Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

wtorek, 23 czerwca 2026

Drzewa, których już nie ma

 300526

Kiedyś przypadkiem znalazłem ładny zakątek ukryty wśród pól: stromy pagórek podzielony miedzami i grupy drzew na nich. Nic wyjątkowego, ale bardzo mi się to miejsce spodobało. Później chciałem je odwiedzić, i… zapomniałem gdzie jest. Ponownie znalazłem je przypadkiem, ale nie zapisałem miejsca będąc pewny swojej pamięci. Przed dzisiejszym wyjazdem przeszukiwałem swoją pamięć i foldery w laptopie, znowu bezskutecznie. Za dużo mam zdjęć, ich przeszukanie zajęłoby mnóstwo czasu, a niechętny jestem jeszcze bardziej szczegółowym zapisom. Trudno, któregoś dnia miejsce odkryję po raz trzeci. Gdzie więc jechać? Kręciłem się po mapie, w końcu pojechałem do Tokar. Na północ od tej wsi jest wiele wyjątkowo ładnych miejsc i drzew.  

Na przykład kilka wielkich lip wspierających stare drewniane krzyże i czereśnia rosnąca na zboczu malowniczego zdebrza. Poznałem ją kilka lat temu i wiele razy je odwiedzałem. Wydawało mi się, że pamiętałem, przy której miedzy mam skręcić z drogi by dojść do niej ukrytej za grzbietem, ale się pomyliłem, bo czereśni nie zobaczyłem. Wróciłem do drogi i skręciłem nieco dalej i dopiero wtedy dotarła do mnie prawda: nie pomyliłem miedzy. Skręciłem dobrze, tylko czereśni już nie ma. Piękne, duże drzewo, podziwiane w czasie kwitnienia, owocowania i przebarwiania się jesienią; drzewo, pod którym nie raz siedziałem jedząc kanapki i podziwiając widok, drzewo widoczne z drugiej strony rozległego zdebrza – znak, symbol i największa ozdoba tamtej okolicy, zostało uśmiercone. Niżej zamieszczam kilka jej zdjęć znalezionych w swoich zbiorach.



A dzisiaj stojąc na dnie zdebrza, zobaczyłem smutne, puste zbocze...
 
Byłem zły i przygnębiony. Bałem się, że to moje niezaadresowane na razie zniechęcenie przeleje się na całą okolicę, ładną i lubianą. Wtedy wspomniałem drugie drzewo, równie mi bliskie jak ta czereśnia: brzozę samotnie rosnącą pod szczytem wzgórza, z wysoką miedzą obok i rozległym widokiem wokół. Szperając gorączkowo w pamięci uświadomiłem sobie, że nie jestem od niej daleko, kilka kilometrów stąd. Sprawdziłem na mapie, ustaliłem przejście, część drogi wypadła polami, na przełaj. Godzina, raczej dwie godziny drogi – oszacowałem. Zmieniwszy plany dnia poszedłem sprawdzić, czy nadal żyje moja brzoza.






 Była, jest. Rośnie, żyje. Oczy mi załzawiły, niewątpliwie od wiatru. Zrobiłem brzozie sesję zdjęciową i podszedłem do miedzy, stałego miejsca siedzenia w czasie przerw.

Przygoda



 
Na mój widok jaszczurka wygrzewająca się na słońcu uciekła do swojej norki. Trudno, przez kwadrans będę ci przeszkadzał – pomyślałem, i usiadłem jakieś półtora metra od jej mieszkania. Z plecaka wyjąłem torbę z jedzeniem i termos, a kiedy spojrzałem w bok, zobaczyłem ją: znowu siedziała przed swoją norką. Aby jej nie spłoszyć, ostrożnie wyjąłem aparat i siedząc zrobiłem pierwsze zdjęcie. Wstałem i powoli zbliżałem aparat do gada robiąc zdjęcia. Ostatnie prztyknąłem z odległości dwudziestu centymetrów, jaszczurka nie drgnęła. Siedziała z podniesionym łebkiem, parę razy zmieniła pozycję, ale nie reagowała na moje ruchy. Kiedy odchodziłem, nadal siedziała przy wejściu.

