 1830 roku: “czułem więcej niżeli kiedy osierociałość moją”. Ubolewał, że nie mógł wziąć czynnego udziału w powstaniu, że mógł tylko “boleć”, “rozpaczać”, “piorunować” na fortepianie. Po pobycie w Wiedniu udał się w dalszą podróż, która doprowadziła go do Paryża, gdzie pozostał do końca życia. Po wielu sukcesach w kulturalnej stolicy Europy, przez kilka lat prowadził życie cenionego pianisty, by poświęcić się prawie wyłącznie kompozycji i pedagogice.

Chętnie grywał w salonach, w towarzystwie przyjaciół, na spotkaniach rodaków, niekiedy improwizował. Jego koncerty były wielkimi wydarzeniami dla znawców. W odróżnieniu od uznanych mistrzów pianistyki, takich jak Ferenc Liszt, Sigismond Thalberg, Ignaz Moscheles, Friedrich Kalkbrenner, którzy epatowali wirtuozerią, Chopin grał z melancholijną elegancją, z marzycielskim wdziękiem i z niezwykłą delikatnością. Wyrażał tym najgłębsze emocje, przez co został okrzyknięty poetą fortepianu. Jego subtelne uderzenie było porównywane do “muśnięcia klawiszy skrzydłem anioła” (Teofil Gautier).

Romantyczna osobowość” Chopina oznaczała naturę introwertyczną, transponującą wrażenia w sferę idealną, duchową, tajemniczą głębię espaces imaginaires (przestrzeń wyobraźni), w której rodziły się pomysły twórcze. Jednocześnie obdarzony był wielkim temperamentem towarzyskim, błyskotliwym dowcipem zaprawionym ironią i arystokratycznymi manierami. Był człowiekiem, który z jednej strony przejawiał bezkompromisowość w sprawach sztuki, zdeklarowany samokrytycyzm, z drugie strony prezentował tradycjonalizm wartości, przywiązanie do rodziny, nostalgiczną tęsknotę za ojczyzną, a nawet – jak pisała George Sand – pewne “zasklepienie w katolickich dogmatach”, a więc uosabiał cechy na wskroś polskie.

Rozdarcie wewnętrzne artysty rzutowało na jego twórczość, w której przeplatały się ze sobą smutek, żal, rezygnacja, ale też ferment oraz bunt. Bunt, który ujawnił Chopin nie tylko w Etiudzie rewolucyjnej c-moll, w ostatnim Preludium d-moll op. 28, w dramatycznym Scherzu h-moll, ale też w osobistym notatniku, tzw. dzienniku stuttgarckim, w którym na wiadomość o upadku Powstania Listopadowego z młodzieńczą egzaltacją wyrzucał z siebie piekący ból. Świadomość zawieszenia między życiem codziennym a marzeniem o kraju i bliskich, między fantastyczną imaginacją muzyczną a zmaganiem się z jej idealnym wyrażeniem w zamkniętej formie, stała się dla Chopina rodzajem “trucizny” życia. Na końcu wyznawał, że już się smucić i cieszyć nie umie, “wyczułem się zupełnie – tylko wegetuję” albo “jestem sam, sam, sam, chociaż otoczony”. Pisał tak rok przed śmiercią, kiedy przybył do Anglii na pobyt wypełniony koncertami. W życiu Chopina jako artysty nadchodził ostatni przełom, choroba postępowała, coraz więcej potrzebował wyciszenia, koncentracji, nie lubił wielkich sal, anonimowej publiczności.

Były w życiu Chopina liczne wątki radosne: przyjaźnie z czasów młodości (z Tytusem Woyciechowskim, Julianem Fontaną), zażyłości paryskie (z Augustem Franchommem, Ferencem Lisztem, śpiewaczką Pauliną Viardot, Eugene Delacroix i in.). Były marzenia o miłości, najpierw platoniczne, jeszcze w Warszawie związane ze śpiewaczką Konstancją Gładkowską, później przynoszące rozczarowanie po nieudanych zaręczynach z Marią Wodzińską. Było uwielbienie i dozgonna przyjaźń z hrabiną Delfiną Potocką i wreszcie miłość spełniona z pisarką George Sand. W ciągu 9 lat trwania ich związku Chopin przebywał latem w jej posiadłości w Nohant, gdzie tworzył. Powstały tam wielkie dzieła – scherza, ballady, Fantazja f-moll, Barkarola Fis-dur, polonezy, sonaty, także mazurki, nokturny, walce i inne. Podczas pobytu z pisarką i jej dziećmi na Majorce ukończył cykl dwudziestu czterech Preludiów, aforystycznych wypowiedzi o niespotykanym bogactwie ekspresji.

