Etykiety

Moja książka

Wrażenia i chwile

 150422 Dzisiaj jest umowny dzień premiery mojej nowej książki.    „Książka jest o wrażeniach, o przeżywaniu zwykłych dni i zdarzeń, o chwi...

środa, 10 czerwca 2026

Sześć dni na Roztoczu, cz. III

 20-25.05.26

Ładne miejsca

 







Znane i pamiętane ładne miejsce pod drzewami z rozległym widokiem. Trudno przejść obok nie zatrzymując się chociaż na chwilę; ja zwykle robię tam przerwę. Na mapie jest zaznaczone inne miejsce widokowe, znacznie niżej na zboczu wzgórza, z mniej rozległym widokiem. Często są popełniane takie pomyłki i przeoczenia przez twórców map.

 Na tym zdjęciu te same wysokie drzewa, ale widziane z dna szerokiej doliny.



 Widokowa lipa. Tak ją nazywam, ponieważ widać ją na linii horyzontu ze wzgórz po drugiej stronie doliny, z odległości ponad pięciu kilometrów.




 Zagajnik na polach. Cienisty mały dołek na gorących, rozsłonecznionych polach. Aby naprawdę zobaczyć takie miejsce, trzeba wejść do środka, między drzewa, i zobaczyć oraz poczuć kontrast: chłód i cień tutaj, a tuż za drzewami otwarty, rozległy przestwór pól nagrzanych słońcem.

 Zakątek pod czereśnią. Miejsce zdawałoby się tuzinkowe, ale kiedyś mnie zauroczyło. Pamiętam je także z powodu grzybów licznie rosnących w lesie tuż obok.


 
Cała tamta okolica, a piszę o polach pod Góreckiem Kościelnym, jest wyjątkowo ładna. Wzgórz tam niewiele, właściwie tylko dwa, za to piachu mnóstwo. Pola są piaszczyste, łąki suche, bardziej do stepów podobne, liczne dróżki proste, równe, nierzadko zielone, czasami tylko nieco piaszczyste, niezachwaszczone, zapraszające, lekkie. Dobrze się idzie zarówno drogami, jak i łąkami. Liczne pojedyncze sosny i sosnowe zagajniki. Ich żywiczne zapachy oszałamiają!

Na szlaku

 


Leśna droga skończyła się, tak po prostu rozpłynęła się wśród drzew. Niewyraźna ścieżka wyprowadziła mnie na dzikie doły zatarasowane zwalonymi drzewami, porosłe gęstym skrzypiącym skrzypem.


 

Strumień i podmokła łąka. Oj, dobrze poznałem jego brzeg. Miałem nadzieję na jego przeskoczenie, a okazało się, że musiałem iść po wertepach i krzakach dobry kilometr nim doszedłem do mostu. Potknąłem się wiele razy, ale udało mi się przewrócić tylko raz.

 Skrót drogi między chaszczami a brzegiem pola. Akurat ten udał się nieźle, niewiele miałem przedzierania się przez gęstwiny, ale nie zawsze tak mam. Szczerze mówiąc: mam rzadko.



 Zwalona wierzba, gąszcz nie do przejścia, a jedynie do obejścia.

 Garby to nazwa sporego wzniesienia na Roztoczu. Na tym polu jest szczyt. W którym miejscu? Oto roztoczański dylemat.

 Latał tam nade mną, kołując i przejmująco krzycząc, spory ptak. Może ktoś wie, jak się nazywa?



 Stare kopalnie piasku i opoki. Kiedy już znikną ludzie i ich maszyny, a przyroda nieco zabliźni rany, takie miejsca odmieniają swe oblicze i mogą się podobać.

 Coś na wielkiej polnej gruszy. Raczej nie kapliczka. Może skarb?


 Dal – kusząca uwodzicielka.


 Przerwa w cieniu drzew, na wysokiej między.

 Różności

 

Czy ja sfotografowałem śmierć padalca?

 

Bociany. Widziałem je często, żerujących na łąkach jak ten z fotografii. Czasami odlatywały widząc człowieka idącego piechotą, ale chyba częściej tylko obserwowały. Na maszyny mniejszą zwracają uwagę. Potrafią podchodzić do świeżo skoszonej trawy tuż za traktorem. Cieszy mnie ich przyzwyczajenie do ludzi, rosnącą ufność do nas; cieszy mnie podejście ludzi do tych ptaków, traktowanie ich przyjaźnie i pomaganie im w zakładaniu gniazd.