Niech żyją obie, jaszczurka i brzoza.

Obrazki ze szlaku


 
Plantacja róż. Wcześniej poczułem zapach kwiatów niż zobaczyłem plantację. Widok dziesiątek krzewów i setek, nie, tysięcy kwiatów, jest ładny i rzadki, jednak nie widok kwiatów uczynił największe wrażenie. Ich wyraźny, ale subtelny zapach jest nieporównywalnie przyjemniejszy od zapachu perfum.



 Trybula leśna.

 
Wielka, szeroka lipa, pierwsza z czterech lip dźwigających stare krzyże na tej drodze.


 Kolejne lipy i ich krzyże.

 Wracałem zakolem, jak często gdy mam rezerwę czasu. Obok drogi wznosi stok pagóra, miedze wąskich pół skosem wspinają się po nim, biorąc na siebie różnice poziomów i w ten sposób tworząc tarasy. Jedna z tych miedz czerniała spalenizną. Będąc bliżej zobaczyłem szereg karp. Nie dość, że wycięto tyle drzew, to jeszcze spalono trawę!

 

Czasami robię skróty, niektóre nawet skracają czas przejścia, chociaż chyba częściej wydłużają. Bywa jednak tak jak dzisiaj: jedna droga kończy się na jakimś polu, a sto albo pięćset metrów dalej zaczyna się druga, pasująca mi swoim biegiem. Cóż wtedy? Ano, idę polami, krzakami, w poprzek dołów albo szukam przejścia przez strumień czy mokradło. Różnie. Dzisiaj szedłem pod górę po stoku gęsto zarośniętym nawłocią. Co prawda przejście było krótkie, a zielona gęstwina sięgała tylko kolan, ale w połączeniu ze stromizną i miękką, nierówną, chrzęszczącą od uschniętych badyli ziemią, przejście dało mi się we znaki.

 Ale na szczycie odebrałem nagrodę: ładny widok. 

 Ujmujący widok: mały krzaczek dzikiej róży z jednym kwiatem.

 

Wyciąg narciarski ale bez śniegu. Dziwne… :-)

 Droga skończyła się na polu z rzepakiem. Podniosłem ręce i przeszedłem. Spodnie i koszula są do prania po takim marszu.

 Warto było się przedzierać, dalej trafiłem na bardzo malownicze doły.

 

Naturalna przyszłość nie tylko drzewa: rozsypanie się w proch i użyźnienie gleby.


 Kontrast oświetlenia: pola i zalesione doły.


 Podleśny Zdebrz.



Kalinowy Dół.
 
Szukając starych zdjęć czereśni, znalazłem zdjęcie brzozy, której też już nie ma. Fotkę zrobiłem w maju 2022 roku.

Trasa: pola i drogi na północ i na południe od wsi Tokary.

Statystyka: na polach byłem 11 godzin i kwadrans, a przeszedłem 24 km.

 













5 komentarzy:

  1. Ja od przyjazdu po dwóch dniach zostałam uraczona " małym piekiełkiem" Powyżej 30 stopni, rano przed 7 zrobiłam zakupy i szybko wróciłam do domu. Potem było około 34 stopni, A do niedzieli szykuje się 37 stopni. By w poniedziałek z burzą 26 stopni zafundować do środy deszcz i może będzie 21 stopni. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może tak napisać: zostałaś uraczona uroczym ciepełkiem? :-)
      W te dni pracuję fizycznie przy montażu okien, zajęcie podjęte z różnych powodów, niekoniecznie finansowych. W sobotę pojadę do mamy, a w niedzielę wczesnym rankiem wyjadę na Roztocze. Mam nadzieję na piękny, słoneczny dzień. Smaczny też, bo spodziewam się posmakować malin. Będzie też ciekawie, bo prognozowana jest temperatura 39 stopni.