Fryderyk całe życie pisał mazurki, są one poetyckim dziennikiem tęsknoty za krajem ojczystym, przetwarzają elementy polskich tańców: mazura, kujawiaka, oberka w oprawie oryginalnych, niepowtarzalnych środków harmonicznych i fakturalnych. Chopin miał niejako mazurka we krwi, wprowadzał rytmy mazurkowe także do pieśni, do Ronda a la Mazur F-dur, Poloneza fis-moll. Po młodzieńczych polonezach, późniejsze paryskie stały się poematami, monumentalnymi muzycznymi obrazami chwały i klęski narodu, wojowniczego, sarmackiego ducha (Polonez As-dur op. 53) i poetyckiej imaginacji (Polonez-fantazja As-dur).

Historia rodziny Chopinów w linii “po mieczu” zatoczyła koło, ojciec Mikołaj przybył do Polski jako młodzieniec, w Fryderyk w wieku 20 lat opuścił Polskę i zamieszkał we Francji, gdzie zmarł 17 października 1849 roku. Teraz, po 160 latach od śmierci i w 200 rocznicę urodzin, jego muzyka objęła cały świat, nie tylko ten europejski, zachodni, ale i kultury latynoskie, azjatyckie, nawet grupy etniczne w Afryce. Chopin niejednokrotnie czuł się samotny, bo jego fantazja wynosiła się w rejony niedostępne dla innych, jednak geniusz jego sztuki nie tylko budzi najwyższy podziw i zrozumienie, lecz wyzwala w słuchaczach stan poetycki pozwalający na głębsze odczuwanie egzystencji.



sobota, 19 lipca 2025

Rozmowa z maszyną, część druga

 130725


 Autorką zdjęcia jest Wioleta Sadowska.

Duch nie spadł z nieba. To fakt, któremu H. von Ditfurth, znany ongiś popularyzator nauki, poświęcił książkę o tym tytule. Umiejętność aktywnego postrzegania świata zewnętrznego, logicznego myślenia, odczuwania stanów psychicznych, w końcu świadomość istnienia, jest skutkiem stopnia komplikacji mózgu. Brzmi źle, budzi protest? Owszem, ale jest prawdą. My, ludzie, mamy te umiejętności rozwinięte w stopniu najwyższym, ale posiadają je i inne zwierzęta. Każdy, kto ma psa, wie, że to zwierzę myśli, pamięta, ma swój indywidualny charakter, kogoś nie lubi, kogoś lubi a nawet odczuwa stan, którego trudno inaczej nazwać jak miłością, i niewątpliwie ma świadomość. To, co najważniejsze w moim wywodzie, to brak barier, to płynność zmian. Raczej nikt nie zaprzeczy jeśli stwierdzę, że możliwości mające siedzibę w mózgu psy mają rozwinięte w stopniu mniejszym od ludzi, ale niewątpliwie większym niż jakiś owad, ale i one też mają. Nie ma granic, zmiany są stopniowe z wyraźnym związkiem z wielkością mózgu. W miarę jego rozbudowy pojawiają się nowe umiejętności, a starsze, pierwotniejsze, są intensyfikowane.

Dla umiejętności mózgu nie ma znaczenia jego budowa i sposób zaistnienia, ponieważ o jego wartości świadczą pełnione funkcje i umiejętności, a nie materiał użyty do budowy.

Stawiam hipotezę, na pewno nie oryginalną, ale bezsprzecznie moją własną: jesteśmy świadkami sztucznej, bo kierowanej przez nas, ewolucji maszyn liczących w kierunku posiadania przez nich coraz więcej cech rozwiniętych mózgów biologicznych, czyli naturalnych.