 Garbusek w ogrodzie. Oryginalna ozdoba.

 Przybita do drzewa na brzegu lasu tablica z ostrzeżeniem o spadających gałęziach. Ciekawe, kiedy pojawią się tablice ostrzegające przed mrówkami i możliwością wiania wiatru. Wszak może zakurzyć ubranie albo zburzyć fryzurę, trzeba więc ludzi ostrzec bo jeszcze podadzą do sądu.


 Widziałem sadzenie tytoniu. W niektórych regionach Roztocza dużo jest upraw tej rośliny. Z pola wielkości hektara niewiele się zbierze ziaren zboża, jeszcze mnie zarobi na nim, a przy tytoniu jest co prawda dużo pracy, ale i zysk jest większy.

Porównania a propos. W książce o Sumerach czytałem o wynagrodzeniu pracowników rolnych. Dostawali skrawek ziemi na swoje potrzeby oraz ziarno jako zapłatę. Najniższej wynagradzani pomocnicy zarabiali około kilograma ziaren dziennie, specjaliści parę kilo. W przeliczeniu na złotówki i obecne ceny ziaren, ich zarobki wynosiły od 70 groszy do dwóch, góra trzech złotych za cały dzień pracy.

 
Parę zdjęć pokazujących zwyczaj wykorzystywania pola do samego rogu, zasiew do ostatnich metrów kwadratowych. Rozczula mnie ten widok. Jest śladem przeszłości, czasów głodu i wielkiego szacunku dla ziemi i jej darów.

 Cienka warstewka uprawnej ziemi na piachach.

 Na polach w pobliżu wzgórz są kamienie. Czasami jest ich więcej niż ziemi.

 Eden, prywatne miejsce grilowania. Mało jest tam śmieci, w co trudno uwierzyć, ale widziałem na własne oczy.

Mapy tras zamieściłem  w części pierwszej, są w środkowej części Roztocza.

Będąc sześć dni na Roztoczu, przeszedłem razem 126 km w czasie 64 godzin spędzonych na drogach.



Zielone, równe, ładne drogi.







3 komentarze:

  1. Ładne miejsca ale też ładne zdjęcia. Patrząc na nie dochodzi do mej świadomości ciepło tych pól, świergot skowronków i szum liści. Dochodzi to kompletu zapach siana i wilgoć po letnim deszczu. Ech, trochę zazdroszczę Ci konsekwentnego planu wędrówki po tych pięknych terenach. U mnie zwycięża lenistwo, niestety. Ostatnio staram się mobilizować przynajmniej raz w tygodniu i udać się na wycieczkę. Chciałabym zapytać się o aplikację jaką używasz do wyznaczania i rejestracji trasy? Czy to wersja bezpłatna czy subskrypcyjna?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry, Elu!
      Konsekwencji wystarcza mi do samych wędrówek, do trzymania się trasy już mniej. Wiemy, że różnie bywa z motywacją do pokonywania takich dystansów. Mnie najbardziej pociąga po prostu droga przede mną, a dalej uroki krajobrazów oraz poczucie straty czasu gdy siedzę całymi dniami w domu. Mam i inne powody: sytuację w domu, chorobę, którą regularny ruch znacznie powstrzymuje, ale i bardziej… hmm, egzotyczne. Na przykład skłonność mojego brzucha do powiększania się jeśli nie chodzę. Wszystkie razem tak na mnie działają, że gdyby nie ograniczenia, na przykład finansowe, jeździłbym jeszcze więcej. A właśnie! Drugi tydzień jestem w Sudetach :-)
      Mam darmową aplikację, zwie się… nie wiem. Ikonka w telefonie opisana jest jako mapy.com
      Nie jest idealna, ma swoje wady, na przykład nie mogę zapisać trasy bez zarejestrowania się gdzieś tam, nie wiem gdzie, pewnie na stronie właściciela, a tego nie lubię. W rezultacie trasę przepisuję ręcznie: po przyjeździe do domu kopiuję odpowiedni fragment mapy z internetu, następnie otwieram w programie do obróbki zdjęć i patrząc na ekran telefonu rysuję na ekranie laptopa trasę. Wersja płatna ma więcej funkcji, z których mnie tylko zapisywanie przydałoby się, i kosztuje około 50 zł rocznie.

      Usuń
  2. Piach, jakże niesamowicie to wygląda! U nas pod warstwą ziemi jest lita skała.
    No i w takich miejscach mocniej widać suszę.

    OdpowiedzUsuń