      Usuń
  2. Podziwiam za taką odporność na wysokie temperatury, bo ja niestety nie jestem w stanie funkcjonować na zewnątrz gdy jest powyżej 33 stopni C. Czekam aż trochę się ochłodzi to mam parę pomysłów na ciekawe spędzenie czasu w moich okolicznych górkach. Dziękuję Ci za piękne fotografie i opisy do nich z Twojego Roztocza. Piękna kraina, nigdy tam nie byłam ale może w przyszłym roku zaplanuję wyjazd na drugi kraniec Polski? Chciałabym, ale zawsze powstrzymują mnie koszty takiego przedsięwzięcia, duża odległość od mojej miejscowości. Powinnam brać z Ciebie przykład Krzysztofie, bo dla Ciebie takie przeszkody to takie małe coś co usuwa się na bok i realizuje plan poznawania nowych krain. Na razie regularnie czytam bloga i myślami wędruję po Roztoczu. Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalsze odcinki tej przygody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elu, dziękuję za obecność i przychylność.
      Nie ma mojej zasługi w odporności na upały, po prostu taką mam cechę organizmu. Trzy ostatnie dni pracowałem (parę groszy się przyda na wyjazdy), ale na szczęście w cieniu, jutro mam zaplanowane dwa rodzinne spotkania, w niedzielę chcę pojechać na Roztocze. Nie byłem tam 3 tygodnie, ponieważ 4 dni temu wróciłem z dwutygodniowego włóczenia się po Sudetach. Jestem w trakcie segregowania i opisywania zdjęć oraz robienia notatek na potrzeby blogu, a mam i inne zaległości. Więc mam jechać na Roztocze, ale mina mi nieco zrzedła, gdy wczoraj zobaczyłem prognozę pogody: o godzinie 14 ma być 39 stopni. Przed chwilą zajrzałem na cenioną stronę norweską, piszą o 38 stopniach. Przy 34 chodziłem, dawałem radę, ale ma być wyraźnie cieplej. Mam trochę obaw, ale raczej pojadę, bo nie dość, że po niedzieli też mam pracę, to jeszcze kusi mnie takie doświadczenie. Myślę, że w ostateczności zaszyję się w ładnym a cienistym miejscu na najgorętsze godziny.
      Pisałaś o kosztach. Ważne są i dla mnie, emeryta, ale udaje mi się utrzymać je na w miarę niskich poziomach. Na przykład ten ostatni: trwał 17 dni, w tym 15 dni wędrówek, a hotel i paliwo kosztowały razem 1700 zł. Jedzenia nie liczę, bo kupowałem, jak to się kiedyś mówiło, suchy prowiant, a więc nawet jeśli wydawałem więcej niż w domu, to niewiele. Tak więc urlop kosztował mnie sto złotych dziennie plus zwykłe koszta wyżywienia.
      Gdybyś wybrała się na Roztocze, napisz. Z przyjemnością pokażę Ci moje Roztocze. To, którego w przewodnikach nie ma albo jest bardzo mało.

      Usuń
    2. Dziękuję za tak obszerną odpowiedź. Ale heca! Ja z Sudetów na Roztocze a Ty Krzysztofie z Roztocza w Sudety. Czekam z niecierpliwością na efekty Twojego wypadu w Sudety. Ciekawa jestem dokąd teraz zawędrowałeś. Ja też jestem emerytką ze skromną emeryturą i muszę tak planować swoje wojaże aby na nie starczyło. Dodatkowo mam niepełnosprawnego męża, którego nie mogę zostawić bez opieki więc zabieram go zawsze ze sobą. Za dużo z nim nie nachodzę ale zawsze trochę ruchu jest. Podziwiam Cię za ekonomiczny spryt bo w pojedynkę za ok. 100 zł dziennie to jest bardzo dobry wynik finansowy. Dziękuję za zaproszenie na Roztocze, będę miała to w planie na przyszły rok to może skorzystam z Twojego bogatego doświadczenia i pomożesz mi zorganizować taką wyprawę. Dzięki raz jeszcze, pozdrawiam i czekam na relację z Sudetów. Ela.

      Usuń