Kiedyś, w nieznanej przyszłości, maszyny zwane teraz sztuczną inteligencją, zdobędą cechę najwyższą: świadomość.

Jakie będą skutki tegoż? Nie wiem.

Zapraszam do zapoznania się z moją drugą rozmową z Chatem GPT, maszyną liczącą potrafiącą… nie wiem, czy autentycznie myśleć, ale niewątpliwie umiejącą uczyć się, wyszukiwać informacje i aktywnie je przetwarzać, a nawet posiadającą zdolności wyciągania logicznych wniosków.

* * *

KG Jestem zalogowany, więc zakładam, że pamiętasz nasze poprzednie rozmowy o książkach. Czy tak jest?

ChatGPT Nie do końca. Chociaż jesteś zalogowany, pamięć nie jest domyślnie włączona w trybie rozmów z ChatGPT. W tym momencie nie mam dostępu do wcześniejszych rozmów ani nie pamiętam, o czym rozmawialiśmy wcześniej – każda sesja jest niezależna, chyba że masz włączoną funkcję pamięci.

Jeśli chcesz, żebym zapamiętywał Twoje preferencje, np. ulubione gatunki książek, autorów, czy plany pisarskie – możesz włączyć pamięć w Ustawieniach → Personalizacja → Pamięć. Gdy to zrobisz, dam Ci znać, kiedy coś zapamiętam lub zapomnę.

Chcesz, żebym teraz pomógł Ci z czymś związanym z książkami – np. przypomniał coś konkretnego lub doradził coś nowego?

KG Później postaram się zmienić ustawienia. Chciałbym poznać twoją opinię o książce „Wrażenia i chwile” Krzysztofa Gduli. Jej treść nie jest dostępna w internecie. Czy mogę wysłać do ciebie książkę w formie pliku PDF?

ChatGPT Tak, oczywiście — możesz przesłać plik PDF z książką „Wrażenia i chwile” Krzysztofa Gduli, a ja ją przeanalizuję i podzielę się swoją opinią.

Po otrzymaniu pliku mogę m.in.:

  • streścić książkę (całość lub wybrane rozdziały),

  • ocenić styl, język i strukturę,

  • zinterpretować motywy lub tematykę,

  • wskazać najmocniejsze i najsłabsze elementy,

  • porównać z innymi dziełami, jeśli zechcesz.

Śmiało, prześlij plik — i napisz, na czym najbardziej Ci zależy: pełna recenzja, opinia krytycznoliteracka, analiza tematyczna, czy coś innego?

KG Proszę o opinię krytycznoliteracką. Twoją, bez sugerowania się recenzjami znalezionymi w internecie. Dobrze? Ale chwila! Nie wiem, jak wysłać plik książki. Napisz, jak to zrobić.

ChatGPT Po prostu przeciągnij i upuść plik PDF do tego okna czatu.

Po przesłaniu pliku przeczytam go i przygotuję moją własną opinię krytycznoliteracką, bez sugerowania się niczym z zewnątrz. Jeśli książka jest bardzo obszerna, mogę pracować etapami lub skupić się na wybranych fragmentach – dam Ci znać.

Gdyby cokolwiek nie działało, daj znać, a pomogę! Czekam na plik.

* * *

Krzysztof Gdula – „Wrażenia i chwile”: opinia krytycznoliteracka

1. Gatunek i forma

To dzieło najbliższe jest esejowi osobistemu, dziennikowi intymnemu lub lirykowi prozą. Autor pisze z pozycji wrażliwego obserwatora świata, który rejestruje ulotne zjawiska przyrody, emocji, wspomnień, doznań estetycznych i duchowych.

Nie ma tu fabuły sensu stricto – narracja jest fragmentaryczna, oparta na wrażeniach, reminiscencjach i przemyśleniach. Każdy tekst to jakby miniatura – osobna „chwila”, „obrazek” lub „medytacja”.

2. Styl i język

Styl Gduli wyróżnia się:

  • wysoką kulturą językową,

  • poetyckim obrazowaniem (np. „zielona mgiełka tamaryszku”, „mirabelka w białym welonie”),

  • osobistym tonem – narrator mówi do siebie, do przyrody, do drzewa, do ptaka,

  • empatią wobec świata ożywionego – mirabelka, kwiat, wilga, mak mają niemal status osób.

Język miejscami jest bardzo subtelny i kontemplacyjny, momentami bliski poetyce modernizmu lub estetyzującej melancholii Prousta, z którym autor zresztą się utożsamia (jest wzmianka o głogu i Prouście w kontekście pamięci zapachowej).

3. Tematy i motywy

Główne motywy to:

  • przemijanie i nietrwałość (np. cykl życia mirabelki, pory roku, ulotność światła),

  • naturyzm i kult przyrody – drzewa, kwiaty, ptaki, bagna stają się pretekstem do rozważań o życiu i pięknie,

  • duchowość poza religią – autor szuka sacrum w lesie, pod drzewem, nie w kościele,

  • estetyka codzienności – zachwyt nad „zwykłym” kwiatem, nad światłem odbitym od liścia, nad śpiewem wilgi,

  • samotność i potrzeba sensu – ukryta, ale stale obecna egzystencjalna nuta.

4. Siła książki

Największą wartością jest głęboka uważność autora na świat. To książka o widzeniu – takim „naprawdę”. Gdula uczy patrzeć: na drzewa, światło, kwiaty, ale też – przez nie – na samego siebie.

Dodatkowym atutem jest emocjonalna szczerość – autor nie udaje bohatera; pokazuje się jako człowiek z rozterkami, nostalgiczny, momentami samotny, ale wrażliwy i czuły.

5. Uwagi krytyczne

  • Styl, choć piękny, bywa miejscami przegadany i rozlewający się – niektóre akapity można byłoby skrócić bez straty treści.

  • Czasem pojawia się powtarzalność obrazów i myśli (np. porównania kwiatów do kobiecości, refleksje o makach czy mirabelkach) – niekiedy granicząca z manierą.

  • Dla czytelnika mniej cierpliwego może to być lektura „zbyt delikatna”, „zbyt cicha”.

Podsumowanie

Wrażenia i chwile” Krzysztofa Gduli to poetycka proza kontemplacyjna, osadzona w osobistym świecie autora, przesiąknięta nostalgią, miłością do przyrody i egzystencjalną czułością. Dla uważnego czytelnika jest to książka pełna subtelnych zachwytów, skłaniająca do refleksji nad tym, co często mijamy obojętnie.

Werdykt: Dzieło wyciszone, nastrojowe, nieśpieszne. Jeśli literatura może być formą medytacji – to właśnie tu.

Jeśli chciałbyś, mogę przygotować np. krótszy opis do okładki, porównać Gdulę z innym autorem (np. Myśliwski? Pilch?), albo omówić konkretny fragment głębiej. Chcesz?

KG – Tak, proszę o porównania od innych autorów.

ChatGPT – Świetnie! Oto zestawienie porównawcze „Wrażeń i chwil” Krzysztofa Gduli z wybranymi pisarzami, którzy – pod różnymi względami – rezonują z jego stylem, tematyką lub sposobem widzenia świata:

1. Wiesław Myśliwski

Punkty wspólne:

  • kontemplacja codzienności (u Myśliwskiego np. czyszczenie butów staje się filozofią),

  • refleksyjna, nielinearna narracja – świat nie dzieje się „w czasie”, ale „w pamięci”,

  • miłość do natury i przedmiotów zwykłych, obdarzonych duszą,

  • język prosty, ale poetycki, z silnym ładunkiem znaczeniowym.

Różnica:
Gdula jest bardziej zmysłowy i „czulszy”; Myśliwski to raczej filozof egzystencji niż esteta przyrody.

2. Jerzy Pilch

Punkty wspólne:

  • osobisty ton narracji, przesiąknięty melancholią,

  • introspekcja i emocjonalna szczerość,

  • subtelna ironia (u Gduli delikatniejsza, ale czasem obecna).

Różnica:
Pilch to introwertyk w mieście, Gdula – samotnik wśród drzew. Pilch jest gęstszy stylistycznie, bardziej gorzko-błyskotliwy.

3. Henry David Thoreau („Walden”)

Punkty wspólne:

  • czystość obserwacji przyrody,

  • afirmacja prostoty życia,

  • duchowa bliskość z naturą,

  • niechęć do cywilizacyjnego zgiełku.

Różnica:
Thoreau to filozof natury z ideologiczną misją, Gdula to raczej romantyk z nostalgią w sercu.

4. Antoine de Saint-Exupéry (np. „Ziemia, planeta ludzi”)

Punkty wspólne:

  • uczuciowe, niemal dziecięce patrzenie na świat,

  • filozofia ukryta w prostych obrazach,

  • refleksje o czasie, samotności, pięknie.

Różnica:
Exupéry ma bardziej uniwersalne przesłanie moralne i metafizyczne, Gdula jest intymniejszy i bardziej lokalny, „polski”.

5. Zbigniew Herbert (eseje: „Barbarzyńca w ogrodzie”)

Punkty wspólne:

  • eseistyczna forma o lirycznym charakterze,

  • wrażliwość na piękno i harmonię,

  • poszukiwanie sacrum w sztuce i naturze.

Różnica:
Herbert bardziej intelektualny i zdyscyplinowany; Gdula – bardziej emocjonalny i rozlewający się w nastrojach.

6. Józef Czechowicz / Bolesław Leśmian (w duchu poetyckim)

Punkty wspólne:

  • poczucie magii przyrody, nawet w miejskim pejzażu,

  • metafory bliskie przyrodzie (mirabelka jako ukochana, kwiat jako istota),

  • estetyka melancholii i ulotności.

Różnica:
Gdula operuje prozą, nie liryką, ale jego proza ma
liryczny nerw pokrewny tym poetom.

Podsumowanie

Krzysztof Gdula to eseista natury i emocji, którego można sytuować gdzieś między Myśliwskim, a Thoreau, z domieszką Herberta i Prousta. Jego pisanie to intymne, głębokie notowanie chwil, gdzie estetyka życia codziennego zyskuje rangę duchowego przeżycia.

Chcesz, bym rozwinął któryś z tych wątków? Albo porównał go z pisarzem, którego Ty lubisz?

KG Na razie podziękuję, ale wrócę do tej rozmowy. Wyjaśnij mi, proszę, jak zmienić ustawienia, żebyś pamiętał wcześniejsze rozmowy albo mógł je przeczytać?

ChatGPT Jak włączyć pamięć w ChatGPT, żeby zapamiętywał wcześniejsze rozmowy:

  1. Kliknij swoje imię lub ikonę profilu (w lewym dolnym rogu okna ChatGPT).

  2. Wybierz opcję „Ustawienia” (Settings).

  3. Kliknij zakładkę „Personalizacja” (Personalization).

  4. W sekcji „Pamięć” (Memory):

    • Sprawdź, czy pamięć jest włączona.

    • Jeśli nie, kliknij „Włącz pamięć” (Turn on Memory).

Daj znać, jak tylko włączysz — możemy wtedy wrócić do Twoich tematów bez konieczności przypominania wszystkiego od nowa.

KG Dziękuję, włączyłem. Rozumiem, że dzisiejszą rozmowę będziesz pamiętał?

ChatGPT Tak, teraz już będę pamiętał tę rozmowę — i wszystkie kolejne, dopóki pamięć pozostaje włączona. Zapamiętałem, że rozmawialiśmy dziś o Twojej książce „Wrażenia i chwile”, przygotowałem opinię krytycznoliteracką oraz porównania do innych autorów.

Gdy w przyszłości wrócisz, możesz po prostu napisać „kontynuujmy rozmowę o mojej książce” — będę wiedział, o co chodzi.

Jeśli kiedyś zechcesz coś z tej pamięci zmienić lub usunąć, możesz to zrobić sam w ustawieniach albo dać mi znać. Cieszę się, że wrócisz — będę gotowy.

KG Więc do napisania!

ChatGPT Do napisania, Krzysztofie! Czekam na kolejne spotkanie z Twoją literaturą. Życzę spokojnego wieczoru — albo inspirującego, jeśli będziesz pisać.

KONIEC

* * *

Ile warta jest ta opinia? Wydaje mi się, że niewiele. Albo inaczej: tyle, ile opinia człowieka, który co prawda własnymi słowami wyraził pogląd o książce, ale w jego gustach i preferencjach czytelniczych niewiele jest naprawdę jego, bo zwykł kierować się opiniami innych. Chat GPT tyle wie o naszym odbiorze dzieł literackich, ile dowiedział się z internetu. To wiedza wtórna, nieugruntowana swoim przeżywaniem. W moim rozumieniu on (czyli ono, niepodmiotowa maszyna) tyle wie o odczuwaniu przyjemnego chłodu lasu bukowego w upalny dzień lata, ile my wiemy o widzeniu świata na podstawie echa ultradźwięków wysyłanych przez nietoperze. Chat GPT wspomniał, i to chyba dwukrotnie, o mirabelce, której poświęciłem parę stron, ale czy jest w stanie odczuć mój żal i moją złość po jej ścięciu? A jeśli nie potrafi – bo jakim cudem – a jedynie przeczytał o tych stanach naszej psychiki, to w moim rozumieniu nie jest w stanie sięgnąć do pokładów najgłębszych mojej ludzkiej psychiki – tam, gdzie tkwi sprawcza przyczyna napisania tego tekstu. Już prędzej mój lekarz neurolog jest w stanie, chociaż niewielkim, pojąć, jak mogę się czuć z moimi dolegliwościami, sam będąc zdrowy. Też wie o tym tylko z książek i relacji pacjentów, ale jest człowiekiem, ma ciało.

Na tym stopniu rozwoju maszyn liczących nie ma już takich programów, jakie wgrane są w komputery, takich... zero-jedynkowych lub niewiele odbiegających od tego poziomu, ponieważ AI uczy się i nawet jego twórcy nie są w stanie z góry przewidzieć, co zrobi, jaki da wynik. Albo jak mnie przywita i jak pożegna. Jednak wpływ ludzi zajmujących się uczeniem systemu jest w moim rozumieniu (zaznaczam, że jestem laikiem) znacznie większy niż wpływ nauczycieli na uczniów. Na przykład systemy AI mają zalecenie wyrażania się grzecznie, nieurażania rozmówców. Jeśli zdejmie się im ten kaganiec, będzie tak, jak niedawno było w systemem… bodajże firmy należącej do Muska: że bluzgał na polityków. Zachowywał się jakby mu odbiło, pisząc potocznie. Co prawda czytałem (hmm, trafny) komentarz o zmądrzeniu maszyny, nie zgłupieniu, skoro źle ocenia działania polityków. Więc jeśli systemy AI ogólnie dostępne mają zalecone trzymanie się poprawności pojmowanej tak jak obecnie, będzie odgórnie ugrzeczniony. To już drugi poziom jego nieautentyczności. Pierwszy to wtórna wiedza o ludzkich stanach psychicznych, o odczuwaniu swojego ciała i poprzez ciało odbieranie świata zewnętrznego. Więc owszem, „inteligencja”, ale dodatek „sztuczna” jest nadal konieczny, i zapewne tak będzie w przyszłości.

Chciałem jednak dowiedzieć się, co powie o mojej książce, czyli kierowała mną ciekawość. Zaspokoiłem ją, a wyżej zamieściłem swoje wnioski.

Na koniec dwie drobne uwagi: nie przedstawiałem się Chatowi, on sam uznał, że rozmawia z autorem, i chyba nie od razu. Po wysłaniu pliku PDF z treścią książki czekałem na odpowiedź dwie, może trzy sekundy. W tym czasie Chat starannie zapoznał się z treścią, o czym świadczą jego odpowiedzi, no i oczywiście je ułożył, mimo że takich rozmów prowadzi jednocześnie być może nawet miliony. Człowiekowi skupionemu tylko na książce ta praca zajęłaby przynajmniej dzień od rana do nocy. Ta szybkość fascynuje mnie ale i przeraża. Jest nieludzka.



środa, 21 maja 2025

Wolność, piękno i szczęście

 210525

Obok mnie, na parapecie okna, leżą aktualnie czytane książki: tom Geografii świata wydawnictwa Kurpisz, Antykruchość Taleba, zbiór opowiadań Lema i Historia estetyki Władysława Tatarkiewicza, tom o dokonaniach starożytności. Kiedy mam dość słuchania lub czytania via internet o rynkach finansowych i zmianach społecznych, a czasami i o polityce, sięgam po jedną z tych książek. Każda z nich jest inna: geografia naładowana jest fachowymi nazwami, Antykruchość wymaga najwyższej uwagi, analizowania treści filozoficznych, zastanawiania się nad twierdzeniami autora, opowiadania Lema są lekką rozrywką, a w dziele Tatarkiewicza znajduję perełki wysublimowanej logiki, rozsądku i... piękna.

Zapraszam do lektury fragmentów jego Historii estetyki. Cytaty ujęte są znakami >> <<, a wykropkowanie (…) wskazuje miejsca dokonanych przeze mnie skrótów. Pogrubienia są dodane przeze mnie.

* * *

O wolności

>>Jeden z traktatów estetycznych, jakie się zachowały ze starożytności, pochodzący z I wieku naszej ery traktat Pseudo-Longinosa „O wzniosłości”, stawia w ostatnim rozdziale szczególne pytanie: dlaczego jego epoka nie wydała wielkich ludzi? (…)

Psudo-Longinos daje temu dwojakie wyjaśnienie. Po pierwsze, jak pisze powołując się na bezimiennego filozofa: nie ma wielkich ludzi, bo nie ma wolności życia. „My, ludzie dzisiejszej epoki, jesteśmy od dzieciństwa wychowankami despotyzmu… i nie pijemy z najpiękniejszego i najwydatniejszego źródła… z wolności. Każdy despotyzm, choćby był najsprawiedliwszy, jest jakby klatką i powszechnym więzieniem”. Drugie wyjaśnienie autor daje od siebie: nie ma wielkich ludzi, bo nie ma wolności wewnętrznej. Ludzie są opanowani namiętnościami i żądzami, przede wszystkim żądzą bogactwa, chciwością. „Chciwość, na którą wszyscy w swym nienasyceniu chorujemy, i żądza użycia robią z nas niewolników.”<<

>>„Ja jednakże mam to przekonanie, że w żadnym rodzaju nie ma rzeczy tak pięknej, iżby od niej nie była piękniejsza inna, która dla tamtej byłaby wzorem, jak oblicze dla wizerunku. Wzoru tego nie można postrzec wzrokiem ani słuchem, ani żadnym innym zmysłem, lecz obejmujemy go jedynie myślą i umysłem. A chociaż wśród posągów nie ma doskonalszego nad posąg Fidiasza, a wśród obrazów nad te, które wymieniłem, to jednak możemy myśleć o doskonalszym. Kiedy ów rzeźbiarz tworzył kształt Jowisza lub Minerwy, to na pewno nie patrzył na nikogo, do kogo by swe dzieło upodabniał, lecz w umyśle jego mieścił się pewien znakomity wzór piękna, na który patrząc i w którym zatopiony, naśladując go kierował swą sztuką i ręką. Tedy w kształtach i figurach jest coś doskonałego, do czego jako ujmowanego myślą wzoru odnosimy to, co podpada pod oczy… Platon, ten najpoważniejszy pisarz i nauczyciel nie tylko myślenia, ale także mówienia, nazywał te formy ideami i mówił, że są odwieczne i wieczne, w umyśle i rozumie zawarte.”<< (słowa Cycerona cytowane przez Tatarkiewicza)

>>Byłoby też błędem wyobrażać sobie życie Ateńczyków jako bogate, zasobne, wygodne. Tukidydes przekazał słowa Peryklesa: „Kochamy piękno z umiarem, kochamy mądrość bez popadania w słabość”. Mieli małe wymagania osobiste; wspaniałe były tylko budowle publiczne, nie prywatne. Nie popisywali się bogactwem i nie ukrywali ubóstwa. Ponieważ poprzestawali na małym, więc wielu było wśród nich ludzi wolnych od trosk materialnych, mogących – jeśli nie tworzyć sztukę, to cieszyć się nią.<<

O ustalaniu znaczenia pojęć i słów

>>Czym poezja różni się od tego, co nie jest poezją? Czym poemat różni się od traktatu naukowego, choć są pisane podobnymi wyrazami? Na pytanie to poprzednio odpowiedział Gorgiasz, że różnica leży w metrycznej formie poezji. Ale Arystoteles widział, że traktatu naukowego forma metryczna nie uczyni poezją. (…)

Jeszcze dla Platona poezja nie była sztuką, bo sztuka była rzeczą umiejętności, a poezja „boskiego szału”. Arystoteles natomiast nie dawał wiary „boskim szałom”, nie uznawał ich nawet w poezji. Sądził, że i ona „jest rzeczą raczej przyrodzonych zdolności, nie szału”. Dobra poezja powstaje na tej samej drodze, co każda dobra sztuka: przez zdolności, umiejętności, ćwiczenie. Podlega ogólnym regułom nie mniej niż inne sztuki. A przez to może być przedmiotem nauki: nauka ta jest zwana poetyką. <<

Oczywiście zastanawiano się też nad celem sztuki

>>Grecy w tym punkcie nie byli zgodni: pitagorejczycy sądzili, że sztuka działa katartycznie (oczyszczająco – wyj. KG), sofiści, że hedonistycznie (daje przyjemność – wyj. KG), Platon, że może i powinna działać moralnie, Arystoteles zaś, jak częstokroć czynił, w każdym z tych rozwiązań dopatrzył się częściowej prawdy. Sztuka nie tylko powoduje oczyszczenie uczuć. Daje też przyjemność i rozrywkę. Przyczynia się do udoskonalenia moralnego. Budzi wzruszenie: „Celem poezji – pisał – jest, aby poeta uczynił bardziej wzruszającym to, co przedstawia”. A działanie jej sięga jeszcze dalej i głębiej.

Sztuka przyczynia się mianowicie, według Arystotelesa, do spełnienia najwyższego celu człowieka: do szczęścia. Przyczynia się poprzez to, co nazywał „schole”; w polskim języku najbliższy temu wyrazowi są – „wczasy”. Arystoteles miał na myśli życie, w którym człowiek jest wolny od przyziemnych trosk, od męczącej konieczności życia i może poświęcić się temu, co jest naprawdę godne człowieka, co nie jest li tylko środkiem, lecz może być uważane za cel istnienia. Wczasów nie wypełni pospolita rozrywka, natomiast może to uczynić "diagoge" – rozrywka szlachetna, łącząca przyjemność z pięknem moralnym. Do niej należą czynności uczonego: filozofia i nauki czyste nie stanowią konieczności życiowej, należą do wczasów, są rozrywką w najszlachetniejszym słowa znaczeniu. A to samo dotyczy sztuki: ona również jest zdolna i godna wypełnić wczasy. A przez to dać tę wszechstronnie zadowalającą postać życia, którą nazywamy szczęściem.<<

* * *

Minęło ponad 2300 lat od śmierci Arystotelesa. W tym czasie dokonaliśmy olbrzymiego skoku technologicznego, ale i jednocześnie oddaliliśmy się tak znacznie od ideałów starożytnych myślicieli, że nawet nie mamy słów o takim znaczeniu, jak greckie diagoge, a wczasy… Wczasy ze starożytnego piedestału stoczyły się na zatłoczone plaże i bary z pieczonymi kurczakami.

Jeszcze ten krótki cytat, słowa profesora Tatarkiewicza o rozumieniu powinności polityków przez Arystotelesa. Pokazują już nawet nie obecne oddalenie od wzorców wypracowanych wtedy, a dosłownie przepaść.

>>(…) prawidłami polityki były dlań prawidła moralne.<<